Dziennik Gazeta Prawana logo

Coraz więcej szpitali zakłada przychodnie. Lekarze rodzinni protestują

25 stycznia 2012, 11:00
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
wizyta lekarska lekarz doktor kobieta pacjent
wizyta lekarska lekarz doktor kobieta pacjent/Shutterstock
Na przepychankach między placówkami zdrowotnymi zyskają chorzy, którzy łatwiej dostaną się do lekarza.

Już nie tylko szpitale w dużych miastach, takich jak Warszawa, Bydgoszcz czy Grudziądz, tworzą własne przychodnie. Poradnie podstawowej opieki zdrowotnej (POZ) zaczęły powstawać również przy lecznicach powiatowych. Ich dyrektorzy tłumaczą, że nie chodzi o szybki zysk, ale o wymuszanie lepszego dostępu do opieki zdrowotnej wszędzie tam, gdzie są z tym problemy.

Przepisy mówią, że przychodnia lekarza rodzinnego powinna być otwarta w godzinach od 8 do 18. W praktyce bywa jednak różnie. W powiecie makowskim trzech lekarzy rodzinnych działa w lokalnym samorządzie, więc skutek jest taki, że w dni, gdy odbywają się posiedzenia rady powiatu, pacjenci nie mają po południu szans na lekarską poradę. Trafiają więc do szpitalnego oddziału ratunkowego (SOR). W efekcie tamtejsi lekarze leczą banalne przeziębienia. Nie mogą odesłać chorego z gorączką bez badania, choć tę pracę powinien wykonać lekarz rodzinny, bo to on otrzymuje za tego pacjenta stawkę kapitacyjną (czyli 96 zł za każdą pozyskaną osobę).

– mówi Jerzy Wielgolewski, zastępca dyrektora ds. administracyjnych w SPZOZ w Makowie Mazowieckim.

Właśnie z tego powodu szpital otworzył już dwie placówki POZ, a w planach ma trzecią.

Dyrektorzy szpitali, które zdecydowały się na taką inwestycję, twierdzą, że dzięki niej poprawiła się obsługa pacjentów w innych placówkach. Został np. rozwiązany problem unikania przez niektórych lekarzy rodzinnych zlecania pacjentom badań diagnostycznych, mimo że należy to do ich obowiązków.

– podkreśla Marek Nowak, dyrektor Szpitala Specjalistycznego im. dra Biegańskiego w Grudziądzu, gdzie POZ działa od trzech lat.

Wszędzie tam, gdzie szpitale tworzą przychodnie, protestują lekarze rodzinni. Ich zdaniem taka konkurencja jest niezdrowa. O pacjentów muszą bowiem rywalizować z dużo silniejszym podmiotem, który dodatkowo ma zaplecze w postaci sprzętu i specjalistów.

– uważa Teresa Dobrzańska-Pielichowska, wiceprezes Federacji Porozumienie Zielonogórskie, zrzeszającej lekarzy rodzinnych.

Dodaje, że rozdział między podstawową opieką zdrowotną a leczeniem szpitalnym i specjalistycznym musi być zachowany, bo w przeciwnym razie szpitale będą nadużywały swojej silnej pozycji. Mogą np. uzależniać przyjęcie na swoje oddziały od zapisania się do przychodni POZ.

Takich obaw nie podziela NFZ. Podkreśla, że przed monopolem szpitali broni pacjentów rynek.

– podkreśla Jolanta Pulchna, rzecznik prasowy małopolskiego oddziału NFZ.

O tym, gdzie się leczyć, czy w gabinecie lekarza rodzinnego, czy w przychodni szpitalnej, i tak ostatecznie decydują pacjenci.

2750 pacjentów może być maksymalnie zapisanych do jednego lekarza rodzinnego

96 zł rocznie płaci NFZ lekarzowi rodzinnemu za każdego pozyskanego pacjenta

7,55 mld zł przeznaczy w 2012 roku NFZ na podstawową opiekę zdrowotną

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj