Z kolei wyrównane poziomy CRP są obserwowane u pacjentów, których stan pozostaje stabilny - informuje czasopismo „Cell Reports Medicine” (http://dx.doi.org/10.1016/j.xcrm.2020.100144).

Reklama

Autorami odkrycia są naukowcy z Harvard Medical School w Bostonie (USA). Jak tłumaczą, możliwość przewidzenia przebiegu choroby COVID-19 u danego pacjenta od razu po przyjęciu do szpitala ma kluczowe znaczenie dla przebiegu terapii. Ważne jest więc zidentyfikowanie markerów, które to umożliwiają. W przypadku wielu chorób toczących się ze stanem zapalnym takim markerem jest białko C-reaktywne (CRP). Cząsteczka należy do tzw. białek ostrej fazy i wydzielana jest do krwi przez cytokiny.

Badacze pod kierunkiem dr. Edy Yong Kima przeanalizowali poziom białka CRP u 100 pacjentów przyjętych do szpitala uniwersyteckiego z powodu COVID-19. Okazało się, że ci z nich, u których w ciągu pierwszych 2-3 dób hospitalizacji doszło do gwałtownego wzrostu poziomu CRP, rokowali dużo gorzej, m.in. częściej dochodziło u nich do zaburzeń oddychania i częściej wymagali intubacji. Osoby ze stabilniejszymi stężeniami CRP pozostawały w dobrym stanie przez cały pobyt w szpitalu.

- Zdaliśmy sobie sprawę, że chociaż pojedyncza wartość laboratoryjna CRP oznaczana w momencie przyjęcia do szpitala nie była skutecznym predyktorem tego, jak ktoś przejdzie zakażenie, to śledzenie tempa zmian stężeń tego białka między 1 a 2 lub 3 dniem hospitalizacji było bardzo skutecznym i klinicznie użytecznym wskaźnikiem - mówi dr Kim. - Mimo że wszyscy pacjenci przy przyjęciu byli klinicznie podobni, to już po 24 godzinach różnice można było dostrzec znaczące różnice w ilościach białka CRP między tymi, którzy trafią później na intensywną terapię, a tymi, którzy nie będą wymagali zaawansowanych procedur medycznych i pozostaną stabilni.

- W wyniku naszych ustaleń w szpitalu Brigham już zmieniono wytyczne dotyczące postępowania z pacjentami covidowymi. Nakazaliśmy codzienne śledzenie poziomów CRP przez pierwsze trzy dni hospitalizacji, co za pozwolić na zidentyfikowanie szczególnie wrażliwych chorych - opowiada Kim. Naukowiec podkreśla, że w kontekście obecnego wzrostu liczby pozytywnych przypadków ważne jest najwcześniejsze wprowadzenia tych ustaleń w życie.

ZOBACZ AKTUALNĄ MAPĘ ZAKAŻEŃ>>>

Wyniki uzyskane przez jego zespół zapewniły również wgląd w mechanizmy leżące u podstaw zakażeń COVID-19. Naukowcy zauważyli, że wzrost stężenia cytokiny zwanej IL-6 w ciągu pierwszych 24-48 godzin był wyraźnie skorelowany z poziomami CRP i postępem choroby.

- U piętnastu pacjentów leczonych w tym ostrym okresie lekiem o nazwie tocilizumab, który jest receptorem dla IL-6, nastąpiło szybkie i trwałe obniżenie poziomu CRP - opowiada autor publikacji. - W większych, randomizowanych badaniach nie wykazano co prawda, aby tocilizumab przynosił korzyści pacjentom z COVID-19, ale mogło to wynikać z tego, że lek nie został podany wystarczająco wcześnie.

- Np. jeśli poda się pacjentowi leki immunomodulujące, które zmniejszają narastający stan zapalny, w 3 dniu - czyli dość wcześnie jak na badanie kliniczne - to i tak może być już za późno - wyjaśnia Kim. - Istnieją pewne dowody na to, że wzrost stanu zapalnego bezpośrednio powoduje niewydolność oddechową, co sugeruje, że leki immunomodulujące mogłyby zapobiegać temu stanowi, jeśli zostaną podane bardzo, bardzo wcześnie: w 1 lub 2 dniu hospitalizacji.

Kim ma nadzieję, że jego odkrycia pomogą medykom z pierwszej linii walki z pandemią lepiej zrozumieć zmienność stanu pacjentów z COVID-19. - To ważne, bo instynkty kliniczne lekarzy i pielęgniarek odnośnie COVID-19 nie są w pełni rozwinięte, ponieważ choroba jest dla nas całkowicie nowa - mówi badacz. - Ale kiedy pokazaliśmy nasze wyniki medykom z Brigham, powiedzieli, że są one zgodne z tym, co obserwowali wiosną. Miło jest usłyszeć, że to, co robimy w laboratorium, odzwierciedla to, co dzieje się w prawdziwym świecie.