Większość pacjentów dowiaduje się o chorobie, kiedy na operację jest już za późno - przyznaje prof. Jerzy Kozielski, kierownik Klinika Chorób Płuc i Gruźlicy Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Zabrzu.

Reklama

Rak płuca to jeden z najbardziej podstępnych nowotworów - jest najczęściej wykrywany w zaawansowanym stadium, ponieważ nie daje żadnych charakterystycznych objawów, a te, które się pojawiają - jak kaszel czy duszność, są przyjmowane jako skutek palenia, bowiem aż 90 proc. chorych na ten rodzaj nowotworu to palacze.

Pionierskie badania, które mają zwiększyć operacyjność chorych na raka płuca prowadzi Klinika Chorób Płuc i Gruźlicy Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Zabrzu. Pierwszy etap badań, obejmujący grupę 300 chorych z grupy zwiększonego ryzyka, przeprowadzono już pod koniec ubiegłego roku w Zawierciu, Mysłowicach i Zabrzu, gdzie operuje się zaledwie 10 lub mniej procent chorych.

Kolejna runda badań tych osób, a także rozpoczęcie badań w kolejnych miastach regionu o równie niepokojących wskaźnikach planowane jest jeszcze przed wakacjami - poinformował prof. Jerzy Kozielski.

"W wielu miastach regionu operuje się nawet poniżej 10 chorych na 100. Nasze wysiłki wcześniejszego rozpoznania kierujemy w miejsca epidemiologicznie najtrudniejsze, gdzie najmniej chorych jest diagnozowanych na etapie, kiedy nowotwór można jeszcze zoperować" - powiedział prof. Kozielski.

Jak podkreśla koordynujący badania dr Marcin Adamek z zabrzańskiej kliniki, polegają one przede wszystkim na wykonaniu osobom z grupy zwiększonego ryzyka tomografii komputerowej niskiej dawki. Śląscy naukowcy uzupełnili to badanie także spirometrią - badaniem objętości i pojemności płuc, ponieważ palacze często cierpią też na obturację - zwężenie dróg oddechowych, a to zwiększa ryzyko zachorowania na raka płuc. Ostatni element badania to bronchoskopia fluorescencyjna - z użyciem źródła światła specjalnej barwy, która uwydatnia wczesne zmiany w centralnych drogach oddechowych.



"Skrining populacyjny, czyli przeprowadzany u każdego z ulicy nie ma sensu, dlatego zawężamy badanie do osób palących co najmniej 20 papierosów dziennie przez 20 lub więcej lat, które były zawodowo narażone na kontakt z metalami ciężkimi, pył zawieszony czy azbest, a w ich rodzinie były przypadki raka nie tylko płuca, ale szerzej - rejonu głowy i szyi" - powiedział dr Adamek.

Prof. Kozielski zaznaczył, że metoda jest niezwykle czuła i pozwala na bardzo wczesne wychwycenie zmian. "W badaniu rentgenowskim widoczna jest tylko 1/5 zmian, które się wykrywa w tomografii komputerowej. Dlatego nawet 4 badania rentgenowskie w roku nie zwiększają przeżywalności z powodu raka płuca. Czułość tomografii niskiej dawki jest taka, że wykrywamy nawet guzki 3-milimetrowe" - powiedział. W grupie 300 przebadanych osób wykryto 2 przypadki nowotworu, oba w stadium operacyjnym. Badani z guzkami powyżej 1 cm wzywani są do badań klinicznych, osoby z mniejszymi zmianami są nadal obserwowane.

Reklama

Jak podkreśla prof. Kozielski, raka płuca ma 1-2 proc. takiej badanej populacji. "Koledzy prowadzący takie badania w Gdańsku wyliczyli, że koszt wykrycia jednego raka to 17 tys. zł. Ktoś może powiedzieć, że to jest dużo, ale leczenie raka płuca ze wszystkimi następstwami, które ta choroba niesie, kosztuje zdecydowanie więcej. Miesięczna terapia nowoczesnym lekiem to np. 9 tys. zł, a późne wykrycie raka płuca źle rokuje" - przypomniał.

Prof. Kozielski zaznaczył, że podobne badania w innych częściach Polski objęły w tej grupie ryzyka szerszą grupę chorób, m.in. układu krążenia i cukrzycę, tworząc cenną bazę naukową. W województwie śląskim nie ma na to środków - zabrzański ośrodek otrzymuje dofinansowanie jedynie na badania tomograficzne z Ministerstwa Zdrowia.

"Na Wybrzeżu finansowo bardzo zaangażowały się w te badania samorządy, zarówno na szczeblu wojewódzkim, jak i miejskim. Takie wsparcie w naszym regionie byłoby bardzo korzystne, dostarczyłoby wielu ważnych informacji o stanie zdrowia jego mieszkańców" - podkreślił naukowiec.