Za samo posiadanie Mocarza, Kosiora czy Cherry kokolino w najlepszym przypadku grozić będzie grzywna, a w najgorszym (gdy będą to znaczne ilości substancji) pozbawienie wolności do trzech lat. Tak wynika z projektu nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, przygotowanego przez resort Konstantego Radziwiłła. Zrównuje on pod względem prawnym dopalacze z narkotykami.

Ministerstwo Zdrowia chce też znacznie surowiej niż dzisiaj karać za sprzedawanie zakazanych substancji psychoaktywnych. Grozić ma za to do 12 lat więzienia. Za nakłanianie małoletniego do spożycia takiej substancji będzie można trafić za kratki na osiem lat, a jeśli zrobi się to w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, kara urośnie do 10 lat.

Jest szansa, że wreszcie uda się doprowadzić do likwidacji sklepów z dopalaczami. W Polsce jest ich około stu, co daje nam jedno z czołowych miejsc w Europie – tłumaczy Artur Malczewski, kierownik Centrum Informacji o Narkotykach i Narkomanii w Krajowym Biurze ds. Przeciwdziałania Narkomanii.

Obecnie obowiązujące przepisy przewidują za handel dopalaczami jedynie kary finansowe. W dodatku są one mało efektywne. Z rachunku na 64,8 mln zł wystawionego sprzedawcom przez Państwową Inspekcję Sanitarną w latach 2010–2016 udało się wyegzekwować zaledwie 1,8 mln zł. A biznes kręci się dalej.

Tylko w tym roku dopalaczami zatruło się kilka tysięcy osób, a 10 zmarło. Z ostatniego raportu Europejskiego Centrum Monitorowania Narkotyków i Narkomanii (EMCDDA) wynika, że nasza młodzież co prawda nie sięga po marihuanę i inne narkotyki tak często jak Anglicy czy Francuzi, ale za to przoduje w Europie pod względem korzystania z dopalaczy. Aż 10 proc. polskich uczniów w wieku 15–16 lat potwierdza, że próbowało ich przynajmniej raz w życiu. Średnia dla Europy Środkowej to 4 proc.

Zaostrzeniem przepisów wobec producentów i handlarzy dopalaczami chwalą się eksperci Krajowego Biura ds. Przeciwdziałania Narkomanii. Ich zdaniem nie powinno się jednak wprowadzać restrykcji, i to tak ostrych, wobec posiadających i zażywających. – Takie osoby powinny być objęte pomocą i leczeniem – argumentują.

Podobnego zdania jest Andrzej Dołecki, prezes Stowarzyszenia Wolne Konopie. Ostrzega on przed zbytnią penalizacją i przekonuje, że znacznie skuteczniejszym rozwiązaniem jest liberalizacja prawa. – Nikt, kto będzie mógł posiadać i wytwarzać na przykład marihuanę na własne potrzeby, nie będzie szukał jej zamienników. Przykładem jest Holandia, gdzie problem dopalaczy nie istnieje – mówi Dołecki.