Marcin Warchoł, wiceminister sprawiedliwości: –
Mariusz Bidziński, wspólnik w kancelarii Chmaj i Wspólnicy:
Jakub Kosikowski, lekarz:
GIF wycofał z obrotu serie leków rozkurczowych, przeciwdepresyjnych i uzupełniających niedobory potasu
Marek Tomków, wiceprezes Naczelnej Rady Aptekarskiej:
Maria Libura, ekspertka Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego:
To żaden mały przedsiębiorca
O Jerzym Ziębie napisano wiele. Jedni twierdzą, że to cudotwórca, który „leczy raka skuteczniej niż najwybitniejsi lekarze”. Inni, że to oszust, który naciąga ludzi na bardzo drogie suplementy diety. Na pewno Jerzy Zięba to skuteczny przedsiębiorca. W 2017 r. jedna z jego spółek wypracowała zysk netto w wysokości niemal 23 mln zł.
W ostatnich tygodniach działalności Jerzego Zięby postanowiła przyjrzeć się prokuratura – postanowiono mu zarzut sprzedaży produktów leczniczych bez zezwolenia. To efekt ekspertyzy wykonanej przez fachowców z Narodowego Instytutu Leków. Sam Zięba odpiera, że nie sprzedaje leków, lecz suplementy diety. I wiele wskazuje na to, że ma rację.
Nie będzie podwójnego karania lekarzy
– – wskazuje prof. Mariusz Bidziński. I dodaje, że to, czego obecnie najmniej nam potrzeba, to by właściciel m.in. internetowego sklepu reklamującego się hasłem „Ukryte terapie. Czego ci lekarz nie powie” zaczął kreować się na męczennika. Sam Zięba zresztą już przyjął taką taktykę. W opublikowanych w serwisie YouTube filmach, które obejrzało już grubo ponad 200 tys. osób, mówi o sobie jak o małym przedsiębiorcy, który jest represjonowany przez państwo. Niemal wykrzykuje do kamery, że urzędnicy powinni być dla obywatela, a nie obywatele dla urzędników. – przypomina Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.
Wystąpienie Zięby jest zresztą w wielu momentach bliźniaczo podobne do słów wypowiedzianych niemal dekadę temu przez Marcina P., twórcę Amber Gold. Gdy Komisja Nadzoru Finansowego wpisała jego biznes na listę ostrzeżeń publicznych, P. utyskiwał na traktowanie przedsiębiorców przez urzędników i zapowiadał pozwy. Zięba też chce pozywać. Ma zacząć od ekspertek, na podstawie których opinii prokuratura zdecydowała się postawić mu zarzuty.
Działalność Jerzego Zięby w wielu innych aspektach można porównać do piramidy finansowej. Po pierwsze, bazuje on na ludzkim zaufaniu. Czego by o nim nie mówić, kilkadziesiąt tysięcy osób zawierzyło mu na tyle, że kupuje sprzedawane przez niego produkty, a kilkaset tysięcy chłonie głoszone przez niego teorie.
Po drugie, jego działalność jest odpowiedzią na brak zaufania do tego, co państwowe. Osoby wkładające pieniądze w piramidy finansowe także to podkreślają – często mówią, że „jedyna piramida to ZUS” albo nie wierzą, iż można legalnie się dorobić. Zwolennicy Zięby mówią z kolei, że państwowa opieka zdrowotna to zło. Część stawia go w opozycji do obsługi w przychodni czy szpitalu. Jerzy Zięba wypada w takim porównaniu korzystnie. Spokojnie, przez kilkadziesiąt minut, objaśnia w filmach udostępnianych w mediach społecznościowych swoje poglądy. Robi to zawsze z uśmiechem na twarzy, elegancko ubrany. Z takiego starcia lekarze, którzy wiecznie nie mają czasu, nie mogą wyjść zwycięsko. Nawet jeśli merytorycznie to oni mają rację.
Po trzecie, Zięba, tak jak twórcy piramid, stawia przed ludźmi cele i potrafi przekonać, że właśnie tego potrzebują. Odpowiada na ich potrzeby. Bo nawet jeśli czujemy się zdrowi, czy nie chcielibyśmy być zdrowi dłużej?
Po czwarte, Jerzy Zięba bardzo sprawnie lawiruje pomiędzy niedoskonałymi przepisami prawa. Bazuje na tym, że jego klienci wierzą mu, zatem formalnie nie ma osób, którym by zależało na sądowej walce z nim. Z piramidami finansowymi jest tak samo. Ludzie, którzy włożą w nie swoje pieniądze, choćby ewidentne już było, że to oszustwo, nadal wierzą, że zostaną milionerami. Mało kto potrafi sam przed sobą się przyznać, że został oszukany.
Wykałaczka na zawał
Jak to się stało, że działający od lat Jerzy Zięba rozwinął biznes do tak wielkich rozmiarów, skoro przytłaczająca większość ekspertów uważa, że jego działalność jest szkodliwa? Dlaczego prokuratura, gdy już zareagowała, stawia zarzut, który będzie bardzo trudno obronić? I wreszcie – co można zrobić, by walczyć z pseudoekspertami robiącymi biznes na szukających ratunku oraz naiwnych ludziach?
– – mówi prof. Marcin Warchoł. I dodaje, że resort sprawiedliwości przyjrzy się temu, czy nie poprawić przepisów, by ściganie cudotwórców było łatwiejsze. – przekonuje wiceminister sprawiedliwości.
I przypomina, że podobnie sytuacja wyglądała z dopalaczami. Ich sprzedawcy też mówili, że przecież nie robią nic nielegalnego.– słyszeliśmy. – zaznacza Warchoł.
A czy w ogóle wchodzi? Zdaniem lekarza Jakuba Kosikowskiego – jak najbardziej. Pół biedy, gdy z „ukrytych terapii” Jerzego Zięby korzystają ludzie podążający za nowymi modami, wierzący, że po zażyciu zmiksowanej trawy albo witaminy C w końskiej dawce poczują się lepiej. Nie ma też tragedii, gdy zakupów u Zięby dokonają terminalnie chorzy. Największy kłopot jest z tymi, których można wyleczyć, a którzy odwracają się od konwencjonalnej medycyny. – wskazuje Kosikowski.
Mariusz Bidziński zaś spostrzega, że właśnie takie tragiczne historie mogłyby być podstawą do skutecznego ścigania Jerzego Zięby już teraz. – wyjaśnia prawnik.
To, że są przepisy w kodeksie karnym, które można by zastosować w przypadkach medycznej szarlatanerii, potwierdza również dr Mikołaj Małecki, karnista z Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego, autor bloga Dogmaty Karnisty. – tłumaczy. Jednak zaznacza, że problematyczne mogą być dwa aspekty. Po pierwsze, jeśli sprzedający wierzy we właściwości oferowanych substancji, trudno mówić o wprowadzeniu w błąd. A więc nie ma przestępstwa. – wyjaśnia Małecki. Mówiąc jaśniej – jeśli czyjaś zachęta jest tak kuriozalna, że aż niemożliwe, by ktokolwiek uznał ją za realną, wtedy o odpowiedzialności karnej nie ma mowy.
Druga możliwość działania, w skrajnych przypadkach, to zarzut przestępstwa przeciwko życiu i zdrowiu. Szczególnie gdy z oferowaniem danego produktu wiązałaby się zachęta, by stosować go zamiast konwencjonalnego leczenia. Możemy wtedy mówić – tłumaczy Małecki – o sprowadzaniu zagrożenia dla zdrowia człowieka, a nawet karalnym powodowaniu uszczerbku na zdrowiu.– wskazuje prawnik z UJ.
Jerzy Zięba tak nie działa. Jest znacznie sprawniejszy retorycznie. Nie zniechęca do korzystania z konwencjonalnych metod leczenia, mówi jedynie o tym, że często są nieskuteczne. Kontrowersyjne tezy z kolei często podpiera lekarskim autorytetem. – opowiada Jakub Kosikowski. Mimo to jego zdaniem skuteczną metodą walki z Jerzym Ziębą mogłoby być sięgnięcie przez śledczych do przepisów karnych z ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty. Za rozpoznawanie chorób oraz ich leczenie bez uprawnień w celach zarobkowych grozi nawet roczna odsiadka. – podkreśla Kosikowski.
Za człowieka ukarać firmę
– mówi Maria Libura. Nie dotyka bowiem podstawowego problemu – skąd bierze się popyt na tego typu ofertę i dlaczego jest on tak duży. Jej zdaniem nisza w postaci biznesu robionego na medycynie alternatywnej jest na tyle intratna, że na miejsce Jerzego Zięby pojawi się trzech innych rezolutnych uzdrawiaczy, być może jeszcze skuteczniej wabiących wizją prostych recept na wszelkie choroby – pyta retorycznie ekspertka Klubu Jagiellońskiego. To jednak nie będzie wcale proste, co pokazują przykłady z innych krajów. W większości państw istnieje problem medycznej szarlatanerii. Dlatego zdaniem Marii Libury należy się skupić na ograniczaniu największych szkód, np. zniechęcania chorych do skutecznych terapii onkologicznych.
Marek Tomków twierdzi jednak, że ukaranie Jerzego Zięby mogłoby sytuację choć częściowo uzdrowi– przekonuje wiceprezes Naczelnej Rady Aptekarskiej.
Marcin Warchoł z kolei podkreśla, że najważniejsze jest to, by nielegalny czyn został odpowiednio wyceniony. Może nie należy za szarlatanerię medyczną wsadzać do więzienia, m.in. by nie tworzyć z cudotwórców męczenników. Może wystarczy surowo karać finansowo, tak by tego typu biznes się nie opłacał. Ministerstwo Sprawiedliwości opracowało niedawno projekt ustawy o odpowiedzialności podmiotów zbiorowych (musi go jeszcze przyjąć parlament). Przewiduje on, że za czyny zabronione osób fizycznych odpowiadać będzie mogła osoba prawna. A tłumacząc inaczej: jeśli właściciel firmy lub jej pracownik zrobi coś, za co może zostać ukarany, a firma na jego czynie skorzysta – ukarać będzie można również przedsiębiorstwo. Kary sięgać mają nawet 30 mln zł. To jednak pieśń przyszłości i przepisy, które Jerzego Zięby już, przynajmniej za dotychczasowe działania, nie obejmą.
– przekonuje Maria Libura. A jak? Jej zdaniem przede wszystkim trzeba zacząć od tego, by tłumaczyć pacjentom, czym się różni lek od suplementu diety oraz dlaczego tymi ostatnimi nie wyleczymy np. nowotworu. Rozmawiać muszą lekarze, do których pacjenci przychodzą, ale potrzebne są też działania szeroko pojętej administracji publicznej. Od dawna przecież trwają prace nad ustawą regulującą rynek suplementów diety, ale wszystko wskazuje na to, że nie skończą się w obecnej kadencji parlamentu.– zastanawia się Libura. I dodaje, że skoro jako racjonalnie myślący ludzie mówimy o tym, że nie ma drogi na skróty w leczeniu, nie powinniśmy się też łudzić, że uda się ją znaleźć w przypadku rozwoju alternatywnej medycyny. Ostatecznie receptą powinna być poprawa działania systemu medycyny konwencjonalnej, a nie spektakularna, ale jedynie punktowa reakcja na szarlatanerię.
– wskazuje prof. Mariusz Bidziński