COVID-19 to nie jedyne zakażenie, które nam zagraża. Przykładem jest wirusowe zapalenie wątroby typu C, wywoływane przez wirus HCV. Jego nosicielem jest co najmniej 100 tys. Polaków, ale mało osób o tym wie, bo nie bada się na obecność tego groźnego i podstępnego patogenu.

Reklama

Prof. Anna Piekarska: Wraz z wybuchem pandemii załamały się badania przesiewowe pozwalające wykryć wirusa HCV, podobnie jest na całym świecie. Pacjenci po prostu przestali się zgłaszać na badania albo badania te zostały zamknięte. To ogromny problem, gdyż wirusowe zapalenie wątroby przez wiele lat może przebiegać bezobjawowo. A gdy są już objawy, to zwykle się okazuje, że doszło już do marskości wątroby lub rozwinął się rak wątrobowokomórkowy.

Właśnie temu służą badania przesiewowe, żeby do tego nie doszło.

Cała filozofia uratowania pacjenta zakażonego HCV polega na tym, żeby infekcję tę wcześnie wykryć, bo z leczeniem nie mamy już żadnego kłopotu. Praktycznie wszystkich chorych jesteśmy w stanie wyleczyć i uchronić przed tymi dramatycznymi następstwami zakażenia.

Pytanie tylko czy to się opłaca, wiele osób trzeba przebadać, żeby wykryć te, które są zakażone.

Udowodniono naukowo, że jest to efektywne kosztowo; samo leczenie też jest opłacalne, nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Jak najszybciej należy zatem uruchomić program badań przesiewowych w kierunku wirusa HCV.

Nie możemy z tym czekać, aż uporamy się z pandemią?

Reklama

Nie, jedno drugiego nie wyklucza. Zresztą pandemia wbrew pozorom nie jest złym okresem na prowadzenie takich badań przesiewowych. Wszyscy pacjenci trafiający do naszego szpitala, który jest szpitalem covidowym, mają wykonywane badania na obecność wirusa HCV. Podobne akcje skriningowe prowadzone są w innych ośrodkach, na przykład w szpitalach psychiatrycznych. Te badania są jednak sponsorowane przez producentów leków, nie pokrywa ich budżet państwa. Nie są zatem systemowe, o szerszym zasięgu.

Co wynika z dotychczasowych badań przesiewowych?

Przeprowadzono kilka takich badań, w sumie objęto nimi ponad milion Polaków. Dzięki nim udało się zweryfikować liczbę zakaże HCV. Wcześniej wydawało się, że zakażonych tym wirusem jest od 1 do 1,5 proc. naszych rodaków. Wskazywały na to badania prowadzone wśród krwiodawców. Badania przesiewowe przeprowadzone w różnych grupach społecznych i wiekowych wykazały jednak, że zakażenia HCV występują nie częściej niż u 0,5 proc. Polaków. A to oznacza, że zakażonych jest 100 tys. osób, czyli dość duża grupa pacjentów. Jedna trzecia z nich będzie miała skrócone życie z powodu marskości wątroby i raka wątrobowokomórkowego. Nie wspominam już o kosztach leczenia tych schorzeń.

Ile zatem kosztują testy na obecność wirusa HCV?

To proste badanie, wykonuje się je w ciągu kilku minut, wystarczy pobrać krew włośniczkową, czyli kroplę krwi z palca. Nie trzeba pobierać krwi z żyły i czekać na wynik badania. Nowe testy można też wykonać, pozyskując jedynie próbkę śliny, są jednak nieco droższe. Przy hurtowym zakupie jeden test z krwi w kierunku HCV może kosztować zaledwie kilka złotych. To się z pewnością opłaca. Problem jest inny: efekt tego nie będzie widoczny od razu, a dopiero za 10-20 lat. A zatem wtedy, gdy znikną pacjenci z niewydolnością wątroby i mniejsze będzie zapotrzebowanie na przeszczepy wątroby. Gdy również nie będziemy tracić chorych z powodu raka watriobowokomórkowego.

Jak badania przesiewowe powinny wyglądać? Należy się badać co kilka lat?

Chciałabym, żeby każdy Polak chociaż raz się zbadał. Obecnie mniej jest zakażeń HCV w szpitalach dzięki poprawie warunków sanitarnych. Do większości tych zakażeń doszło w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych XX w. Najlepiej zatem, żeby zbadana została każda osoba trafiająca do szpitala - podobnie jak kiedyś wykonywano badania WR (odczyn Wassermana w kierunku kiły). Poza tym do koszyka świadczeń lekarza rodzinnego warto byłoby włączyć badania anty-HCV, tak żeby mógł on je zlecić. Bo kuriozalna jest sytuacja, że od wielu lat mamy w tym zestawie test na obecność wirusowego zapalenia wątroby typu B (HVB), a nie ma refundowanego testu anty-HCV. Obecnie trzeba pacjenta skierować do poradni specjalistycznej, na co może on czekać nawet rok.

Po wykryciu zakażenia HCV trzeba jak najszybciej poddać się leczeniu?

Rekomendacje są takie, że w przypadku zakażenia HCV należy leczyć każdego pacjenta. Nie leczymy tylko osób terminalnie chorych, czyli takich, którzy z powodu innych poważnych schorzeń mają krótszą niż rok prognozę przeżycia. Nie leczymy także kobiet w ciąży, ponieważ żaden z używanych leków na tę infekcję nie został zarejestrowany do stosowania w tej grupie kobiet. Terapię rozpoczynamy zatem dopiero po zakończeniu ciąży. Innych pacjentów leczymy bez względu na to jak duże są zmiany w wątrobie, mogą być zarówno duże jak i małe.

Skuteczność leczenia zakażenie HCV jest wyjątkowo duża.

A.P.: To prawda, jest ona ewenementem na skalę światową w porównaniu do innych chorób. Nie zdarza się, żeby lek miał tak nieprawdopodobną skuteczność. I leczenie to, co warto podkreślić, jest refundowane wszystkim pacjentom ubezpieczonym. Dlatego tak ważne są badania przesiewowe w kierunku HCV.

Ilu pacjentów jest obecnie leczonych?

W rekordowym pod tym względem 2017 r. lub 2018 r. leczonych było 17 tys. pacjentów. Przed pandemią wykrywanych było 3-4 tys. pacjentów z zakażeniem HCV, a w 2020 r. - zaledwie tysiąc.

Jak obecnie można się zbadać w kierunku HCV?

Są prywatne laboratoria, np. ALAB, w których można wykonać taki test za darmo. Bezpłatnie wykonane są tam też badania weryfikujące w razie uzyskania testu dodatniego. Skierowane od lekarza nie jest wymagane, trzeba się tylko zgłosić na badanie. Namawiam. (PAP)

Rozmawiał: Zbigniew Wojtasiński