Nie opublikowano na razie żadnych badań klinicznych, czy i jak HIV zwiększa ryzyko zachorowania na COVID-19 oraz czy ma wpływ na przebieg choroby. Praktycy nie zauważyli, by ryzyko się zwiększało.
Reklama
– Z moich obserwacji wynika, że osoby z HIV mają takie same predyspozycje do zakażenia się COVID-19 jak pacjenci wolni od wirusa. Ich układ odpornościowy, choć uszkodzony, nie staje się przez to bardziej podatny na inne choroby. Co więcej, osoby z HIV przechodzą COVID-19 najczęściej skąpo albo bezobjawowo. Żaden ze znanych mi przypadków nie był ciężki, choć nie znaczy, że ich nie ma. Dodam, że lekarze rodzinni czasem nawet nie wiedzą, że pacjent, którego leczą na COVID-19, jest też nosicielem HIV – tłumaczy dr Jacek Gąsiorowski, specjalista chorób zakaźnych z Wrocławskiego Centrum Zdrowia, który ma pod opieką 1,5 tys. pacjentów. I dodaje, że u takich pacjentów leczenie COVID-19 wygląda tak samo jak u pozostałych.
Higiena nade wszystko
Osoby z HIV powinny więc po prostu zachować ostrożność, tak jak inni. Ponieważ wirus przenosi się drogą kropelkową lub przez przeniesienie na dłoniach, ważna jest higiena i dokładne mycie rąk. Należy też ograniczać kontakty, zachowywać dystans od innych osób, stosować maseczkę oraz stosować się do wszelkich zasad i obostrzeń, jakie narzuca stan epidemii. Szczególnie, że to ciągle nowy wirus, nie do końca poznany i zbadany, stąd zaleca się osobom z obniżoną odpornością zachowanie nawet większej ostrożności.
Trzeba się liczyć z ryzykiem, że przebieg choroby w ich przypadku może być ciężki. Eksperci z Chin i USA uważają, że dotyczy to zwłaszcza osób ze współchorobowością, z niską liczbą komórek CD4 i tych, które mają nieregularny dostęp do leczenia antyretrowirusowego. Zdaniem specjalistów większe ryzyko występuje też u osób z HIV w bardziej zaawansowanym wieku lub z chorobami współistniejącymi, które często są też związane z wiekiem (nadciśnienie, cukrzyca, choroba serca i naczyń lub przewlekła choroba płuc). A zatem zupełnie tak samo, jak w przypadku osób niezakażonych wirusem HIV. Dlatego należy dbać o zachowanie ciągłości leczenia, a co za tym idzie o stały zapas leków, który powinna mieć każda osoba przewlekle chora. Zwłaszcza teraz, gdy wprowadzane są liczne ograniczenia związane z pandemią, które mogą utrudniać dostęp do nich. Nie mówiąc już o tym, że każdego może dotknąć kwarantanna, czy nawet izolacja.
– Przed pandemią leki antyretrowirusowe były wydawane pacjentom na dwa miesiące. Teraz nawet z zapasem do pół roku. Ale tylko tym pacjentom, którzy nie wymagają badań – tłumaczy Anna Marzec-Bogusławska, dyrektor Krajowego Centrum ds. AIDS.
Na początku pandemii zdarzały się jednak przypadki utrudnionego dostępu do lekarza z przyczyn organizacyjnych, gdyż terapię antyretrowirusową prowadzą te same ośrodki i ci sami specjaliści, którzy leczą pacjentów z COVID-19.
– Otrzymywaliśmy telefony od naszych pacjentów, że mają trudności ze skontaktowaniem się z poradnią, nie mogą umówić się na wizytę. Dlatego pomagaliśmy im w tym, kontaktując się z ośrodkami, w celu znalezienia im wolnego terminu – mówi Anna Marzec-Bogusławska i dodaje, że kolejnym krokiem było wydłużenie czasu działania telefonu zaufania HIV/AIDS. Przed pandemią działał tylko w dni powszednie. Dziś jest dostępny także w weekendy. – Wszystko po to, by pacjenci czuli się bezpieczniej, mogli otrzymać pomoc i wsparcie każdego dnia – podkreśla Anna Marzec-Bogusławska.
Leczymy jak zawsze
Dziś, jak zapewnia dr Jacek Gąsiorowski, nie ma żadnych kłopotów w funkcjonowaniu poradni dla osób z HIV. – Leczymy naszych pacjentów przez całe życie, czujemy się za nich odpowiedzialni i przyjęliśmy taki model działania, który gwarantuje im stały dostęp do specjalistów. Zależało nam na tym, by chorzy nie obawiali się, że z powodu pandemii coś się zmieni i ich zdrowie będzie zagrożone – zaznacza dr Jacek Gąsiorowski.
Nie ma też problemów z dostępem do leków. Duża w tym zasługa działań Krajowego Centrum ds. AIDS, które podczas pierwszej fali pandemii – widząc kłopoty z produkcją substancji do produkcji leków antyretrowirusowych – postanowiło zabezpieczyć ich zapas na cały rok. – Udało się to we współpracy z Ministerstwem Zdrowia oraz Urzędem Rejestracji Leków, który na bieżąco informował nas o możliwych problemach. W tej chwili mamy zapas, który wystarczy do pierwszego kwartału przyszłego roku – mówi dr Gąsiorowski.
Pojawiły się jednak nowe kłopoty – z miejscem w szpitalu dla chorego na AIDS.
– Łóżka w szpitalach zakaźnych są dedykowane przede wszystkim osobom z COVID-19. Dla innych chorych niewiele zostało. Sam się o tym przekonałem, szukając ostatnio miejsca dla jednego z moich pacjentów – dodaje dr Jacek Gąsiorowski.
Najważniejsza jest diagnoza
Zdaniem ekspertów pandemia to czas, w którym powinno się też uczulić na wczesne wykrywanie HIV. Tylko to gwarantuje szybkie wdrożenie skutecznego leczenia, dzięki któremu układ odpornościowy wraca do prawidłowego funkcjonowania, przez co odzyskuje on dobry stan zdrowia.
Wczesna diagnoza pomaga też zachować dotychczasowy styl życia. HIV w początkowym etapie nie wyniszcza organizmu. Nie ma zatem konieczności przechodzenia na odpowiednią dietę. Chyba, że osoba taka walczy z nadwagą, którą ma coraz więcej osób, bo dziś to choroba cywilizacyjna. W takiej sytuacji lekarz zaleci przejście na dietę, mającą na celu wyrównanie masy ciała, czyli zrzucenie zbędnych kilogramów. Co innego u pacjenta, u którego do rozpoznania HIV doszło późno, kiedy już zachorował na AIDS. Jego organizm jest z reguły wyniszczony chorobą, boryka się z niedowagą, zanikiem mięśni. W takiej sytuacji konieczna jest dieta bogata w białko, witaminy, dla odbudowy organizmu. Poza tym u pacjentów z późnym rozpoznaniem zakażenia HIV szczególnie istotne są pierwsze dwa lata leczenia. To wtedy ryzyko wystąpienia powikłań i zakażeń oportunistycznych lub nowotworów jest wyższe. Dlatego warto przestrzegać zaleceń lekarza.
PAO