- W dobie pandemii, ludzie bojąc się przemieszczać, niestety, przestają też chodzić do szpitali i leczyć się – powiedział PAP profesor Banach. - Pacjenci nie diagnozują się, nie monitorują swoich objawów, znacznie rzadziej zwracają się do lekarza w przypadku ich wystąpienia - dodał.

Reklama

- Ta obawa przed koronawirusem, jako konsekwencja braku diagnostyki i leczenia, to jest na pewno element, który – w dłuższej perspektywie - spowoduje wzrost śmiertelności, jeśli chodzi o wszystkie choroby – zaznaczył. - Zresztą, w ostatnich tygodniach obserwuje się istotny wzrost liczby zgonów w przypadku wszystkich schorzeń w porównaniu z tym samym czasem w latach ubiegłych – dodał.

- Teraz przypatrujemy się, czy ten wzrost ma związek tylko i wyłącznie z chorobą COVID-19, czy także dotyczy już innych przyczyn – powiedział Banach.

ZOBACZ AKTUALNĄ MAPĘ ZAKAŻEŃ>>>

- W pierwszym etapie pandemii, w marcu i kwietniu, kiedy nie znaliśmy wirusa, nie wiedzieliśmy do końca, jak się zachować, zauważyliśmy nawet o połowę mniejsze obłożenie oddziałów szpitalnych – przypomniał kardiolog. - To dotyczyło schorzeń serca i naczyń, ale również onkologii i innych chorób – mówił.

- Od maja zaczęliśmy na nowo bardzo aktywnie namawiać do badań, mówiliśmy, że szpitale są bezpieczniejsze niż sklepy, czy stacje benzynowe – zwrócił uwagę prof. Banach.

- Mówiliśmy: badajcie się, przychodźcie, diagnozujcie się, dajcie nam możliwość leczenia waszych chorób podstawowych, bo możecie na te choroby umrzeć – przypomniał.

Profesor podkreślił, że niewłaściwe leczenie chorób serca i naczyń w przypadku infekcji SARS-CoV-2 może istotnie zwiększać ryzyko śmierci z powodu choroby Covid-19. - Jeżeli wówczas dojdzie do zarażenia koronawirusem, to przebieg COVID-19 może być dramatycznie ciężki – ostrzegł Banach.

- I teraz te słowa o profilaktyce, monitorowaniu, optymalnym leczeniu powinny jeszcze mocniej wybrzmieć, niż podczas pierwszej fali pandemii wiosną” – mówił. - Czynniki ryzyka, jak m.in. otyłość, nadciśnienie tętnicze, zaburzenia lipidowe, rozpoznana choroba sercowo-naczyniowa czy choroba niedokrwienna serca lub niewydolność serca zwiększają drastyczne ryzyko ciężkiego przebiegu COVID-19 – wyjaśnił profesor.

Lekarz podkreślił, że bardzo ważne jest zawsze, a teraz jeszcze bardziej, odpowiednie, regularne przyjmowanie leków na choroby podstawowe. - Jeżeli pacjenci będą mieli właściwe poziomy glukozy we krwi, właściwe ciśnienie tętnicze, dobry poziom cholesterolu, to nawet jeśli dojdzie do zakażenia koronawirusem, zmniejszamy znacznie ryzyko powikłań – podkreślił kardiolog.

Prof. Banach powiedział PAP, że teraz wiedza o wpływie zakażenia koronawirusem, czy przebiegu COVID-19 na inne choroby jest znacznie większa niż na początku pandemii.

- Wiemy, że na przykład statyny obniżające cholesterol, są tymi lekami, które mogą poprawić rokowanie w przebiegu pandemii dla osób, które je regularnie i we właściwych dawkach przyjmują – stwierdził naukowiec. - Statyny mogą powodować, że następuje zahamowanie replikacji wirusa. Hamują też wnikanie SARS-CoV-2 do komórek gospodarza i działają silnie przeciwzapalnie – wymieniał profesor.

Kardiolog dodał, że statyny stabilizują tzw. blaszkę miażdżycową. - Jeżeli ta blaszka się oderwie, co może nastąpić np. w przebiegu tzw. burzy cytokinowej po zakażeniu koronawirusem, to taka sytuacja jest przyczyną zawałów, udarów – wyjaśnił. - Dlatego tak ważne jest teraz ich przyjmowanie, a z tym może być problem, bo praktyka kliniczna pokazuje, że nawet co druga osoba, która ma wskazania do przyjmowania statyn, nie przyjmuje ich regularnie - dodał.

Prof. Maciej Banach zwrócił uwagę, że niezależnym czynnikiem, także przy schorzeniach kardiologicznych w dobie koronawirusa, jest silny stres. - To lęk przed chorobą, przed restrykcjami, na przykład przed przymusową izolacją czy skutkami ekonomicznymi pandemii – powiedział kardiolog. Natomiast oczywiście ten stres nie może być uzasadnieniem braku diagnostyki, nie zgłaszania się do lekarza w przypadku wystąpienia objawów - podkreślił.

- Aby zwalczyć stres bardzo polecam, w miarę możliwości, wysiłek fizyczny. Nawet w mieszkaniu to jest możliwe. Ja na przykład regularnie biegam i ćwiczę, a jeśli będzie kolejne ograniczenia można ćwiczyć w ogródku, a nawet w pokoju – mówił. - Ważne też, aby w stresie zająć się tym, co lubimy. Ja wówczas wracam do swojej pasji - filatelistyki, a kiedyś porządkowałem książki katalogując zbiory – dodał.

- Każdy indywidualnie musi znaleźć sposób na emocje i na podwyższony poziom stresu podczas pandemii – powiedział PAP kardiolog Maciej Banach.

Zdaniem profesora, w tej fazie pandemii nie można przewidzieć jej ewentualnego rozwoju i społecznych ani gospodarczych skutków.

- Niestety, na tym etapie nie jesteśmy w stanie tego przewidzieć. Wszystkie wzory matematyczne, epidemiologiczne kompletnie się nie sprawdzają - powiedział Banach. - Jako epidemiolog chorób serca i naczyń patrzę na to z ogromną dozą troski, a obecnie już przerażenia - dodał.

- Jeśli ten geometryczny skok będzie nadal postępował, to rzeczywiście niedługo może nie być miejsc szpitalnych i respiratorowych, a sytuacja stanie się wyjątkowo trudna - zaznaczył.

Profesor powiedział, że aby zahamować liczbę infekcji potrzeba kolejnych obostrzeń. - Wydaje się, że konieczne są tylko bardzo klarowne, szybkie restrykcje i to znacznie większe niż teraz - stwierdził.

- Teraz nie ma już źródeł infekcji, nie wiemy, skąd się biorą. Jest tak dużo zarażeń, że aby to powstrzymać, może się okazać, że jedyną skuteczną metodą będzie lockdown - uważa prof. Banach.