Sprawdził się czarny scenariusz. Lekarze nie wydają normalnych recept, tylko stawiają na nich pieczątki z napisem „do uznania NFZ”, a tych wiele aptek nie uznaje. W efekcie pacjenci odchodzą z kwitkiem albo płacą za leki pełną cenę. Farmaceuci powołują się na pismo Naczelnej Izby Aptekarskiej, w którym autorzy piszą wprost: aptekarz może odesłać pacjenta bez wydania mu leku ze zniżką. I to mimo zapewnień ministra zdrowia i prezesa NFZ, że takie opieczętowane recepty należy respektować.

– Ich oświadczenia nie zmieniają istniejących rozporządzeń, więc sprzedawanie leków z refundacji przy receptach z pieczątką jest ryzykiem, które biorą na siebie aptekarze – mówi Grzegorz Kucharewicz, prezes NIA. W piśmie radzi aptekarzom, by pacjentów odsyłali do lekarzy w celu uzupełnienia recepty. I tak się dzieje.

– Nie możemy jako aptekarze brać odpowiedzialności za odpłatność leku. Sugerujemy pacjentom wykupienie go za 100 proc. lub powrót do lekarza – wyjaśnia prezes Okręgowej Izby Aptekarskiej w Krakowie Barbara Jękot. W jednej z aptek na warszawskim Ursynowie farmaceuci w pierwszym dniu pracy już z nowym prawem wydali kilkadziesiąt leków za pełną cenę. Uważają, że czerwona pieczątka powoduje, że recepta jest nieważna (w rozporządzeniu widnieje zapis, że na recepcie nie mogą być zamieszczane informacje niezwiązane z jej przeznaczeniem).

Pacjenci – choć ubezpieczeni – płacą pełną cenę. Dochodzi jednak do dramatycznych sytuacji. W jednej z aptek w Trójmieście aptekarze nie mogli wydać leku na raka prostaty. Na recepcie nie było adnotacji, czy pacjentowi przysługuje na ten lek zniżka. – Problem w tym, że refundacja przysługuje tylko w niektórych przypadkach. Czy akurat temu choremu ona przysługiwała, to mógł wiedzieć tylko lekarz. Pacjent mógł więc lek wykupić za pełną cenę, czyli ponad tysiąc złotych. Gdyby miał ważną receptę, zapłaciłby 30 zł. Zrezygnował z zakupu – opowiada Aleksandra Kuźniak, farmaceutka. Akurat jej apteka uznaje recepty z czerwoną pieczątką. Pacjent musi tylko zostawić oświadczenie woli, że jest ubezpieczony. Ale jak widać, nawet dobra wola aptekarzy i przyjmowanie oświadczeń woli plus respektowanie pieczątek lekarzy nie rozwiązują wszystkich problemów.

Te apteki, które nie uznają oświadczeń woli, a otrzymały receptę z czerwoną pieczątką i chcą ją zrealizować, mogą poprosić o dowód ubezpieczenia. Tyle że wiele z nich nie uznaje druków RMUA. – Usłyszeliśmy od kierownictwa, że ten dokument łatwo podrobić, więc nie jest oficjalnym potwierdzeniem ubezpieczenia – mówi jedna z warszawskich farmaceutek. W jej aptece uznają jedynie odcinek renty lub emerytury, które u osób starszych potwierdza ich ubezpieczenie.

Spirala konfliktu się nakręca. Do tej pory nikt nie kwestionował autentyczności RMUA. Podobnie jak interpretacji prawnej NFZ dotyczącej spraw, które Fundusz nadzoruje. Zagubieni i zdesperowani pacjenci skarżą się na lekarzy i aptekarzy w NFZ i u rzecznika praw pacjenta. Ale nie widać szans na szybkie zakończenie sporu.


Co Izba radzi farmaceutom

Apteka ma prawo odesłać pacjenta do osoby wystawiającej receptę w celu wystawienia jej zgodnie z prawem.

Apteka nie ma obowiązku przejmowania ryzyka związanego z niewłaściwym wystawianiem recept.

Recepta bez określenia odpłatności leku nie zawiera wszystkich danych wymaganych prawem.

Pacjent ma prawo i powinien żądać, by osoba wystawiająca receptę uzupełniła ją o informacje na temat odpłatności.