– powiedziała dr Natalia Krysiak, pediatra z Kliniki Pediatrii, Immunologii i Nefrologii ICZMP.
Jedną z pacjentek przebywających w klinice jest kilkuletnia Daryna, której towarzyszy mama Ania. Kobieta uciekła z Winnicy. Oprócz córeczki jest z nią 18-letni syn. W naszej rozmowie przeszkadza nie tylko bariera językowa, ale też stres, który widoczny jest w całej postawie pani Anny. W Winnicy pozostawiła męża, wojskowego.
Daryna trafiła do szpitala z wysoką gorączką, nieżytem i z kaszlem. Teraz jej stan jest na tyle dobry, że nie musi leżeć w łóżku, tylko bawi się z innymi pacjentami w pełnej zabawek świetlicy.
– podkreśliła dr Krysiak.
Bariera językowa między polskim personelem i ukraińskimi pacjentami i ich rodzinami jest dość duża. Od niedawna są do dyspozycji translatory, ale – zdaniem dr Krysiak – trzeba je też traktować z ostrożnością, bo czasami podpowiadają dziwne rzeczy. Doraźnie lekarze i pielęgniarki dają sobie radę na różne sposoby – porozumiewając się na migi, rysując obrazki, używając translatorów w komórkach. Są też tłumacze ukraińskiego, dostępni pod telefonem przez całą dobę, którzy mogą pomóc w szczególnie skomplikowanych kwestiach.
Część pacjentów została już wypisana, część musi dokończyć antybiotykoterapię czy leczenie objawowe i wkrótce będzie mogła wyjść ze szpitala. I tu często pojawia się problem, bo nie każda rodzina ma dokąd pójść.
– dodała pediatra.
Personel Instytutu stara się pomóc opuszczającym szpital uchodźcom. Jedna z lekarek udostępniła swoje mieszkanie kobiecie z dzieckiem, która po wypisaniu ze szpitala nie miałaby dokąd pójść. Inni spontanicznie pomogli w zakupie mebli, ubrań, żywności.
- – zaznaczyła lekarka.