Dziennik Gazeta Prawana logo

Minister szykuje fundusz dla ratowania pacjentów pominiętych w ustawie

5 stycznia 2016, 08:15
Ten tekst przeczytasz w 5 minut
Karetka
Karetka/Shutterstock
Resort zdrowia przygotowuje specjalny budżet na tzw. leczenie ratunkowe. Wyniesie on maksymalnie 10 mln zł.

Nowe kierownictwo resortu od połowy tego roku chce stworzyć fundusz, z którego byłyby opłacane terapie nieuwzględnione w ustawie refundacyjnej. Jak tłumaczył Krzysztof Łanda, nowy wiceminister zdrowia, chodzi o sytuacje wyjątkowe i odbiegające od norm. Obecnie nie ma narzędzi prawnych umożliwiających leczenie ratunkowe w takich przypadkach.

Jak tłumaczy Konstanty Radziwiłł, szef resortu zdrowia, nowy fundusz byłby skierowany do wszystkich pacjentów, o których twórcy m.in. ustawy refundacyjnej zapomnieli. Refundowane miałyby być nie tylko leki, ale także dostęp do technologii medycznych.

Ministerstwo Zdrowia intensywnie pracuje nad zapewnieniem możliwości leczenia tym pacjentom, którzy z powodu braku rozwiązań systemowych znajdują się dziś w wyjątkowo trudnej sytuacji. – tłumaczy Krzysztof Łanda, współautor pomysłu.

Zgodnie z wstępnymi założeniami zgodę ministra na takie leczenie będzie można uzyskać, jeśli dana technologia medyczna zapewni pacjentowi niezbędne i skuteczne leczenie. – – wyjaśnia Łanda. Jeżeli okaże się, że leczenie jest rzeczywiście niezbędne dla ratowania życia i zdrowia pacjenta, minister będzie mógł wyrazić zgodę na pokrycie kosztów danej technologii właśnie w ramach ratunkowego dostępu. Wydatki będą pokrywane z budżetu. W resorcie trwają właśnie rozmowy na temat jego wysokości. Według wstępnych szacunków ministerstwo będzie mogło przeznaczyć na ten cel od 5 do maksymalnie 10 mln zł w pierwszych 12 miesiącach funkcjonowania.

Zdaniem prawniczki Pauliny Kieszkowskiej-Knapik to krok w dobrym kierunku. – – tłumaczy prawniczka. Wcześniej istniała tzw. farmakoterapia niestandardowa. Lekarz mógł wnioskować o sfinansowanie nietypowego leczenia dla swojego chorego, później zmieniono to na chemioterapię niestandardową – która dotyczyła tylko nietypowego leczenia onkologicznego. Ta została również zniesiona przepisami ustawy refundacyjnej.

Jednak przyznaje, że problemem może być sposób kwalifikacji. – – mówi Paulina Kieszkowska-Knapik.

– uważa Jerzy Gryglewicz z Instytutu Ochrony Zdrowia Uczelni Łazarskiego. I dodaje, że trzeba by wprowadzić transparentne zasady zapobiegające uznaniowości i nadużyciom przy dysponowaniu tymi pieniędzmi. Taki fundusz – jego zdaniem – powinien być wykorzystywany tylko w wyjątkowych sytuacjach, gdy do ratowania życia lub zapobieżenia znacznemu uszczerbkowi na zdrowiu niezbędne jest leczenie niedostępne w Polsce. – – mówi Gryglewicz. Mógłby być przydatny m.in. w pediatrii, gdy brak jest badań leku uzasadniających stosowanie u dzieci, w reumatologii w rzadkich chorobach z autoagresją oraz przy chorobach nowotworowych, np. w hematoonkologii.

Kłopot polega na tym, że takich sytuacji jest wiele. O leczenie najczęściej ubiegają się chorzy, dla których nie ma leków w Polsce. Nawet jeżeli otrzymują zgodę na sprowadzenie leków, to już nie na ich finansowanie. W 2014 r. z blisko 19,5 tys. zgód na sprowadzenie leku z zagranicy tylko 5 tys. zostało sfinansowanych. O takie leczenie starało się m.in. dwoje dzieci chorujących na atypowy zespół hemolityczno-mocznicowy (a-HUS). Choroba powoduje, że nerki powoli przestają działać. Ministerstwo zgodziło się, by sprowadzić lek z zagranicy, ale odmówiło pokrycia kosztów. Tymczasem koszt rocznego leczenia to ok. 3 mln zł. To by oznaczało, że opłacenie leczenia dla dwojga dzieci „zjada” cały budżet ratunkowy.

Zdaniem prawnika Bartłomieja Kuchty kłopot jest spory, bo wielu chorych obecnie nie mieści się w kategoriach ustawy refundacyjnej. I podaje przykład: on sam reprezentuje pacjenta z chorobą Niemanna-Picka. Pacjent jest leczony lekiem z darowizny firmy. Przez jakiś czas miał finansowaną terapię w ramach farmakoterapii niestandardowej. Teraz takiej opcji nie ma. Niedawno firma wystosowała pismo, w którym zapowiedziała, że nie będzie w nieskończoność czynić darowizn, tym bardziej że proces refundacyjny zakończył się decyzją negatywną i lek nie będzie finansowany z pieniędzy NFZ. – – mówi Kuchta. Lek kosztuje kilkadziesiąt tysięcy złotych miesięcznie. Rocznie kilkaset tysięcy złotych.

Jego zdaniem taki fundusz byłby potrzebny, ale kluczowe pytane jest takie, czy nowemu ministrowi chodzi o przywrócenie czegoś podobnego do farmakoterapii niestandardowej, czy też mówi tylko o funduszu dla pacjentów z chorobą objętą programem, ale takich, którzy z jakiegoś powodu nie spełniają kryteriów programu. – – uważa Kuchta.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj