To nie jest łatwa rozmowa. Ja siedzę w domu ze słuchawką w uchu, mój rozmówca jedzie – zmęczony – z Gliwic do Warszawy, też ma słuchawkę w uchu. To była jedyna szansa, żeby porozmawiać. Jak nie operuje, to siedzi na spotkaniach. Albo właśnie wyjechał za granicę.

Reklama

Z prof. Adamem Maciejewskim umawiam się na wywiad prawie przez miesiąc – od momentu, kiedy gruchnęła wiadomość, że polski chirurg rekonstrukcyjny został nagrodzony przez Amerykańskie Towarzystwo Chirurgii Rekonstrukcyjnej i Mikronaczyniowej (ASRM). To wyróżnienie – jak podawały rodzime media – jest odpowiednikiem medycznego Oscara. Otrzymał je za przeszczep twarzy, który przeprowadził z zespołem chirurgów z Kliniki Chirurgii Onkologicznej i Rekonstrukcyjnej z Centrum Onkologii – Instytutu im. Marii Skłodowskiej-Curie w Gliwicach. Był to pierwszy przeszczep twarzy na świecie przeprowadzony nie po to, żeby poprawić wygląd czy funkcjonowanie pacjenta, ale żeby uratować mu życie. 33-letni Grzegorz Galasiński z Dolnego Śląska miał w maju zeszłego roku wypadek – maszyna do cięcia kamieni amputowała mu twarz. Lekarze z Akademickiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu uratowali mężczyźnie wzrok, usiłowali reinplantować odcięte fragmenty twarzy, ale się nie udało. Tkanki dotarły do kliniki po kilku godzinach i organizm je odrzucił. W miejscu twarzy była wielka rana, w każdym momencie grożąca śmiertelnym zakażeniem. W Polsce było tylko jedno miejsce, gdzie chory miał szansę na ratunek – gliwicki instytut, w którym są najlepsi chirurdzy rekonstrukcyjni. Ich szefem jest prof. Adam Maciejewski, jedyny polski lekarz, który jest członkiem ASRM. To stowarzyszenie, do którego nie można się zapisać. Trzeba zostać zaproszonym. A zaprasza tych, którzy mają osiągnięcia.

Do przeszczepu twarzy Maciejewski z zespołem przygotowywali się od 2008 r. Uczyli się nowych technik, ćwiczyli operacje na zwłokach, przygotowywali dokumentację. – Wiedziałem, że przyjdzie moment, że będziemy zmuszeni taką operację zrobić – powie mi podczas rozmowy. W 2012 r. byli gotowi: mieli akredytację, zgodę Poltransplantu i Komisji Bioetycznej. Instytut Onkologii w Gliwicach dostał też zgodę ministra zdrowia na przeszczepianie twarzy.

Moi pacjenci nie mieli nic do stracenia. I wie pani, co mi ostatnio powiedział Grzegorz? Rzekł: To jest już moja twarz