Kontrakty ze szpitalami i z poradniami NFZ podpisze w samej końcówce roku. Za część świadczeń pacjenci powinni płacić. A NFZ nie jest gotowy na wejście ustawy refundacyjnej – mówi „DGP” Jacek Paszkiewicz, prezes Narodowego Funduszu Zdrowia.
Reklama
Winą za bałagan obciąża Ewę Kopacz, byłą minister zdrowia, a obecną marszałek Sejmu. Opuszczając resort, zapewniała ona, że zostawia szuflady pełne projektów ustaw. Ale zanim jej następca się nimi zajmie, musi zrobić porządek z tymi, które już istnieją.
– Trzeba uporządkować wykazy świadczeń udzielanych bezpłatnie pacjentom. Stanowią one podstawę kontraktowania usług medycznych na 2012 rok, a są dopiero nowelizowane – alarmuje Paszkiewicz. W efekcie zaniedbań resortu zdrowia fundusz podpisze umowy ze świadczeniodawcami w ostatnim z możliwych terminów.
Błędem było też wpisanie do koszyka wszystkich świadczeń. – Część z nich trzeba usunąć. Inaczej projekt ustawy o dodatkowych ubezpieczeniach zdrowotnych okaże się fiaskiem – twierdzi. Nowy minister będzie musiał też zdecydować, czy nie przełożyć daty wejścia w życie ustawy refundacyjnej, która ma zacząć obowiązywać 1 stycznia. Ani fundusz, ani lekarze i aptekarze nie są na to gotowi.
Zgodnie z ustawą NFZ ma wiedzieć o sprzedaży każdego leku, przetwarzać te dane i przekazywać do resortu zdrowia. To oznacza konieczność zatrudnienia kolejnych 100 osób i zakupu nowego oprogramowania. Żeby system zaczął działać, potrzeba dwóch lat.
Reklama