Według specjalisty, na zapalenie płuc co roku choruje w naszym kraju co najmniej 150 tys. osób, a umiera kilkanaście tysięcy. Z danych GUS wynika, że w 2018 r. z powodu tego zakażenia zmarło 18,5 tys. osób.

Reklama

- W dobie antybiotyków bagatelizujemy zapalnie płuc i w ogóle zakażenia. Uważamy, że nie są groźne, bo zawsze zostaniemy wyleczeni. Ale to nie jest prawda – przekonuje prof. Adam Antczak, kierownik Kliniki Pulmonologii Ogólnej i Onkologicznej Uniwersytetu Medycznego w Łodzi.

Zapalenie płuc mogą wywołać bakterie, ale także wirusy, choroba ta ma również pochodzenie grzybicze. Eksperci ostrzegają, że nawet w przypadku zakażeń pochodzenia bakteryjnego nie zawsze pomagają antybiotyki, bo część tych mikroorganizmów jest oporna na działanie tych leków.

Do zapalenia płuc może dojść na skutek powikłań innych groźnych infekcji, takich jak grupa sezonowa. Rokowania chorego są wtedy znacznie gorsze, trudniejsze jest też leczenie. - Dzieje się tak, ponieważ jedno zakażenie toruje drogę innym - wyjaśnia prof. Jacek Wysocki z Katedry i Zakładu Profilaktyki Zdrowotnej Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu.

Na zapalenie płuc najczęściej chorują dzieci do piątego roku życia oraz osoby po pięćdziesiątce. - Dzieci na szczęście rzadko umierają z tego powodu. Zupełnie inaczej jest w przypadku osób starszych, po 65. roku życia, ale bardziej zagrożeni są też ludzie po pięćdziesiątce, czyli dość młodzi. U nich odpowiedź na zakażenie jest już dużo gorsza, a ryzyko powikłań i utraty życie znacznie większe – ostrzega prof. Antczak.

Podkreśla on, że nie ma zwykłych zapaleń płuc, jak wiele osób sądzi, wszystkie są niezwykłe, bo choroba ta zawsze jest groźna. Spośród pacjentów w wieku co najmniej 65 lat trafiających do szpitala z powodu zapalenia płuc, ryzyko zgonu zarówno w USA, jak i Europie sięga 5-10 proc.

Mało osób zdaje sobie sprawę, że zapalenie płuc powoduje odległe powikłania i to różnego typu. Dlatego kolejne kilka procent, nawet około 10 proc. chorych umiera w ciągu kolejnych 30 dni po wypisaniu ze szpitala.

- Chory, który przeżył zapalenie płuc i wydaje się, że wszystko jest już porządku, nadal obarczony jest ryzykiem zgonu. Co więcej, w ciągu 3 lat w grupie 65 lat plus umiera jedna trzecia osób, tylko z tego powodu, że miało wcześniej zapalenie płuc - zwraca uwagę prof. Antczak.

To dlatego, że zapalenie powoduje długotrwałe i odległe uszkodzenia naczyń krwionośnych, o jakich dużo się ostatnio mówi w odniesieniu do choroby COVID-19. Bo trzeba pamiętać, schorzenie to jest znacznie groźniejsze, jeśli chodzi o te powikłania niż grypa.

- Następstwem zapaleń płuc w dłuższym okresie mogą być powikłania sercowo-naczyniowe, prowadzące do zawału serca lub udaru mózgu, których potem z nim nie kojarzymy – tłumaczy pulmonolog. Ostrzega, że nawet jeśli przeżyjemy udar mózgu, to możemy już nie wrócić do poprzedniej sprawności.

Częstą przyczyną zapalenia płuc są pneumokoki, bakterie Streptococcus pneumoniae (dwoinki zapalenia płuc). Bakterie te roznoszone są droga kropelkową i dobrze się czują w temperaturze pokojowej. Łatwo możemy się nimi zakazić nawet od osoby, która z nami rozmawia, jeśli nie zachowujemy dystansu społecznego. A przebycie tego zakażenia nie daje odporności trwalej.

Specjaliści namawiają do szczepienia się przeciwko pneumokokom. Dla dzieci do drugiego roku życia chroniące przed nimi szczepionki są obowiązkowe i refundowane z budżetu. U osób starszych po 60. roku życia są zalecane przez ministerstwo zdrowia, ale trzeba za nie zapłacić z własnych środków.

Prof. Aneta Nitsch-Osuch, mazowiecki konsultant wojewódzki ds. epidemiologii, przekonuje, że szczególnie ważne jest szczepienie się przeciwko pneumokokom w okresie pandemii. Mogą bowiem współwystępować z zakażeniami wywoływanymi zarówno przez grypę, jak i koronawirusy SARS-CoV-2.

Reklama