Specjalista, który jest kierownikiem Kliniki Psychiatrii Sądowej Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie i był wieloletnim dyrektorem tego ośrodka, mówił o tym podczas kongresu Top Medical Trends, który w niedzielę zakończył się w Poznaniu. Podkreślił, że zdrowie psychiczne stało się stałym i trwałym elementem zdrowia publicznego. - - zaznaczył.
Uważa on, że opieka zdrowotna powinna zapewniać poczucie bezpieczeństwa w trzech obszarach: informacyjnym, organizacyjnym i medycznym. - J - wyjaśniał.
Czy mamy wystarczające zasoby na to by sobie poradzić z tym, co pozostawiła po sobie po dwóch latach pandemia? – pytał specjalista. Chodzi o kadrę medyczną, dostępność do leków jak i nowych technologii. - – uznał.
Zdaniem prof. Janusza Heitzmana wojna w Ukrainie jeszcze bardziej pogorszyła poczucie bezpieczeństwa. - - stwierdził.
Przekonywał, że zagrożenie dla bezpieczeństwa psychicznego nie polega na tym, że "wszyscy oszaleją"; przede wszystkim związane jest ono z utratą odporności. Może to się objawiać zaburzeniami snu, mniejszą efektywnością w pracy i nasileniem zaburzeń lękowo-depresyjnych, a także zaniechaniem badań oraz profilaktyki. - – powiedział.
Wiceprezes Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego ocenił, że w naszym społeczeństwie mamy do czynienia ze stresem skumulowanym. A tego nie rozwiąże tylko opieka zdrowotna, konieczny jest również wysiłek szkoły, kłopot polega jednak na tym, że nie ma nawet lekcji nauki o zdrowiu.
– mówił. Z danych, jakie przedstawił specjalista, wynika, że liczba zaburzeń lękowo-depresyjnych wzrosła u naszych dzieci o 30 proc., a uszkodzeń ciała i prób samobójczych - o 130 proc.
Nawiązał też do dzieci ukraińskich, które bezpośrednio zetknęły się z wojną i nagle musiały opuścić Ukrainę. Powiedział, że w ich przypadku należy unikać nadmiernej medykalizacji, bo nie każda osoba dotknięta traumą wymaga opieki medycznej i zażywania leków. Ostrzegł, że kolejnym wyzwaniem za jakiś czas będzie odnawianie się traumy.
– ostrzegał prof. Janusz Heitzman.
Nadmienił, że o 20-30 proc. wzrosła już liczba sprzedawanych opakowań leków nasennych i przeciwdepresyjnych, a większość z nich jest przepisywana przez lekarzy rodzinnych, bo psychiatrów jest zbyt mało. Uważa, że zaburzenia popandemiczne związane z zaburzeniami poznawczymi, pamięci, koncentracji uwagi i słabszej ogólnie wydolności dopiero się odbiją w statystykach medycznych; okaże się, że mamy nadmiarowe zgony i niewydolną opiekę geriatryczną.
- powiedział prof. Janusz Heitzman.