Wojewódzki Szpital Specjalistyczny w Częstochowie w niczym nie przypomina tych nowoczesnych klinik, jakie znamy z seriali. Chyba że mówimy o filmach z lat 70. czy 80. ubiegłego wieku. Mimo że nosi imię Najświętszej Maryi Panny, próżno tu szukać jakichkolwiek oznak bogactwa z pobliskiej Jasnej Góry. Przeciwnie: dwa położone w różnych punktach miasta obiekty – Parkitka i Tysiąclecie – to typowe siermiężne molochy, które straszą starą zardzewiałą wiatą dla karetek, linoleum na podłodze, smrodem lizolu na oddziałach i dziurami w budżecie.
Tymczasem bilans zaczyna się poprawiać, a placówka powoli staje na nogi – solidarnie zapewniają dyrekcja i prowadzący szpital urząd marszałkowski. Słowo "bilans" padnie w tym tekście jeszcze kilka razy, a owo "stawanie na nogi" też jest pod znakiem zapytania. Bo wbrew temu, co w duszy księgowych gra, atmosfera w szpitalu grobowa. Niedługo placówka (jeden z 11 strategicznych na Śląsku i główny punkt zabezpieczający pomoc medyczną dla północnej części województwa) może zostać zamknięta.
Zapaść medyczna
– – mówi Mariusz Kleszczewski, wicemarszałek województwa śląskiego.
I właśnie przed takim problem szpital dziś stoi. 26 września 140 lekarzy różnych specjalności wypowiedziało umowy o pracę. Okres wypowiedzeń upływa z dniem 31 grudnia. To nie wszystko. Z końcem listopada oraz 17 grudnia rezygnację mają złożyć także ci, których obowiązuje – odpowiednio – miesięczny i 14-dniowy okres wypowiedzenia. Odjedzie być może 170 z liczącego 284 osoby personelu medycznego (bez rezydentów i stażystów).
Dyrekcja dostała ultimatum: wycofanie wypowiedzeń będzie możliwe po spełnieniu postulatów lekarzy. Nie mają żądań płacowych, a oficjalnym powodem jest „postępująca zapaść medyczna szpitala”. Winę za ten stan rzeczy ponoszą według nich wicedyrektorzy: ds. medycznych i ekonomicznych, dlatego lekarze domagają się ich dymisji. Po raz pierwszy w tej historii pojawiają się oskarżenia o szantaż. Tak dyrekcja traktuje zachowanie lekarzy.
Tymczasem urząd marszałkowski przedstawia dane, z których wynika, że w ubiegłym roku szpital wydał na leki 24,8 mln zł. To najwięcej spośród sześciu największych śląskich szpitali o podobnej wielkości i strukturze. Więcej na ten cel przeznacza się tylko w Katowicach (ponad 25 mln zł) oraz w Chorzowie (34 mln zł). Marszałek zbija też argumenty niedostatecznego dostępu do badań. Z danych przedstawiających zużycie odczynników do badań i materiałów diagnostycznych wynika, że w Bytomiu rocznie wydaje się na ten cel 1,3 mln zł, w Sosnowcu 1,5 mln zł, a w Częstochowie... 5 mln zł! O co więc chodzi?
– – to zdanie jak mantra powtarzają wszyscy lekarze. W skład grupy negocjacyjnej wchodzi pięcioro reprezentujących tzw. porozumienie. Czym jest porozumienie, trudno jednoznacznie powiedzieć. Nie jest związkiem, oficjalnym ciałem ani spółką. Jest niewątpliwie grupą interesu, choć są wątpliwości, czy interesu całego zespołu lekarskiego. W jego skład wchodzi 182 medyków, którzy podpisali owo porozumienie 30 marca 2012 r.
Stowarzyszenie wspólnych interesów
Dokument był tajny, jego treść wyciekła dopiero przed tygodniem. Umowa miała zabezpieczać interesy sygnatariuszy na wypadek przekształcenia szpitala w spółkę prawa handlowego lub przed jakimikolwiek innymi zmianami formy prawnej lecznicy. Gdyby warunki pracy bądź płacy okazały się mniej korzystne, członkowie porozumienia zobowiązywali się do rozwiązania umowy o pracę i odmowy przyjęcia nowych warunków. Lekarze mieli solidarnie domagać się zatrudnienia na takich samych zasadach, dziesięcioletniej gwarancji zatrudnienia, waloryzacji wynagrodzeń co najmniej raz w roku, podwyższenia (tylko lekarzom objętych porozumieniem) wysokości wynagrodzenia zasadniczego o 10 proc. Każdy z tych, którzy podpisali dokument, ma zakaz prowadzenia jakichkolwiek indywidualnych rozmów z pracodawcą bez udziału komitetu negocjacyjnego. Porozumienie zawarto na 10 lat i, jak określono w umowie, jest ono „nierozwiązywalne”. W przypadku naruszenia któregokolwiek punktu umowy lekarz zobowiązany jest zapłacić 100 tys. zł kary umownej (w takim wypadku pieniądze mają być równo podzielone pomiędzy pozostałych sygnatariuszy). Taka sama kara grozi osobie, która ujawniła treść dokumentu, bo zgodnie z jego zapisami powinna ona zostać tajna przez 10 lat od wygaśnięcia porozumienia.
–– mówi Małgorzata Ochęduszko-Ludwik, przewodnicząca komisji społecznej i ochrony zdrowia sejmiku województwa. Powstaje też wątpliwość, jak takie porozumienie ma się do przepisów kodeksu pracy, ustawy o związkach zawodowych czy o sporach zbiorowych. – – mówi mec. Andrzej Michałowski. – – dodaje prawnik, który przeanalizował dla nas treść dokumentu.
Podobnie uważa dr Marcin Wojewódka, specjalizujący się w prawie pracy. – – uważa prawnik. Mecenas Michałowski dodaje, że dokument zawiera kilka wątpliwych zapisów, np. przewiduje udzielenie grupie osób nieodwołalnego pełnomocnictwa do negocjacji warunków zatrudnienia. – – zauważa prawnik.
Podobnie jest z zapisem dotyczącym kar umownych. Zdaniem mec. Michałowskiego można zastrzec w umowie zapłatę określonej sumy, ale musi to dotyczyć naprawienia szkody wywołanej zobowiązaniem niepieniężnym. A o jakiej szkodzie majątkowej będzie można mówić w wypadku niewykonania porozumienia przez jednostkowego sygnatariusza? Dodatkowo trzeba wykazać winę i związek przyczynowy. –– przestrzega adwokat, a dr Wojewódka dodaje, że zapisy dotyczące kar nasuwają wręcz skojarzenia z zależnościami mafijnymi.
Grupa trzymająca wiedzę
Każdy z lekarzy wypełniał też in blanco pełnomocnictwo do złożenia przez komitet negocjacyjny w jego imieniu wypowiedzenia z pracy. Dlatego 26 września w sekretariacie dyrektora naczelnego Jarosława Madowicza nie ma tłumów – 140 wypowiedzeń przynoszą przedstawiciele porozumienia.
– – zapewnia dyrektor placówki Jarosław Madowicz. Medycy nie skorzystali jednak z propozycji dyrekcji.
– – mówi Grażyna Cebula-Kubat, jedna z przedstawicielek porozumienia. Oprócz niej spotykam się jeszcze z Elżbietą Foremną i Piotrem Przechem. Paweł Zejler i Grzegorz Zieliński, którzy dopełniają skład komitetu negocjacyjnego, właśnie zeszli z dyżurów. Normalnie to ta piątka reprezentuje protestujących lekarzy. W świetle ostatnich wydarzeń stali się grupą trzymającą władzę, przynajmniej w szpitalu na Parkitce.
– – protestuje Elżbieta Foremna. Na temat uchybień i nieprawidłowości w działaniu szpitala. Wyliczają:
– – wylicza dr Przech;
– – dodaje lekarz;
– – dorzuca Grażyna Cebula-Kubat.
Ich zdaniem optymalizacja kosztów odbija się na pacjentach. Lekarze – jak twierdzą – domagają się po prostu normalności. – – akcentuje Cebula-Kubat.
Na dyżurze się zarabia
Lekarze w Częstochowie nie zarabiają źle – po kilkanaście tysięcy złotych miesięcznie. Sami to zresztą przyznają, bo wywalczyli sobie podwyżki w 2007 r. Wtedy także złożyli wypowiedzenia, doszło nawet do ewakuacji szpitala. Wszystko odbywało się w okresie kampanii wyborczej, więc akcja była niejako skazana na powodzenie. Jednak wysokie wynagrodzenia lekarzy to nie zasługa szpitalnych etatów.
– – wyjaśnia dyr. Madowicz. Dwie największe to NZOZ Parkitka i NZOZ AnesTeam, które zapewniają obsadę 90 proc. dyżurów w częstochowskim szpitalu.
W ubiegłym roku szpital wypłacił NZOZ Parkitce 13,6 mln zł, i prawie 11 mln zł w czasie pierwszych trzech kwartałów. AneasTeamowi szpital wypłacił odpowiednio 2,6 i ponad 2 mln zł. W zarządzie Parkitki zasiadają Grażyna Cebula-Kubat i Piotr Przech, w zarządzie AnesTeamu jest m.in. Elżbieta Foremna. Wszyscy należą do grupy negocjacyjnej porozumienia. Co więcej, na 140 lekarzy, którzy już złożyli wypowiedzenia, 93 osoby to udziałowcy tych spółek.
– – tłumaczy wicedyrektor ds. lecznictwa Bronisław Morawiecki, którego dymisji domagają się medycy. Jeśli konkurs rozpisywany był na kilka oddziałów, to wiadomo, że np. lekarz ginekolog nie stanie do konkursu na obsadzenie dyżurów na ginekologii, kardiologii i chirurgii, a spółka, która ma lekarzy wszystkich tych specjalności, już tak.
– – dodaje Morawiecki. Według obecnych władz szpitala poprzedni dyrektor był marionetką w rękach spółek zapewniających dyżury, które poprzez swoją monopolistyczną pozycję miały wpływ na funkcjonowanie placówki. Nie mają też wątpliwości, że zamach na istniejący układ jest prawdziwym powodem postępowania lekarzy.
– – wymienia dyrektor Madowicz. – – pyta Jarosław Madowicz. Sugeruje tym samym, że sedno sprawy nie tkwi w trosce o dobro pacjentów i warunki pracy, a protestującymi kieruje troska o własne interesy.
Zarzuty dyrekcji grupa negocjacyjna kwituje krótko. – – oburzają się przedstawiciele grupy negocjacyjnej. – przypomina Grażyna Cebula-Kubat z NZOZ Parkitka. – – ironizuje Cebula-Kubat.
Lekarz za lekarzem murem
Po tym jak członkowie porozumienia złożyli wypowiedzenia, dyrektor zamierzał zatrudnić specjalistów na ich miejsce. To nie spodobało się samorządowi lekarskiemu. Śląska Izba Lekarska odmówiła zamieszczenia na swoich stronach ogłoszenia o pracę, jakie chciała dać dyrekcja. Co więcej, władze częstochowskiej izby, a potem Naczelnej Izby Lekarskiej nie tylko poparły zachowanie lekarzy, którzy złożyli wypowiedzenia, ale uznały, że podejmowanie pracy w ich miejsce będzie niezgodne z zasadami etyki lekarskiej. – czytamy w komunikacie NIL. Zaniepokojenie takimi sformułowaniami wyraziła Krystyna Kozłowska, rzecznik praw pacjenta, która zażądała wyjaśnień od prezesa NIL Macieja Hamankiewicza i zapowiedziała monitorowanie wydarzeń w szpitalu w Częstochowie.
– – oburza się Małgorzata Ochęduszko-Ludwik. – – krytykuje dyr. Madowicz.
Prezes NIL jest innego zdania. Dla niego zachowanie częstochowskich lekarzy jest wyrazem troski o pacjenta i potwierdzeniem wysokich standardów etycznych. – – zaznacza prezes Hamankiewicz. – – dodaje Maciej Hamankiewicz.
Jednak warunki, w jakich pracują częstochowscy medycy, nie są czymś wyjątkowym, to brutalna rzeczywistość wielu polskich placówek. – – dodaje.
Na razie jednak dyrektor szpitala Jarosław Madowicz składa do prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa polegającego na prowadzeniu akcji protestacyjnej wbrew przepisom ustawy o rozwiązywaniu sporów zbiorowych. Akcja ta, jego zdaniem, może w konsekwencji narazić zdrowie i życie pacjentów szpitala.
– – zapewnia Elżbieta Foremna. Piotr Przech dodaje: –
Nikt nie jest bez winy
Czas biegnie, a rozwiązania sporu nie widać. Zdaniem przewodniczącej komisji zdrowia sejmiku obie strony się usztywniły w swoich stanowiskach i nie popuściły ani na milimetr.
– – diagnozuje Małgorzata Ochęduszko-Ludwik i zapowiada, że w takim przypadku osobiście złoży doniesienie do prokuratury: zarówno przeciwko lekarzom za naruszenie życia i zdrowia pacjentów, jak i przeciwko dyrektorowi za bezczynność, a przynajmniej brak woli porozumienia. – – krytykuje radna.
Tymczasem szpital pustoszeje. Pustym już o tej porze korytarzem matka pcha może ośmioletniego chłopca na wózku inwalidzkim. Dziecko trzyma przy nosie zakrwawioną chusteczkę. Dopiero teraz można dostrzec, że w tym szpitalu są jeszcze pacjenci. Dochodzi godz. 15. Dyrekcja idzie do domu, powoli rozpoczynają się dyżury.