PAP: Co jest dziś największym zagrożeniem dla rynku farmaceutycznego?

Łukasz Pietrzak, główny inspektor farmaceutyczny: Leki sfałszowane. To największe zagrożenie w całej Unii Europejskiej. W jednej z akcji Europolu prawie połowa podejrzanych przesyłek zawierała nielegalne leki. To biznes bardziej opłacalny niż handel narkotykami, dlatego gangi zajmujące się wcześniej narkotykami teraz przestawiają się na farmaceutyki.

Z analiz prowadzonych przez Główny Inspektorat Farmaceutyczny we współpracy z organami ścigania i administracją skarbową wynika, że nielegalny obrót i przemyt leków do krajów Europy Zachodniej oraz Ameryki Północnej mają wyraźnie zdefiniowane kierunki i profile produktowe. Najważniejszym źródłem substancji farmaceutycznych wykorzystywanych w nielegalnym obrocie pozostają kraje azjatyckie, przede wszystkim Chiny oraz Indie, a w przypadku wybranych produktów biologicznych, jak np. toksyny botulinowej – również Korea Południowa.

Na rynek europejski najczęściej przemycane są sfałszowane leki na odchudzanie (GLP-1), nielegalny botoks i wypełniacze dla branży estetycznej, opioidy i leki psychotropowe, produkty na potencję i sterydy anaboliczne.

Reklama

Według danych przywoływanych przez Światową Organizację Zdrowia (World Health Organization, WHO – PAP) zysk z fałszowania leków może sięgać 250-500 tys. dolarów przy inwestycji rzędu tysiąca dolarów. To sprawia, że fałszowanie leków staje się bardziej opłacalne niż handel narkotykami, natomiast ryzyko wykrycia jest niższe.

Skala zjawiska rośnie, dlatego potrzebujemy wyspecjalizowanych służb do walki z przestępczością farmaceutyczną, bo to zupełnie nowy typ zagrożeń.

Fałszywe recepty na środki narkotyczne

PAP: W ostatnich miesiącach dużo mówi się o fałszywych receptach na środki narkotyczne. Czy rzeczywiście mamy do czynienia z plagą podrabiania recept?

Reklama

Ł.K.: To ważne doprecyzowanie – w większości przypadków nie mówimy o fałszywych receptach sensu stricto. Oczywiście zdarzają się sytuacje, w których dochodzi do kradzieży certyfikatu lekarza, przejęcia jego tożsamości cyfrowej i wystawiania recept bez jego wiedzy. Takie przypadki były wykrywane, a certyfikaty natychmiast blokowane. Niestety, w zdecydowanej większości ujawnionych spraw recepty były wystawiane świadomie przez lekarzy działających w ramach zorganizowanych grup przestępczych.

PAP: Jak wygląda mechanizm takiego procederu?

Ł.P.: Lekarz staje się de facto dostawcą recept.

Recepty są realizowane legalnie w aptekach, a następnie leki – najczęściej silne opioidy – trafiają na czarny rynek. Tam sprzedawane są przez internet za wielokrotność ceny aptecznej. Lek, którego opakowanie kosztuje w aptece kilkuset złotych, w sieci bywa sprzedawany po 50–80 zł za jedną tabletkę.

PAP: Kto kupuje takie leki w internecie?

Ł.P.: Czasami są ludzie ciężko uzależnieni, lecz również osoby eksperymentujące z substancjami psychoaktywnymi. Boją się „proszku z bramy”, więc wybierają lek – produkt kojarzony z legalnością, kontrolą jakości i bezpieczeństwem. To bardzo złudne poczucie bezpieczeństwa.

PAP: Dlaczego przyjmowanie takich leków jest tak niebezpieczne?

Ł.P.: Opioidy działają na receptory w ośrodkowym i obwodowym układzie nerwowym. W dużych dawkach dochodzi do porażenia ośrodka oddechowego. To nie jest mechaniczne uduszenie – człowiek po prostu przestaje oddychać, bo mózg zapomina o tej funkcji. Najpierw oddech się spłyca, potem zanika całkowicie. Dla osoby, która nigdy nie przyjmowała opioidów, dawki dostępne na czarnym rynku mogą być śmiertelne, zwłaszcza że niejednokrotnie te preparaty dodatkowo poddawane są modyfikacji przez nielegalnych sprzedawców.

PAP: Jednak lekarze, całkiem legalnie, przepisują takie leki pacjentom.

Ł.P.: Tak, ale w zupełnie innym kontekście. Terapia zaczyna się od niskich dawek, zwykle po wyczerpaniu innych metod leczenia bólu. Najwyższe dawki są zarezerwowane dla wąskiej grupy pacjentów, często w leczeniu paliatywnym. Lekarz zna pacjenta, jego choroby współistniejące, inne leki. Samoleczenie w tym obszarze to ogromne ryzyko.

Dokładna analiza preskrypcji i realizacji recept

PAP: Gdzie skala problemu jest największa?

Ł.P.: To zjawisko ogólnopolskie. Od marca Centrum e-Zdrowia skutecznie monitoruje preskrypcje. My, we współpracy z Ministerstwem Zdrowia, rzecznikiem praw pacjenta i organami ścigania, analizujemy ogromną liczbę recept rocznie. Stosujemy algorytmy, które pozwalają wyłapywać nietypowe wzorce – recepty wystawiane seryjnie, nierealne czasy realizacji, które sugerują brak badań fizykalnych.

PAP: Jak algorytmy wykrywają nadużycia?

Ł.P.: Administracja dysponuje wszystkimi informacjami powiązanymi z preskrypcją i realizacją recept. Dodatkowo mamy informacje o drodze leku na każdym etapie dystrybucji. Umiejętne analizy tych danych, często także ich krzyżowanie, dają nam wiedzę o każdej aktywności przy danym leku. Łączenie systemów monitorujących – wykorzystywane przez Centrum e-Zdrowia z danymi MZ i GIF – tworzy pełny obraz.

Współpraca tych instytucji i wymiana informacji pozwalają efektywnie wykrywać różne nadużycia lekowe. Takie przypadki są automatycznie oznaczane, a następnie analizowane przez administrację i przekazywane do organów ścigania.

PAP: Czy lekarze mają świadomość, że system ich widzi?

Ł.P.: Coraz większą. Co tydzień lub co dwa tygodnie pojawiają się informacje o kolejnych zatrzymaniach. Mit, że nikt tego nie sprawdza, już nie istnieje. Dodam, że od 7 listopada 2024 r. obowiązują w Polsce przepisy, które nakładają bezwzględny obowiązek badania fizykalnego pacjenta przed wystawieniem recepty na wybrane substancje psychotropowe i środki odurzające. Na liście znajdują się: morfina, oksykodon, fentanyl, medyczna marihuana – susz i ekstrakty. W przypadku tych substancji nie wystarczy ankieta ani uproszczona teleporada. Lekarz musi mieć bezpośredni kontakt z pacjentem, a systemy monitorujące analizują, czy taki kontakt mógł faktycznie mieć miejsce.

Wysyp recept na medyczną marihuanę

PAP: Pomówmy o tzw. receptomatach.

Ł.P.: Nazwa się przyjęła, choć dotyczyła pierwotnie jednego podmiotu. Nie jestem zwolennikiem rozwiązań, w których recepta jest efektem ankiety bez realnej konsultacji. Natomiast nie wrzucajmy wszystkiego do jednego worka. Duże platformy telemedyczne dostosowały się do prawa – nie przepisują opioidów bez dokumentacji, prowadzą rozmowy audio lub wideo.

Nasza praktyka pokazuje, że częściej identyfikujemy potencjalne nadużycia w przypadku indywidualnych praktyk lekarskich.

PAP: A medyczna marihuana? Farmaceuci mówią o wysypie recept.

Ł.P.: Dane pokazują coś odwrotnego. Po wejściu w życie rozporządzenia jesienią 2024 r. rynek skurczył się o 50-60 procent. Dane Głównego Inspektoratu Farmaceutycznego, który wydaje zgody na import medycznej marihuany do Polski, pokazują wyraźny spadek rynku po wejściu w życie nowych regulacji dotyczących preskrypcji substancji psychotropowych.

W 2024 r. do Polski trafiło ok. 12 ton suszu marihuany medycznej. Tymczasem od stycznia do września 2025 r., czyli już po wejściu w życie rozporządzenia z listopada 2024 r., import wyniósł ok. czterech ton, przy czym nie doszło do załamania rynku, a obecnie popyt utrzymuje się na stabilnym poziomie.

PAP: Dlaczego nadzór nad substancjami wykazującymi działanie narkotyczne jest ważny?

Ł.P.: Z danych GUS wynika, że w wyniku zaburzeń psychicznych spowodowanych substancjami psychoaktywnymi umiera w Polsce prawie 4 tys. osób rocznie. Co ważne, są to oficjalne dane, które mogą być mocno niedoszacowane, w dodatku liczby te rosną.

Dla porównania: ofiary śmiertelne wypadków drogowych w Polsce to około 1,8 tys. osób rocznie, co oznacza, że nieprawidłowe stosowanie substancji psychoaktywnych – w tym leków na receptę – powoduje ponaddwukrotnie więcej zgonów niż wypadki na drogach.

Również dane NFZ budzą duży niepokój, ponieważ według sprawozdań Funduszu co roku mamy około 30 tys. hospitalizacji spowodowanych działaniami niepożądanymi i zatruciami lekami. Koszt tych świadczeń przekracza 92 mln zł.

Dane te są spójne z szacunkami WHO, które wskazują nieprawidłowe używanie leków jako jedno z najszybciej rosnących zagrożeń zdrowia publicznego w krajach rozwiniętych.

Zamienniki leków na odchudzanie

PAP: W sieci pojawiają się też zamienniki leków na odchudzanie, analogi GLP-1.

Ł.P.: Analogi GLP-1 są dziś jednymi z najbardziej poszukiwanych leków, a popyt wciąż przewyższa podaż. To preparaty wydawane wyłącznie na receptę, ponieważ ich stosowanie wymaga oceny stanu zdrowia pacjenta i jasnych wskazań medycznych. Nie są to leki na szybkie odchudzanie. Niewłaściwie stosowane mogą prowadzić m.in. do niedoborów żywieniowych czy działań niepożądanych. Dlatego farmakoterapia powinna być elementem szerszego planu leczenia obejmującego dietę, monitorowanie efektów i bezpieczeństwa pacjenta.

To ogromny problem. Fałszywe preparaty zawierają czasem insulinę, czasem sól fizjologiczną, bywają mikrobiologicznie zanieczyszczone. Leki na receptę nie mogą być sprzedawane wysyłkowo, a co najważniejsze, decyzja o rozpoczęciu leczenia nimi zawsze powinna być po stronie lekarza. Każda oferta sprzedaży leków na receptę na odległość jest nielegalna i powinna budzić natychmiastową ostrożność pacjentów.

Rozmawiała: Mira Suchodolska