Wiedza na temat otyłości staje się coraz bogatsza, paradoksalnie specjaliści nie potrafią sobie poradzić ze stale rosnącą liczbą otyłych na całym świecie. Obok raka, otyłość stała się kolejnym najbardziej palącym problemem zdrowotnym w mijającym roku. Jak zauważa dietetyk dr n. med. Anna Lewitt z Centrum Treningu Osobistego i Dietetyki - EGO, problem otyłości staje się coraz bardziej dramatyczny. O otyłości nie mówi się już w kategoriach choroby cywilizacyjnej, a epidemii.

Reklama

"Nie od dziś wiadomo, że nadwaga i otyłość wynikają głównie z prowadzonego stylu życia. Pędzący świat, brak czasu, nieregularne jedzenie czy stres sprawiają, że bardzo szybko łapiemy się w pułapkę 'niedojadanie-przejadanie', a na naszej wadze z biegiem lat pojawiają się coraz wyższe wartości" - wyjaśnia specjalistka. "Jednak główna przyczyna otyłości leży w dodatnim bilansie energetycznym, czyli nadmiernym spożywaniu pokarmu i dotyczy 90 proc. wszystkich przypadków otyłości" - dodaje.

Zamiast szukać kolejnych, coraz nowszych "przyczyn" otyłości, powiedzmy sobie jasno i wyraźnie - jemy za dużo, ćwiczymy za mało. Jak widać, przyczyna jest prosta. Rozwiązanie również - wystarczy odwrócić wymienione wyżej proporcje. Oczywiście, jak wyjaśnia dr Anna Lewitt, wśród przyczyn otyłości wymienia się również zaburzenia hormonalne i rzadkie genetyczne zespoły i schorzeniach metaboliczne: niedoczynność tarczycy, niewydolność przysadki i jajników, zespół i choroba Cushinga; nie dotyczą one jednak ogółu.

"Miarą niebezpieczeństwa, jakie niesie za sobą otyłość jest podwyższone ryzyko wystąpienia wielu chorób, które u osób szczupłych występują znacznie rzadziej. WHO - Światowa Organizacja Zdrowia kilka lat temu zakwalifikowała otyłość do chorób cywilizacyjnych. W ciągu ostatnich 30 lat liczba osób otyłych podwoiła się" - informuje dietetyk.

Zdrowie Dziennik.pl na Facebooku: polub i bądź na bieżąco >>>



Choć o problemie otyłości najczęściej mówi się w kontekście Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii, które uznawane są za "najgrubsze", problem tyjącego społeczeństwa dotyczy również Polski. Potwierdzają to badania "Demokracja według wagi", przeprowadzone przez pracownię TNS OBOP na zlecenie marki Herbalife.

"Zgodnie z deklaracjami badanych połowa Polaków to osoby z nadwagą (32 proc. ogółu populacji) i z otyłością (18 proc.). Połowa Polaków zgodnie ze współczynnikiem BMI (Body Mass Index) mieści się w granicach normy (wg wskaźnika BMI waga w normie zawiera się w skali od 18,5 do 24,9 wskaźnika BMI)" - przytacza wyniki badań specjalistka.

"Najbardziej zgubna dla osób z nadwagą jest świadomość samego siebie i swoich niedoskonałości. Większość Polaków, nawet tych z nadwagą i otyłością jest zadowolona ze swojego wyglądu - 82 proc. i ze swojej wagi - 71 proc. Lista wytłumaczeń, jakie znajdują Polacy pozwalających im rozgrzeszyć samych siebie z nadwagi jest długa i mocno osadzona w kulturze" - dodaje.

Dr Anna Lewitt wskazuje na panujące przekonania, że "prawdziwy mężczyzna (w domyśle gospodarz) powinien mieć brzuch", bo to świadczy o jego zaradności i powodzeniu. Z kolei w przypadku kobiet wskazuje na powiedzonko "kochanego ciałka nigdy za wiele".

Popularne powiedzonka stanowią jednocześnie przyzwolenie dla nadwagi.



"Na podstawie wyników badań można odnieść wrażenie, że nadwaga to zapętlona łamigłówka, na którą składają się nasze oczekiwania, społeczne i kulturowe przyzwolenia, stereotypy i silna autokreacja. Jednak ostatnimi czasy na czoło bardzo wyraźnie wysunął się jeden bardzo ważny czynnik, który sprzyja otyłości i sprawia, że tyjemy. Mowa o stresie" - zaznacza dr Lewitt.

Wielu otyłych to właśnie stres obarcza winą za nadmierne objadanie się. W wielu przypadkach może to stanowić kolejną wymówkę na długiej liście usprawiedliwień własnych słabości.

"Badanie 'Demokracja według wagi' pokazało, że nadwaga jest dużym problemem w Polsce. Jednak stereotypowe i błędne myślenie Polaków, jak na przykład 'jem mniej lub w ogóle to chudnę' wskazuje, że potrzebna jest szeroko zakrojona edukacyjna akcja społeczna, która zmieni nie tylko nasze ciała, ale również nasze umysły" - podsumowuje obserwacje dr Anna Lewitt.