Pod koniec grudnia do wejherowskiego szpital trafiła nastolatka z silnymi dusznościami. Okazało się, że od kilku miesięcy regularnie korzystała z e-papierów, co mogło doprowadzić do uszkodzenia tkanki płucnej. To jeden z pierwszych przypadków, który został zgłoszony do Głównego Inspektora Sanitarnego. GIS od stycznia wprowadził obowiązkowy monitoring.

Reklama

Po tym, jak GIS ujawnił wykorzystywanie przez młodzież wkładów do e-papierosów do innych celów niż zażywanie nikotyny, zlecił wnikliwe monitorowanie rynku. Od stycznia lekarze mają obowiązek informowania powiatowych stacji sanitarnych, a te wojewódzkich o każdym przypadku uszkodzenia płuc w związku z paleniem elektronicznych papierosów. Raporty na ten temat mają trafiać do GIS raz na tydzień.

Nadsyłane dane dowodzą, że obawy nie były bezpodstawne. Od początku roku ujawniono już dwa przypadku poważnego uszkodzenia płuc u nastolatek „palących” e-papierosy. – Na razie przypadki te są diagnozowane. Sprawdzane są ich przyczyny – informuje Jarosław Pinkas, główny inspektor sanitarny. Dodaje, że w e-papierosach – w zależności od tego, skąd pochodzą – mogą się znaleźć m.in. THC lub CBD, pochodne czuwaliczki jadalnej, kokaina, metaamfetamina, GHB, czyli tzw. pigułka gwałtu, a także heroina i fentanyl. Jednak to THC, psychoaktywny składnik marihuany dodany do płynu e-papierosa, powoduje tzw. zespół EVALI (E-Cigarette or Vaping-Associated Lung Injury): zawartość liquidu gromadzi się w płucach, co prowadzi do chorób i urazu płuc związanych z waporyzacją.

– Chcemy sprawdzić, jakie jest nowe zagrożenie, żeby móc wypracować zasady działania – mówi Tomasz Augustynowicz, pomorski inspektor sanitarny. Na razie to jedynie zalecenie, nie ma jeszcze tego w przepisach na poziomie centralnym. – Docelowo może trzeba będzie wprowadzić zmianę – dodaje.

To jednak niejedyne działania podjęte przez inspekcję. Już niedługo w laboratorium w Łodzi ruszą finansowane z budżetu GIS badania dostępnych na polskim rynku liquidów.

– Chcemy przekonać się, co znajduje się w ich składzie. Próbki będą pozyskiwane z rynku. Musimy być mądrzy przed szkodą, stąd wprowadzenie obowiązku statystyki oraz badań składu produktów – uzupełnia Jarosław Pinkas.

Szczególnie że jak podaje GIS, na przestrzeni ośmiu lat sześciokrotnie wzrosła liczba nastolatków, którzy spróbowali e-papierosa. Co więcej, 30 proc. z nich deklaruje, że pali je regularnie, a 60 proc., że co najmniej raz ich spróbowało. Ponad połowa uważa przy tym, że e-papierosy są dużo bardziej bezpieczne niż zwykłe papierosy.

Zdaniem ekspertów wprowadzenie monitoringu przez GIS to krok w dobrą stronę. Jak zauważają, z badań wynika, że aerozol z elektronicznych urządzeń, choć zawiera mniej toksyn, nie jest bezpieczny dla organizmu człowieka. Ciągle też nie ma badań potwierdzających, jak na zdrowie wpływa wieloletnie korzystanie z takich urządzeń.

Do tego, jak zauważa dr hab. Łukasz Balwicki z Zakładu Zdrowia Publicznego i Medycyny Społecznej z Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, już wcześniej istniały podejrzenia uszkodzenia płuc na skutek używania e-papierosów. Nieznana była skala tego zjawiska.

– Posiłkowaliśmy się tylko danymi pochodzącymi zza oceanu, gdzie monitoring został wdrożony. Teraz mamy szansę poznania zjawiska w naszym kraju – mówi dr hab. Łukasz Balwicki i dodaje, że to o tyle ważne, iż znacząca część użytkowników dokonuje własnych modyfikacji płynów do e-papierosów z wykorzystaniem różnej jakości substancji chemicznych.

Ruszyły właśnie badania na reprezentatywnej grupie 12 tys. młodych osób, w ramach których dowiemy się, jak często modyfikują i jakich substancji dodają do liquidów. Są wykonywane na rzecz Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – PZH. Wyniki poznamy w ciągu dwóch miesięcy.

O tym, że winnych należy szukać wśród liquidów pochodzących z nielegalnych źródeł lub tych przygotowywanych we własnym zakresie przez użytkowników, jest też przekonane Stowarzyszenie Vaping Association Polska.

– Uważam, że trzeba zaczekać na wyniki analiz pierwszych przypadków uszkodzenia płuc w Polsce. Tylko wówczas będzie można powiedzieć, jakimi produktami były spowodowane, czy tymi pochodzącymi z legalnych, czy nieformalnych źródeł. Uważam, że pierwszy przypadek jest mało prawdopodobny – mówi Piotr Zieliński, prezes zarządu Stowarzyszenia Vaping Association Polska.

Co różni e-papierosa od „wyrobu nowatorskiego”

Reklama

Polska znajduje się w europejskiej czołówce pod względem liczby użytkowników e-papierosów. Według danych e-Smoking Institute używa ich 1,7 mln osób. Wyprzedzamy pod tym względem Brytyjczyków, gdzie jest ich 1,4 mln, Francuzów – 1,2 mln, czy Niemców – 0,7 mln. Jeśli chodzi o wartość rynku, jest on szacowany na ok. 500 mln zł. Elektroniczne e-papierosy, obok tzw. wyrobów nowatorskich, są zaliczane do kategorii wyrobów o obniżonym ryzyku (RPP, reduced-risk products). Różnią się jednak.

E-papieros to urządzenie elektroniczne, które działa na zasadzie podgrzewania płynu do temperatury ok. 200 st. C, tworząc przy tym aerozol, wdychany przez użytkownika. Składa się z baterii, elementu grzewczego i miejsca na „liquid”, w skład którego wchodzi glikol propylenowy i/lub gliceryna, woda lub etanol, nikotyna (od 0 do 20 mg/ml) oraz dodatki smakowo-zapachowe. Obecnie istnieje ponad 8000 różnych smaków e-liquidu o owocowych bądź słodkich smakach (m.in.: czekolada, popcorn, guma balonowa, wanilia). Na rynku dostępne są e-papierosy w systemie zamkniętym lub otwartym. Różnią się od siebie tym, że te drugie urządzenia można napełniać własnoręcznie sporządzonym liquidem. W pierwszym można korzystać tylko z gotowych, czyli przygotowanych i wyprodukowanych przez producenta płynów. Korzystanie z e-papierosa jest czasem nazywane „wapowaniem” lub „juulingiem”.

Drugim rodzajem produktu są „wyroby nowatorskie”. To urządzenia służące do podgrzewania tytoniu – bez spalania go – w temperaturze ok. 300 st. C. W ten sposób wytwarza się aerozol zawierający nikotynę.