Dziennik Gazeta Prawana logo

Służba zdrowia w nieustannym remoncie. Dlatego wszystkie chwyty są dozwolone

19 marca 2017, 19:18
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Szpital
Szpital/Shutterstock
Każdego, kto zasiada na stanowisku szefa resortu zdrowia, dopada syndrom oblężonej twierdzy. Nawet ci otwarci zaczynają być nieufni, część ulega czarowi polityki. I wpadają w pułapkę działania zgodnego z ideologią, a wbrew zdrowemu rozsądkowi. U siebie ministrowie niemocy nie widzą, ale diagnozują ją u kolegów po fachu.

Kolejni odważni wchodzą do budynku Ministerstwa Zdrowia przy ul. Miodowej w Warszawie i nie wiedzą – z czym przyjdzie się im zmierzyć, z jakimi bliznami z tej walki wyjdą, jakie łatki do nich przylgną. Od 1989 r. służba zdrowia jest w nieustannym remoncie, zaś każdy minister obejmuje urząd z przekonaniem, że będzie pierwszym, któremu uda się go zakończyć. Dlatego wszystkie chwyty są dozwolone – knucie, lawirowanie, zawieranie wątpliwych kompromisów, krzyki, trzaskanie drzwiami, obrażanie.

Choć kolejne rządy po upadku komunizmu zamierzały uzdrowić system lecznictwa i do wyborów szły z pięknymi hasłami – krótsze kolejki, pacjent jest najważniejszy, szpitale mają leczyć, a nie zarabiać, bezpłatne leczenie dla wszystkich – to z politycznej sceny schodziły jak pies z podkulonym ogonem. Bo na koniec okazywało się, że na usunięcie zaćmy nadal trzeba czekać 4 lata, że pacjent nie jest najważniejszy, bo 82-letnia staruszka umarła przed drzwiami szpitala, i mimo opłacania składki zdrowotnej wydajemy z własnych kieszeni miliardy złotych rocznie na leczenie. Co poszło nie tak?

wylicza Jakub Szulc, wiceminister zdrowia w rządzie Donalda Tuska i Ewy Kopacz.

Paradoksalnie większość ministrów, z którymi rozmawiamy, zarzeka się, że oni na taki syndrom nie cierpieli, a wyzwaniom sprostali. Owszem, zdarzyły im się potknięcia, ale i tak wyszli z nich obronną ręką. Co ciekawe, diagnozują niemoc u swoich kolegów po fachu. Ale ci nie mają wątpliwości, że każdego, kto zasiada na stanowisku szefa resortu, prędzej czy później dopada syndrom oblężonej twierdzy. Nawet ci najbardziej otwarci zaczynają być nieufni, część ulega czarowi polityki, w której rozgrywki należą do codzienności. I wpadają w kolejną pułapkę – działania zgodnego z ideologią, a wbrew zdrowemu rozsądkowi. Czy wręcz robienia kampanii wyborczej.


Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj