Wielotysięczne demonstracje po wyroku Trybunału Konstytucyjnego zaostrzającego i tak restrykcyjne prawo aborcyjne sprawiają, że posłowie prawej strony sceny politycznej zaczynają mieć wątpliwości, czy sprawy nie zaszły za daleko.
Czwartkowe orzeczenie TK stwierdzające niekonstytucyjność możliwości przerwania ciąży w przypadku, gdy „badanie prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu”, oznaczało de facto wypowiedzenie tzw. kompromisu aborcyjnego. W efekcie od momentu opublikowania wyroku legalna aborcja będzie możliwa tylko w dwóch przypadkach: zagrożenia życia matki oraz gdy ciąża jest wynikiem gwałtu.
W reakcji na ulicach największych polskich miast od czwartku trwają demonstracje, które nie ustały nawet pomimo obowiązującego od soboty zakazu zgromadzeń powyżej pięciu osób. Manifestanci albo gromadzą się w pięcioosobowe grupki, albo powołują się na przepisy o zgromadzeniach spontanicznych, których zdaniem wielu prawników, ograniczenia covidowe nie obejmują. W niedzielę protestowano też przed niektórymi kościołami.
Reklama
Skala ulicznego sprzeciwu spowodowała, że część posłów prawicy, którzy zaskarżyli przesłankę embriopatologiczną do TK, uznało, że posunęli się za daleko.
I tak np. poseł Bolesław Piecha z Prawa i Sprawiedliwości, który był jednym z posłów podpisanych pod wnioskiem do TK, zapowiedział na antenie TVN24 konieczność przywrócenia w ustawie antyaborcyjnej możliwości usunięcia ciąży z wadami płodu.
Ja wcale się aż tak mocno nie cieszę i nie triumfuję, że akurat ta przesłanka eugeniczna została totalnie zniesiona. Jest wiele ciąż, gdzie płód się rozwija ze względów genetycznych, wrodzonych, w ten sposób, że na pewno obumrze. To jest jasne jak słońce. Jest wiele takich ciąż, gdzie rodzą się dzieci bezmózgowe, z bardzo poważnymi powikłaniami, jak chociażby z brakiem nerek, gdzie absolutnie są to wady letalne – mówił w TVN24 były wiceminister zdrowia, dodając, że być może trzeba będzie na nowo zdefiniować tę przesłankę.
To moje osobiste zdanie, ale w ugrupowaniu jest więcej osób, które myślą podobnie. Mam nadzieję, że wewnątrzpartyjne rozmowy na ten temat rozpoczną się już w najbliższych dniach, choć z uwagi na to, że trafiłem na kwarantannę, sam nie mógłbym wziąć w nich udziału – mówi DGP Bolesław Piecha i dodaje, że dyskusja na ten temat w obliczu obecnego brzmienia wyroku, jak i kontrowersji, jakie wywołuje temat, będzie ekstremalnie trudna.
Łamać zaczynają się nawet niektórzy członkowie Konfederacji. Jeszcze w czwartek Krzysztof Bosak chwalił się na Twitterze, że „Konfederacja jest jedynym klubem, którego 100 proc. posłów podpisało się pod wnioskiem do TK, który doprowadził do dzisiejszego rozstrzygnięcia”.
Po dwóch dniach część działaczy zaczęła się jednak wycofywać. „Całkowity zakaz aborcji i zmuszanie kobiet do rodzenia np. dzieci bez mózgu nie może mieć miejsca w cywilizowanym kraju” – napisał w swoim oświadczeniu Artur Dziambor. Nieco dziwacznie bronił się Konrad Berkowicz, który nie rozumie pretensji do wnioskodawców o wywołanie zamieszania i całą winę zrzuca na trybunał.
Jak tłumaczył, Konfederacja „tylko podpisała się” pod wnioskiem o zbadanie przez TK kontrowersyjnego przepisu, który pozwala na aborcję „na podstawie podejrzenia o zespół Downa (…). Tymczasem TK zamiast wymusić zmianę źle sformułowanego przepisu, potraktował go od siekiery. I teraz sytuacja wymaga naprawy w Sejmie”.
Jednak z wniosku do TK jasno wynikało, że w pierwszej kolejności sygnatariusze domagali się uchylenia przesłanki embriopatologicznej w ogóle, a dopiero alternatywnie, w razie nieuwzględnienia tego postulatu, wnosili o stwierdzenie niekonstytucyjności przesłanki ze względu na nieprecyzyjne kryteria legalizacji aborcji.
Jednak u części prawicowych posłów można zaobserwować usztywnienie stanowiska. – To co się dzieje, te ataki na kościół, świadczy o tym, że z tymi środowiskami, które w tej chwili protestują, nie ma żadnego dialogu. A sama sprawa przesłanki eugenicznej jest niczym innym jak tylko pretekstem dla środowisk lewicowych w toczącej się wojnie kulturowej. Trybunał wypowiedział się jednoznacznie, odnosząc się do tak fundamentalnych kwestii jak prawo do życia, i ja się z tym orzeczeniem utożsamiam. Nie chcę się wypowiadać w imieniu całego klubu, ale moim zdaniem nie ma teraz przestrzeni na dyskusję w tym zakresie – mówi nam Arkadiusz Mularczyk z PiS.
Inna sprawa, że przywrócenie usuniętego w tak kategoryczny sposób przed TK przepisu będzie jakąś formą jego ominięcia. Jednak z formalnego punktu widzenia uchwalenie regulacji o podobnej, ale nie tożsamej treści, będzie korzystało z domniemania konstytucyjności.
Zdaniem prof. Henryka Domańskiego, socjologa z Polskiej Akademii Nauk, przywrócenie w zmodyfikowanej formie przesłanki zezwalającej na usuwanie ciąży jest prawdopodobne. – Biorąc pod uwagę pandemię, wprowadzone ograniczenia, strach przed zakażeniem, który mógłby powstrzymywać ludzi przed wyjściem na ulicę, i fakt, że najbliższe wybory odbędą się dopiero za trzy lata, był to teoretycznie najlepszy z możliwych momentów na zaostrzenie prawa aborcyjnego. Jednak zarówno intensywność, jak autentyczność ulicznych protestów oraz skala oburzenia większości społeczeństwa powoduje, że PiS najprawdopodobniej będzie musiał ustąpić – prognozuje prof. Domański, przypominając, że taka sama sytuacja miała miejsce w 2016 r. na skutek presji wywartej przez marsze czarnych parasolek. – Oczywiście pozostaje kwestia wytłumaczenia się przed własnym najtwardszym elektoratem i środowiskami kościelnymi, jednak moim zdaniem bilans zysków i strat wskazuje, że bardziej opłacalna dla partii rządzącej będzie jakaś próba koncyliacyjnego złagodzenia przepisów zaostrzonych wskutek orzeczenia TK – dodaje socjolog.