Budzisz się rano, jeszcze świta. Zrywasz się z łóżka i zaczynasz gorączkowo szykować się do pracy. Stop! A może wykończony koszmarnym dniem jeszcze przeglądasz dokumenty przed snem i zirytowany odpowiadasz na służbowe maile. Stop! Właśnie wpędzasz się w zawał.

Reklama

Zdrowie Dziennik.pl na Facebooku: polub i bądź na bieżąco >>>

Amerykańscy naukowcy odkryli słabe punkty mechanizmu, który chroni serce przed zaburzeniami prowadzącymi prostą ścieżką do zawału. Chodzi o wpływ konkretnych protein na ten ważny mięsień. Białko Klf15 w zależności od pory na zegarze biologicznym człowieka mniej lub bardziej stabilizuje pracę serca.

Poziom tej substancji zmienia się w ciągu dnia i jak wynika z badań opublikowanych w magazynie „Nature”, przez te wahnięcia jesteśmy najbardziej narażeni na zawał serca wcześnie rano i późnym wieczorem. Wtedy lepiej nie fundować sobie stresu.

Jak wyjaśnia profesor Darwin Jeyaraj z Case Western Reserve University School of Medicine, współautor badań, jego zespołowi udało się wyjaśnić przyczynę elektrycznych zaburzeń w pracy serca, skutkujących arytmią i w niektórych przypadkach zawałem. Przyczyn – zdaniem amerykańskich uczonych – należy szukać właśnie w zmianach poziomu białka Klf15.

Badania, które tłumaczą wzrost ryzyka wystąpienia zawału rano i wieczorem zostały co prawda przeprowadzone na myszach, ale zdaniem uczonych niepokojąco pokrywają się ze statystykami dotyczącymi zawałów wśród ludzi.

Lekarze od dawna obserwują zależność, według której problemy z sercem bardzo często pojawiają się nad ranem. Szczególnie w poniedziałki, gdy na samą myśl o pracy można poczuć się gorzej.