Okres inkubacji gorączki krwotocznej Ebola wynosi od 2 do 21 dni (zwykle ok. 10 dni). Pierwszymi objawami są najczęściej: gorączka, ból głowy i gardła, jak przy przeziębieniu. W ciągu kilku dni wirus Ebola zdecydowanie osłabia układ odpornościowy i pojawiają się inne dotkliwe symptomy infekcji. Chory uskarża się na przewlekłe bóle pleców i mięśni, wymioty i biegunkę. Wirus wnika do komórek małych naczyń krwionośnych i je rozrywa, by wydostać się na zewnątrz. Pojawia się krwawienie z ust, oczu, uszu. Osoba zakażona wygląda przerażająco, bo pod skórą tworzą się pęcherzyki z krwią, a białka oczu stają się czerwone.

Reklama

Zwykle na tym etapie zaawansowania choroby pacjent trafia do szpitala. Jego system odpornościowy „przestaje działać”. Pojawia się krwawienie z układu pokarmowego i innych narządów wewnętrznych. Niestety, chory ma małe szanse na przeżycie, bo wskaźnik zgonów z powodu gorączki krwotocznej wynosi 90 proc. Zwykle umiera między 8. a 17. dniem od pojawienia się pierwszych symptomów. Jeśli przeżyje, musi być przez długi czas obserwowany i badany przez lekarzy, by wykluczyć obecność wirusa w płynach ustrojowych; dopiero wtedy może być wypisany ze szpitala. Co ważne, mężczyzna, który teoretycznie wyzdrowiał, może jeszcze przez kilka, około siedem, tygodni być nosicielem wirusa Ebola (obecny w spermie) i przenosić go przez kontakty seksualne.

Na Ebolę nie ma skutecznych leków. Pacjent leczony jest objawowo i otrzymuje płyny oraz elektrolity dożylnie lub ustnie.

Ebola jest wysoce zaraźliwa. Rozprzestrzenia się poprzez kontakt z zakażoną krwią, wydzieliną lub innymi płynami ustrojowymi. Wirusem można się zarazić podczas seksu. Najbardziej zagrożeni są pracownicy służby zdrowia i członkowie rodzin pacjentów z Ebolą, jak również żałobnicy, którzy mieli kontakt z ciałem zmarłej ofiary. W niebezpieczeństwie są także myśliwi, którzy mieli kontakt z chorym na Ebolę zwierzęciem (gryzoniami, małpami).

Jak dotąd wirus Ebola zabił już ponad 670 osób w zachodniej Afryce. Rozprzestrzenił się już z Gwinei do Sierra Leone oraz Liberii, a w piątek zmarł pierwszy pacjent w Nigerii.

Reklama

Zdrowie dziennik.pl na Facebooku: polub i bądź na bieżąco >>>