Centrum Systemów Informacyjnych Ochrony Zdrowia miało przygotować informatyczną rewolucję w administrowaniu służbą zdrowia. „DGP” dotarł do kolejnych informacji, które wskazują, że projekt skończy się wielką klapą. Ostatnia, wciąż trwająca kontrola – tym razem prowadzona przez Władzę Wdrażającą Programy Europejskie – wykazała nieprawidłowości i opóźnienia w realizacji projektu. Chodzi o platformę gromadzącą dane medyczne, finansowaną z funduszy unijnych.

Reklama

Po tym, jak miesiąc temu ujawniliśmy bardzo krytyczny wobec CSIOZ raport NIK, wyjaśnień od Ministerstwa Rozwoju Regionalnego zażądała Komisja Europejska. Resort wezwał na dywanik szefa CSIOZ. Leszek Sikorski musiał się tłumaczyć z nieprawidłowości, a tych jest wiele.

Przetargi z wolnej ręki

Podczas ostatniej kontroli przeprowadzonej przez NIK kontrolerzy wytykali CSIOZ opóźnienia (do 2008 roku miała powstać możliwość internetowego umawiania wizyt, system taki nie powstał w ogóle), nieprawidłowości przy przetargach (konflikt interesów, umowy z wolnej ręki, które powinny być prowadzone w ramach konkursów), brak pracowników merytorycznych, którzy by mogli monitorować projekt informatyczny.

Jak się teraz okazuje, nieprawidłowości w przetargach potwierdzają także dokumenty z Urzędu Zamówień Publicznych. W ostatnim raporcie UZP, do którego dotarliśmy, urząd zarzuca, że CSIOZ w ogóle nie miał prawa w przypadku zamówienia na 327 tys. z firmą doradczą Milstar dokonywać zamówień z wolnej ręki. – Zgodnie z ustawą zamawiający powinien był zastosować konkurencyjny tryb przetargu – napisali autorzy kontroli z UZP.

Fałszowanie podpisów

Urzędnicy odrzucili obszerne wyjaśnienia dyrektora CSIOZ Leszka Sikorskiego, w których się tłumaczył, że cena nie wymagała zamówienia konkurencyjnego. Urząd zamówił biegłego, który potwierdził, że CSIOZ nieprawidłowo ogłaszał te zamówienia.

Kontrakt z Milstar to niejedyny kontrakt, który został podważony. Z kontroli Ministerstwa Zdrowia wynikało bowiem, że CSIOZ zawarł 20 umów na ekspertyzy za blisko 900 tys. złotych i przy żadnym nie prowadził postępowania o udzielenie zamówienia publicznego. Jak stwierdzili kontrolerzy – ceny były specjalnie zaniżane, aby CSIOZ mógł ominąć ustawę Prawo o zamówieniach publicznych.



Ponadto dyrektor Sikorski nie przedstawił żadnych kalkulacji odnośnie do trybu i zasad, według których szacowano owe ceny. Kiedy dyrektor Sikorski próbował wyjaśnić zarzuty stawiane przez resort zdrowia – jak zarzuca mu jeden pracownik – posunął się do fałszerstwa. Miał rzekomo sfabrykować podpis jednego z pracowników, mający poświadczyć wycenę jednego z projektów. Pracownik ten zaprzecza. Kilka tygodni temu złożył w tej sprawie doniesienie do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez swojego przełożonego.

Bezczyność resortu

Do Ministerstwa Zdrowia nieustannie napływają nowe informacje o dramatycznej sytuacji w CSIOZ – z jednej strony skarżą się pracownicy Centrum, z drugiej resort dostaje kolejne, druzgocące wyniki przeprowadzanych kontroli. Jednak resort do tej pory nie podjął żadnych kroków, by ratować sytuację. Ministerstwo wie, że siedzi na tykającej bombie i będzie się musiało tłumaczyć, co się stało z projektem za blisko miliard złotych. Ale nic nie robi. Jedynym, kto mógłby zareagować, jest nowy minister. Ma jeszcze szansę – mówi jeden z byłych pracowników.

Pytaliśmy wielokrotnie resort zdrowia, dlaczego nie reaguje. Dostaliśmy odpowiedź, że sprawa jest tak skomplikowana, iż trzeba – „przeprowadzić dodatkowe konsultacje”.