W środę Ministerstwo Zdrowia poinformowało o potwierdzeniu zakażenia koronawirusem u kolejnych 24 tys. 692 osób. W ciągu minionej doby zmarło 373 chorych. To najwyższy dzienny bilans zakażeń i zgonów od początku epidemii.

Reklama

Najwięcej zakażeń stwierdzono w Wielkopolsce (3952), na Mazowszu (2797), Dolnym Śląsku (2324), Małopolsce (2245) i Śląsku (2165).

Ekspert w dziedzinie biologii medycznej i badań naukowych Uniwersytetu Medycznego im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu dr hab. Piotr Rzymski, komentując w rozmowie z PAP rekordową liczbę nowych przypadków zakażeń powiedział, że - w jego opinii - podstawową kwestią jest świadomość odpowiedzialności za wszystkich, nie za siebie, nie za swoje zdrowie, ale za zdrowie wszystkich.

ZOBACZ AKTUALNĄ MAPĘ ZAKAŻEŃ>>>

- Z tą odpowiedzialnością zbiorową mamy dość duży problem, bo często z powodów czysto osobistych ignorujemy konieczność wykonania testu czy choćby konsultacji z lekarzem. Objawy, które się pojawiają, w pierwszej kolejności wolimy zrzucać na przykład na jesienną szarugę, na takie typowe przeziębienie. Związane jest to m.in. z tym, że mamy na przykład jakieś zobowiązania zawodowe, z których nie chcemy się wycofywać. Poza tym, boimy się późniejszych konsekwencji związanych z wynikiem pozytywnym testu, czyli np. koniecznością kwarantanny - co po prostu zaburza nasze plany. My za dużo myślimy wciąż o sobie, za mało o nas wszystkich – mówił.

Dodał, że o ile w miejscach publicznych Polacy stosują się do obostrzeń sanitarnych, to w gronie rodzinnym, czy gronie znajomych z ostrożności niemal zupełnie się rezygnuje.

- O ile właśnie w miejscach publicznych Polacy stosują się do wymogów sanitarnych i odsetek osób, które zakrywają nos i usta jest duży, to problem pojawia się poza miejscami publicznymi – mówił.

- Po całym tygodniu stosowania się do wytycznych, od poniedziałku do piątku, po czasie spędzonym na noszeniu maseczek w sklepach, w pracy, na ulicy - wracamy do domu, spotykamy się. W domach już jednak tak często tego rygoru nie przestrzegamy. Najlepiej by więc było w tym okresie zrezygnować ze spotkań w większym gronie, lub znacznie je minimalizować – dodał.

Ekspert zaznaczył, że wpływ na stosowanie się do rygorów sanitarnych może mieć także podłoże psychologiczne.

- Może to być też efekt psychologiczny takiego zmęczenia po prostu tym wszystkim, chcemy od tego odpocząć, a weekend zawsze był od odpoczywania. Nadal mamy jednak także imprezy towarzyskie, które często odbywają się w domach, a wszystkie przestrzenie zamknięte sprzyjają transmisji koronawirusa – zaznaczył.