Retail therapy w Polsce ma się coraz lepiej. Leczymy ból istnienia na zakupach?

Reklama

W Polsce coraz popularniejsze staje się tzw. retail therapy, czyli terapia zakupami. Powód? Jak podaje Journal of Psychology and Marketing, zakupy i wydawanie pieniędzy mogą mieć pozytywny wpływ na nasze samopoczucie. Dziś aż 57 Polaków przyznaje, że zdarzyło im się iść na zakupy, tylko po to żeby poprawić sobie humor – wynika z sondy zakupowej Silesia City Center. Z terapii zakupowej korzystają najchętniej kobiety. W przypływie kiepskiego nastroju nową bluzkę lub buty kupiło aż 72 proc. pań.

Naukowcy: kupuj, to zmienia nastrój

Aż 97 proc. Polaków żyje w nieustannym stresie, związanym m.in. z pracą, życiem osobistym i finansami. Należymy także do wąskiego grona najbardziej znerwicowanych narodów świata - podaje USP Zdrowie. Nic więc dziwnego, że coraz częściej szukamy sposobów, żeby rozładować swoje napięcie. Na wzór innego zestresowanego narodu - Amerykanów, Polacy coraz częściej oddają się tzw. retail therapy, czyli terapii zakupami.

Zdaniem psychologów, nawet niewielki shopping będące swoistą nagrodą, potrafi pozytywnie wpłynąć na nastrój , humor oraz relacje z otoczeniem, rozładowując nagromadzone napięcie. Wielogodzinna wyprawa do centrum handlowego, podczas której skupiamy uwagę na zakupach, skutecznie odciąga myśli od tego, co jeszcze przed chwilą stresowało.

Co więcej, jak pokazują ostatnie badania, to nie chęć posiadania rzeczy powoduje najwięcej dobrego, ale sam proces zakupu. Okazuje się bowiem, że jeśli stawiamy się w sytuacji, w której musimy dokonywać wyboru, tak jak podczas zakupów, odzyskujemy poczucie kontroli nad własnymi emocjami, które tracimy w sytuacjach stresogennych - przekonują naukowcy z University of Michigan na łamach Journal of Consumer Psychology.

Polacy na grupowej terapii zakupowej

Jak wyliczyli naukowcy z amerykańskiego Penn State, już dziś aż 62 proc. wszystkich zakupów, jakie dokonujemy ma postać świadomej lub nieświadomej terapii zakupowej. A jak jest w Polsce? Co drugi Polak przyznaje, że zdarzyło mu się kupić coś tylko po to, żeby poprawić sobie nastrój. Ze świadomym lub nieświadomym „retail therapy” miało do czynienia aż 72 proc. Polek i 42 proc. Polaków.

Na poprawę nastroju Polacy najczęściej kupują ubrania i buty – 34 proc., na drugim miejscu są kosmetyki - 21 proc. i biżuteria – 18 proc. Mniej zbawienny wpływ na nastrój mają zakupy dodatków, sprzętu elektronicznego, książek, płyt, gier i jedzenia – wynika z sondy zakupowej Silesia City Center.

- Coraz częściej Polacy robią spontaniczne zakupy pod wpływem nastroju. Już dziś stanowią one blisko 30 proc. wszystkich dokonywanych zakupów. Pod tym względem zaczynamy doganiać Brytyjczyków, Amerykanów i Japończyków, którzy zakupy traktują, jak formę relaksu i odskoczni od codzienności – przekonuje Ewa Marcinek, dyrektor Silesia City Center.

A ta potrafi przytłaczać. Nie dziwi więc fakt, że w 19 proc. przyczyną, na którą decydujemy się na terapię zakupami jest kiepski dzień w pracy, w 15 proc. przypadków biegniemy na zakupy, kiedy usłyszymy złą wiadomość, w 12 proc. przyczyną jest kłótnia np. z ukochanym. Dla 7 proc. terapia zakupami jest niezbędna po chorobie, a dla 6 proc., kiedy waga wskaże dodatkowe kilogramy – wynika z badań TNS Global dla Ebates.com.