Nad szpitalami wisi topór w postaci nowego prawa: jeżeli samorządy nie spłacą ich strat za 2012 r., będą musiały obowiązkowo przekształcić je w spółki albo zlikwidować. Tak wynika z ustawy o działalności leczniczej. Jeżeli zdecydują się na przekształcenie, to rząd pomoże im spłacić zobowiązania ZOZ-ów np. wobec ZUS czy fiskusa – na ten cel jest przygotowane 1,4 mld zł. Ale już roszczenia innych wierzycieli samorządy będą musiały pokryć z własnej kieszeni.

W najgorszej sytuacji znajdą się powiaty, gminy, urzędy marszałkowskie i miasta, które nie skorzystały z planu B. Jego założeniem było dobrowolne przekształcanie szpitali w spółki połączone z ich oddłużaniem. Główną przeszkodą okazało się to, że rządowe pieniądze pokrywały tylko zadłużenie wynikające z zobowiązań publicznoprawnych. Resztę musiał pokryć samorząd, co często przekraczało jego możliwości. Tak było na przykład w przypadku warszawskiego Szpitala Bródnowskiego w Warszawie. Okazało się, że samorząd nie jest w stanie przejąć wielomilionowego zadłużenia placówki, w tym pożyczek zaciągniętych w bankach.

Niektóre przekształcenia zostały zablokowane przez związki zawodowe. – Bały się one, że część pracowników straci pracę – mówi Wojciech Misiński, ekspert rynku zdrowia z Centrum im. Adama Smitha. Samorządy odstraszała także biurokracja. – Każdy najmniejszy dokument był poddawany przez NFZ drobiazgowej analizie. Trwało to ponad pół roku – mówi Anna Służewska, naczelnik wydziału zdrowia w powiecie lipnowskim. Jemu się jednak udało. Powiat dostał od państwa ponad 30 mln zł. – Teraz szpital działa całkiem dobrze. Wcześniej co roku spłacał odsetki od długu. Pozbawiony tego balastu bilansuje koszty – mówi starosta Krzysztof Daranowski.

Jednak nadal połowa spośród 585 szpitali, które działają jako SPZOZ, generuje starty. Tymczasem – jak wynika z sondy „DGP”, którą przeprowadziliśmy w 16 urzędach marszałkowskich – większość jeszcze nie zaczęła się zastanawiać, jakie podejmie kroki.

W woj. kujawsko-pomorskim żaden z dziewięciu szpitali, których organem założycielskim jest samorząd województwa, nie jest przygotowywany do przekształceń, mimo że siedem z nim już w połowie roku notowało ujemny wynik finansowy. Tamtejszy urząd marszałkowski robi dobrą minę do złej gry. – Dyrektorzy jednostek oraz samorząd województwa nieustannie pracują nad poprawą wyników finansowych – mówi Piotr Kryna z departamentu zdrowia urzędu wojewódzkiego.

Podobnie jest w woj. opolskim. Tam osiem spośród 13 wojewódzkich jednostek ochrony zdrowia przynosi straty. – Do tej pory nie zostały podjęte żadne decyzje w sprawie likwidacji bądź przekształcenia podległych nam placówek w spółki kapitałowe – twierdzi Violetta Łuszczewska z gabinetu marszałka województwa.

Podobne zdanie przewija się jak mantra. – Na razie nie ma jeszcze decyzji podmiotu tworzącego w sprawie planowanych działań likwidacyjnych i przekształceniowych – usłyszeliśmy w Łódzkim Urzędzie Marszałkowskim, gdzie na minusie jest aż siedem z 13 placówek.

Wszyscy tłumaczą się tak samo – decydujący będzie 2012 r. Jednak trudno będzie w parę miesięcy poprawić wyniki szpitali, które od wielu lat notują straty. W efekcie może dojść do sytuacji, w których jedyną opcją będzie likwidacja placówek. Bo, jak mówi Marek Wójcik ze Związku Powiatów Polskich, żaden powiat nie będzie pokrywał długów szpitali, które nie rokują poprawy.