Do tej pory uprzejmość była uznawana za postawę, którą kształtujemy w sobie poprzez doświadczenie. Najnowsze badania wskazują jednak, że człowiek miłym może się urodzić. Okazuje się, że za to, czy będziemy życzliwi i uprzejmi, odpowiadają nasze geny.

Oksytocyna, produkowana przez część mózgu nazywaną podwzgórzem, jest hormonem wpływającym na związek emocjonalny pomiędzy ludźmi oraz na zaufanie. Sprzyja także zakochaniu, łączeniu się w pary i wzmacnia uczucia ojcowskie. Naukowcy z Uniwersytetu w Buffalo odkryli, że te pozytywne funkcje hormonu są kontrolowane przez pewne geny, które sprawiają, że jesteśmy bardziej przyjaźnie nastawieni do ludzi.

Czytaj także: Seks jest przereklamowany. Kobiety pragną czegoś innego >>>

Mimo że nasze zachowanie jest zdeterminowane przez to, jak postrzegamy otaczający nas świat, nasze geny wydają się odgrywać ważną rolę w tym, czy jesteśmy mili czy nie. Naukowcy twierdzą, że odpowiadają one za to, jak się zachowujemy i stanowią o naszym charakterze bardziej niż wychowanie.

Odkryliśmy gen, który zdecydowanie przyczynia się do tego, że jesteśmy uprzejmi - potwierdza Michael Poulin, asystent profesora psychologii na Stanowym Uniwersytecie Nowego Jorku w Buffalo.

Geny odpowiadają także za ludzki pesymizm lub optymizm. Jak wiadomo, postawa wyrażająca się w skłonności do dostrzegania tylko ujemnych stron życia, negatywnej oceny rzeczywistości oraz przyszłości, utrudnia z kolei stosunki z innymi ludźmi. To natomiast powoduje, że otoczenie odbiera pesymistów jako osoby nieżyczliwe, opryskliwe i nietowarzyskie.

Badania dowiodły dodatkowo, że osoby te mogą mieć brak genu "uprzejmości", lub jest on niewystarczająco silny, aby się ujawnić. Z drugiej jednak strony udowodniono, że ludzie z mocnym genem "uprzejmości" są mniej podatni na zdominowanie charakteru przez niekoniecznie dobre cechy nabyte. Są oni także bardziej skorzy do pomocy innym, filantropii, działalności charytatywnej oraz do informowania o przestępstwach.

Zdrowie dziennik.pl na Facebooku: polub i bądź na bieżąco >>>