Psychopaty nie da się wyleczyć. To nie jest kwestia trudnych przeżyć z dzieciństwa czy jednorazowej traumy. Wszystko zależy od... budowy mózgu. Dowodzą tego naukowcy z uniwersytetu w Wisconsin-Madison.

Reklama

Uczeni przebadali różne grupy ludzi. Zaczęli od więźniów. Przeskanowali ich mózgi rezonansem magnetycznym i aż u 20 procent z nich stwierdzili defekt, który czyni z nich psychopatów - mniejszą liczbę połączeń między dwoma ważnymi rejonami mózgu. Pierwszy znajduje się w korze przedczołowej i odpowiada za emocje. Drugi to ciało migdałowate, które odpowiada z kolei za odczuwanie strachu. Upośledzenie obu tych ośrodków wpływa poważnie na sposób postrzegania świata i pojmowania rzeczywistości, czyniąc z człowieka psychopatę.

Osobnik taki na przykład nie potrafi odczuwać empatii, tak naprawdę rodzi się już bezduszny i agresywny, a gdy dokonuje zbrodni, jest w pełni świadomy swego czynu. W codziennym życiu potrafi się doskonale maskować, adaptuje się do środowiska, uczy zachowań od otaczających go ludzi. Jego skłonności wyjdą jednak na jaw podczas badania rezonansem magnetycznym. Tego nie da się ukryć.

Zdaniem amerykańskich naukowców, choć wśród więźniów jest 20 procent psychopatów, to wśród menedżerów trafia się już tylko 4 procent. Statystycznie, w całym społeczeństwie, jedna osoba na sto jest psychopatą.