Ponad 90 proc. Polaków ma próchnicę, jedną z jej przyczyn jest lęk przed leczeniem, a zwłaszcza igłami.

Reklama

Kiedy boimy się igły

Wbrew obiegowej opinii dentofobia to nie lęk przed samym dentystą, ale lęk przed konkretnym zabiegiem, przyrządem lub urządzeniem u dentysty. Pacjenci cierpiący na dentofobię boją się np. bólu związanego zabiegiem, poczucia skrępowania w fotelu, a także tego, że mogą się zakrztusić. Odczuwają także silny lęk na widok wiertła, jasnej lampy, a nawet charakterystycznego dla dentysty zapachu.

Dentofobii często towarzyszy także inna fobia - aichmofobia, czyli paniczny lęk przed igłą. Osoby doświadczające jej, już na sam widok strzykawki wpadają w panikę. U wielu osób prowadzi to do nagłego wzrost ciśnienia krwi, a niejednokrotnie drżenia ciała, omdleń, nudności, suchości w ustach i gwałtownego pocenia się.

- To jeden z powszechniejszych lęków z jakim się spotykamy. Pacjenci dotknięci nim często odczuwają ból zanim jeszcze igła ma kontakt z dziąsłem. Wiele osób z tego powodu omdlewa lub dostaje silnego ataku paniki. Zdarzają się przypadki, w których zwykłe podanie zastrzyku wiąże się z tak silnym stresem, że powoduje on uraz psychiczny, a w konsekwencji zaniechanie dalszego leczenia - mówi lek. stom. Paweł Ponichtera z gabinetu Czar-Dent w Białymstoku.

Ukrywają igłę

Od niedawna istnieją jednak rozwiązania, dzięki którym można zminimalizować objawy związane z aichmofobią. Coraz więcej gabinetów zastępuje tradycyjne strzykawki i karpule urządzeniami do komputerowego, łagodnego podawania znieczuleń Wand. Urządzenie to, choć posiada igłę to jest ona cienka, krótka, a do tego sprytnie ukryta przed pacjentem.

- Aplikator, którym podaje się znieczulenie przypomina długopis. To w jego wnętrzu ukryta jest igła. Lekarz może ukryć igłę przed wzrokiem pacjenta dzięki temu, iż aplikatorem pracuje się zupełnie inaczej niż strzykawką . Dzięki tej sztuczce psychologicznej unikamy sytuacji, w której pacjent już na sam widok igły wpada w panikę lub odczuwa urojony ból - mówi dr Ponichtera.

Reklama

A to dopiero początek sposobów na aichmofoba. Specjalna rotacyjna technika prowadzenia końcówki w tkankach sprawia, iż pacjent nie odczuwa jej obecności w organizmie. Dzieje się tak również dlatego, iż cały czas w trakcie wprowadzania igły w głąb tkanek aplikowany jest płyn znieczulający.

- Płyn tworzy swego rodzaju osłonę na czubku igły – tzw. płaszcz anemizacyjny. Oznacza to, iż do tkanek dociera najpierw środek znieczulający, a dopiero potem, do znieczulonych już tkanek, zbliża się igła. W ten sposób moment wprowadzenia igły oraz jej późniejsza wędrówka w tkance są dla pacjenta nieodczuwalne - mówi.

Nie poczujesz już bólu

Niewyczuwalne jest także podanie samego płynu. Tempem jego wprowadzenia steruje bowiem komputer. To mikroprocesor, a nie ręka lekarza odmierza kolejne dawki anestetyku, dzięki czemu wchłania się on stopniowo z tzw. prędkością fizjologiczną, powoli rozchodząc się w tkance.

- Trauma związana z zastrzykami bierze się nie tylko z wbicia igły, ale także ze wprowadzenia płynu znieczulającego. Zbyt szybkie jego wtłoczenie powoduje silny, rozpierający ból. W przypadku komputerowego znieczulenia Wand ten ból został wyeliminowany - mówi specjalista.

Potwierdzają to wyniki badań opublikowane na łamach "British Dental Journal". Wynika z nich, że aż 47 proc. znieczulanych Wand zupełnie nie odczuwa kontaktu igły z dziąsłem, a 52,5 proc. określa kontakt jako „delikatny”. Dla porównania w przypadku znieczulenia tradycyjną strzykawką zerowy ból odczuwa zaledwie 12,5 proc. pacjentów, a aż 72,5 proc. określa go jako odczuwalny.

- Stopniowe eliminowanie czynnika stresogennego sprawia, że negatywne odczucia związane z wizytą maleją. Pacjent przyzwyczaja się do tego, że podanie znieczulenia jest bezbolesne, a tym samym przełamuje swoje lęki i opory, zwyczajnie oswaja się z zabiegiem - mówi dr Ponichtera.