Dziennik Gazeta Prawana logo

"Opalenizna nie jest pocałunkiem słońca. To sygnał alarmowy" [ROZMOWA]

opalenizna
Opalenizna - zdrowie, czy kłopot?/Shutterstock
Oparzenie słoneczne nie jest normalnym elementem wakacji. To biologiczny sygnał, że skóra przekroczyła granicę bezpieczeństwa. Rumień, który widzimy w lustrze, jest jedynie czubkiem góry lodowej. Pod powierzchnią toczy się intensywny proces zapalny - mówi dziennik.pl dr Agnes Frankel, specjalistka medycyny przeciwstarzeniowej, promująca holistyczne podejście anti-aging.

Wakacje, słońce, morze lub jezioro. Wiele osób lubi wylegiwać się na słońcu. Ale czy można się bezkarnie opalać?

Opalać się dla witaminy D?

Wystawiać się na słońce, czy nie? Wszyscy już wiedzą, że słońce to witamina D.

To jedno z tych zdań, które powtarzamy tak często, że przestaliśmy zastanawiać się, czy jest prawdziwe. W gabinecie regularnie słyszę od pacjentek: „Pani doktor, przecież muszę się opalać dla witaminy D”. Tymczasem współczesna dermatologia patrzy na ten temat zupełnie inaczej. Promieniowanie UVB rzeczywiście bierze udział w syntezie witaminy D w skórze. Problem polega na tym, że ta sama energia słoneczna, która uruchamia produkcję witaminy D, jednocześnie uszkadza DNA komórek skóry. Dlatego American Academy of Dermatology podkreśla, że nie zaleca celowego opalania jako metody zapobiegania lub leczenia niedoboru witaminy D. Współczesne rekomendacje wskazują raczej na diagnostykę i suplementację niż na niekontrolowaną ekspozycję na słońce.

Co ciekawe, nawet w Australii – kraju kojarzonym ze słońcem przez cały rok – niedobory witaminy D nadal są częstym problemem zdrowotnym. To pokazuje, że poziom witaminy D zależy od wielu czynników: wieku, fototypu skóry, masy ciała, gospodarki hormonalnej, stylu życia czy genetyki. To nie jest proste równanie: więcej słońca = więcej zdrowia. Słońce jest człowiekowi potrzebne. Reguluje rytm dobowy, wpływa na nastrój, jakość snu i funkcjonowanie organizmu. Ale opalanie nie jest terapią witaminą D. To ogromna różnica.

Promieniowanie UVB działa jak grad uderzający w dach domu

Co powoduje nadmierna ekspozycja na UVA i UVB?

Większość osób myśli o oparzeniu słonecznym jak o problemie estetycznym. Tymczasem dla dermatologa jest ono sygnałem alarmowym. To informacja, że komórki skóry doznały uszkodzenia. Promieniowanie UVB działa jak grad uderzający w dach domu – powoduje bezpośrednie uszkodzenia i wywołuje rumień. Promieniowanie UVA jest znacznie bardziej podstępne. Przypomina raczej powolną korozję konstrukcji budynku. Nie widzimy jej od razu. Nie boli. Nie piecze. Ale dzień po dniu niszczy włókna kolagenowe, elastynę i struktury odpowiedzialne za jędrność skóry. To właśnie dlatego wiele kobiet mówi: "Pani doktor, mam 50 lat, ale czuję, że w ciągu ostatnich dwóch lat nagle się postarzałam". Najczęściej nie jest to efekt dwóch lat. To efekt trzydziestu lat wakacji zapisanych w kolagenie. W dermatologii istnieje nawet określenie "fotostarzenie" - starzenie wywołane światłem. Badania pokazują, że nawet około 80% widocznych oznak starzenia twarzy może wynikać z przewlekłej ekspozycji na promieniowanie UV. Zmarszczki są więc często bardziej historią naszego życia na słońcu niż metryki.

Opalenizna to sygnał alarmowy

Jedni opalają się szybko na piękny brązowy kolor, inni mają "uczulenie" na słońce. Od czego to zależy?

To trochę tak, jakbyśmy porównali dwa różne typy samochodów jadących przez ten sam teren. Jeden ma mocniejsze zawieszenie. Drugi - bardziej delikatne. Oba pokonują tę samą drogę, ale reagują zupełnie inaczej. Podobnie jest ze skórą. O tym, jak reagujemy na słońce, decydują przede wszystkim geny, fototyp skóry, ilość melaniny oraz funkcjonowanie układu immunologicznego. Melanina jest naturalnym filtrem przeciwsłonecznym, który stworzyła sama natura. Nie oznacza to jednak pełnej ochrony. Pacjentki często mówią: "Ja się nie spalę, tylko opalam". To nie zawsze dobra wiadomość. Warto pamiętać, że opalenizna sama w sobie nie jest oznaką zdrowia. Jest oznaką obrony. Kiedy skóra zaczyna się opalać, nie mówi: "jak wspaniale, dostałam trochę słońca”. Mówi raczej: "zauważyłam zagrożenie i uruchamiam system ochronny". Produkcja melaniny jest reakcją obronną organizmu na uszkodzenie wywołane promieniowaniem UV. Można więc powiedzieć, że opalenizna jest biologicznym śladem walki, jaką skóra stoczyła ze słońcem. Lubię mówić pacjentkom, że opalenizna nie jest medalem za zdrowie. Jest raportem z pola bitwy. A jeszcze mocniej - opalenizna nie jest pocałunkiem słońca. To sygnał alarmowy zapisany w melaninie. Skóra nie opala się dlatego, że jest szczęśliwa. Opala się dlatego, że próbuje przetrwać. Mam pacjentkę, która wracała z każdego urlopu z wysypką na dekolcie. Była przekonana, że jest uczulona na słońce. Po dokładnej analizie okazało się, że problemem była uszkodzona bariera naskórkowa, przewlekły stan zapalny skóry oraz niewłaściwa pielęgnacja. Kiedy odbudowaliśmy odporność skóry, problem niemal całkowicie ustąpił.

Skóra broni się przed słońcem

Czy zdrowa skóra broni się przed uszkodzeniami wywołanymi przez światło?

Tak. I robi to każdego dnia. Gdyby nie te mechanizmy, nie moglibyśmy funkcjonować nawet przez kilka godzin na świeżym powietrzu. Skóra posiada własny system antyoksydacyjny, produkuje melaninę, aktywuje enzymy naprawiające DNA i nieustannie neutralizuje wolne rodniki. Lubię porównywać ją do miasta. W ciągu dnia dochodzi do drobnych uszkodzeń. Nocą wyjeżdżają ekipy remontowe. Naprawiają drogi. Łatają dziury. Odbudowują infrastrukturę. Problem pojawia się wtedy, gdy szkód jest więcej niż możliwości naprawczych. Po czterdziestym roku życia liczba „ekip remontowych” zaczyna się zmniejszać. Spada produkcja kolagenu. Zmienia się gospodarka hormonalna. Fibroblasty pracują wolniej. Dlatego dwie osoby mogą spędzić tyle samo czasu na słońcu, a po dekadzie wyglądać zupełnie inaczej. Nie tylko dlatego, ile było słońca. Ale dlatego, w jakiej kondycji była sama skóra.

Frankel
dr Agnes Frankel

Stosowanie kremów z wysokim filtrem wystarczy, by się ochronić?

Nie. To trochę tak, jakby założyć pas bezpieczeństwa i uznać, że od tej chwili możemy jeździć dowolnie szybko. SPF jest ważny. Bardzo ważny. Ale jest tylko jednym elementem strategii. W rzeczywistości większość osób nakłada zbyt małą ilość produktu, zapomina o reaplikacji lub nie zwraca uwagi na ochronę przed UVA. Fotoprotekcja XXI wieku nie polega na samym SPF. To cały system ochronny. Kapelusz, okulary, unikanie największego nasłonecznienia, antyoksydanty, zdrowa bariera naskórkowa, odpowiednia regeneracja. Dopiero wszystkie te elementy razem tworzą prawdziwą ochronę. Pacjentki często pytają mnie: "Jaki jest najlepszy krem z filtrem?". A ja odpowiadam, że najlepszy filtr przeciwsłoneczny to ten, który jest częścią całej strategii dbania o skórę, a nie jedynym planem działania.

Jak mądrze przygotować skórę na spotkanie ze słońcem?

Większość osób przypomina sobie o skórze dzień przed wyjazdem. Tymczasem skóra do wakacji przygotowuje się miesiącami. Najlepsze efekty osiągamy wtedy, gdy przed sezonem letnim odbudujemy barierę hydrolipidową, zadbamy o odpowiednią pielęgnację, nawodnienie i ochronę antyoksydacyjną. To trochę jak przygotowanie sportowca do maratonu. Nikt nie buduje formy dzień przed startem. Coraz więcej mówi się również o tzw. fotoprotekcji od wewnątrz. Nie zastępuje ona filtrów przeciwsłonecznych, ale może wspierać naturalne mechanizmy obronne skóry. W badaniach analizowane są między innymi karotenoidy, polifenole czy ekstrakt z paproci Polypodium leucotomos. W swojej praktyce często obserwuję, że najlepiej lato znoszą nie osoby, które panicznie unikają słońca, ale te, które mają zdrową, dobrze odżywioną i dobrze funkcjonującą skórę. Najważniejsze pozostaje bowiem zdrowie samej skóry. Bo zdrowa skóra lepiej znosi kontakt ze słońcem niż skóra przewlekle przeciążona stanem zapalnym.

Poparzenie słońcem - poważna sprawa

Co robić, gdy słońce opali nas "za bardzo"?

Po pierwsze - potraktować to poważnie. Oparzenie słoneczne nie jest normalnym elementem wakacji. To biologiczny sygnał, że skóra przekroczyła granicę bezpieczeństwa. Rumień, który widzimy w lustrze, jest jedynie czubkiem góry lodowej. Pod powierzchnią toczy się intensywny proces zapalny. Należy schłodzić skórę, zadbać o nawodnienie, odbudowę bariery naskórkowej i bezwzględnie unikać dalszej ekspozycji. Ale warto pamiętać jeszcze o czymś. Skóra ma pamięć. Nie pamięta naszego pierwszego pocałunku ani wakacji nad morzem. Pamięta za to każde ciężkie oparzenie słoneczne. Każde nadmierne uszkodzenie DNA. Każdy moment, kiedy zabrakło ochrony. I właśnie dlatego największym problemem nie jest samo słońce. Problemem jest brak strategii. Bo słońce było z nami od początku istnienia człowieka. Natomiast współczesna, zdrowa i długo młoda skóra wymaga świadomego zarządzania tym, jak z niego korzystamy.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Beata Zatońska
Beata Zatońska

Beata Zatońska, dziennikarka, autorka książek, miłośniczka i znawczyni Włoch oraz filmoznawczyni. Współautorka bloga italianki.pl oraz m.in. książki "Zmontowani". W Dziennik.pl zajmuje się tematyką show-biznesową oraz lifestylową.

Zobacz wszystkie artykuły tego autora"Opalenizna nie jest pocałunkiem słońca. To sygnał alarmowy" [ROZMOWA] »
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj