Na podstawie kontroli przeprowadzonej w ciągu ostatnich dwóch lat NIK stwierdziła, że bezpieczeństwo suplementów diety w Polsce nie jest wystarczające. W ocenie NIK, organy państwowe odpowiedzialne za bezpieczeństwo stosowania tych produktów – w tym GIS - nierzetelnie realizowały zadania związane z wprowadzaniem ich po raz pierwszy do obrotu - nieskuteczny był także nadzór nad jakością zdrowotną suplementów oraz polityka edukacyjna dotycząca tych produktów.

- Sam tytuł raportu NIK "Dopuszczanie do obrotu suplementów diety" świadczy o niezrozumieniu prawa unijnego, bo takiego pojęcia w prawie UE po prostu nie ma. Suplementy nie są lekami, zatem podlegają jedynie procedurze notyfikacji - powiadomieniu o zamiarze sprzedaży, a nie rejestracji - wyjaśnił rzecznik GIS Jan Bondar.

Rzecznik GIS podkreślił, że – co potwierdza sam NIK - w Polsce system kontroli suplementów diety należy do bardziej restrykcyjnych. W jego opinii, świadczą o tym skargi do Komisji Europejskiej dotyczące ograniczenia swobodnego przepływu towarów kierowane przez firmy próbujące wprowadzić suplementy do obrotu.

- Długi czas rozpatrywania zgłoszonych notyfikacji wynika stąd, że każda jest dokładnie sprawdzana. Zdarza się bowiem, że zakres kontroli znacznie wykracza poza regulacje unijne np. w zakresie zawartości substancji farmakologicznych. Zgodnie z wieloma wyrokami Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, nie może to blokować sprzedaży - dodał Bondar.

GIS w swoim stanowisku dotyczącym raportu NIK zwraca uwagę, że zawarte w dokumencie zdanie "W ocenie Najwyższej Izby Kontroli obowiązujący system notyfikacji, pozwalający na wprowadzenie do obrotu suplementu diety natychmiast po złożeniu powiadomienia, stwarza możliwość wystąpienia zagrożenia dla zdrowia lub życia konsumenta" otwarcie kwestionuje prawo obowiązujące w Unii Europejskiej. Inspektorat Sanitarny proponuje, aby tak sformułowany postulat został skierowany wprost do Komisji Europejskiej.

W raporcie NIK przytacza m.in. wyniki analiz biochemicznych wybranych losowo próbek suplementów; niektóre z nich potwierdzają obecność niedozwolonych substancji psychoaktywnych, chorobotwórczych bakterii czy niedobory żywych bakterii w preparatach probiotycznych.

Zdaniem Bondara, uogólnione wnioski wysnuwane na podstawie kilku próbek, dotyczące rynku, na którym znajduje się kilkanaście tysięcy produktów, mają "posmak taniej sensacji" – zwłaszcza w sytuacji, gdy organy inspekcji badają tysiące produktów.

Rzecznik poinformował też, że dane z kontroli suplementów są dostępne na stronie GIS w corocznie publikowanym dokumencie "Stan sanitarny kraju"; na bieżąco można też sprawdzać na stronie GIS status każdego produktu. Informacje o suplementach niespełniających wymogów prawa są zamieszczane także w unijnym systemie informowania o produktach niebezpiecznych RASFF.

- Przedstawiciele GIS wielokrotnie publicznie zwracali uwagę na pewne zagrożenia dla zdrowia konsumentów wynikające z podobieństw suplementów do produktów leczniczych i małej wiedzy w społeczeństwie. W ubiegłym roku wspólnie z Urzędem Ochrony Konkurencji i Konsumentów przeprowadzono ogólnopolską kampanię informacyjną na ten temat. W tym roku planowana jest jej kontynuacja - dodał rzecznik GIS.

Według Bondara, w Ministerstwie Zdrowia trwają prace nad zmianą przepisów związanych z suplementami diety; planowane są ograniczenia w ich reklamie, zaostrzenie kar dla firm nieprzestrzegających przepisów związanych z ich wprowadzaniem do obrotu oraz wprowadzenie opłaty za przeprowadzone postępowanie.

Suplement diety - zgodnie z ustawą o bezpieczeństwie żywności i żywienia - jest produktem złożonym z substancji odżywczych (m.in. witamin, minerałów, przeciwutleniaczy itp.), którego funkcją jest uzupełnianie niezbilansowanej diety o brakujące składniki.

Suplementy nie mają działania leczniczego, nie przechodzą procesu rejestracji wymaganego dla leków. Obowiązujący w Polsce system notyfikacji pozwala na wprowadzenie do obrotu suplementu diety natychmiast po zgłoszeniu produktu do GIS.