Urynoterapia to kontrowersyjna terapia, która zakłada stosowanie moczu zewnętrzne i wewnętrzne. W pierwszym przypadku są to okłady, płukanki, irygacje albo wykorzystywanie moczu do nacierania skóry. W drugim – picie lub wstrzykiwanie moczu. Po co stosuje się mocz? Według zwolenników urynoterapii moczem można leczyć stany zapalne skóry, infekcje, a nawet nowotwory. Mocz zawiera bowiem witaminy i mikroelementy, a nawet przeciwciała produkowane przez organizm w celu zwalczenia choroby, którą właśnie przechodzi. Do tego jest płynem sterylnym.

Ostatnio dużo się mówi o stosowaniu moczu jako kosmetyku odmładzającego. Zawiera bowiem mocznik, który – otrzymywany syntetycznie – stanowi cenny składnik kosmetyków nawilżających do ciała. Stąd zwolennicy urynoterapii dodają mocz do toniku do twarzy i przemywają nim skórę, by stała się jędrniejsza albo dolewają do szamponu, by włosy zyskały blask. Okłady z moczu stosowane są też na trądzik, zmiany grzybicze, rozstępy i blizny.

Od lat zaś młode mamy słyszą o babcinej metodzie leczenia pleśniawek u niemowlaków – pocieraniu ich wacikami nasączonymi moczem dziecka. Dorośli zaś płukankami z moczu leczą zapalenie gardła lub zapobiegają paradontozie.

Podobno najbardziej wartościowy jest świeży poranny mocz – trzeba wypić jego szklankę, by odczuć terapeutyczny wpływ. Można go także rozcieńczyć wodą lub sokiem. Niektórzy stosują post – głodówkę z wykorzystaniem wyłącznie moczu oraz wody. To tzw. post urynowy. Trwa ona kilka dni,a niekiedy tygodni.

Przeciwnicy urynoterapii zauważają, że picie moczu jest nie tylko obrzydliwe, ale również niebezpieczne dla zdrowia. Mocz przecież jest produktem przemiany materii, a więc zawiera składniki odrzucone przez organizm - po co je ponownie przyswajać. Według przeciwników urynoterapii mocz poza pęcherzem moczowym przestaje być sterylny i może zawierać groźne bakterie. Poza tym wcale nie jest wartościowym płynem, skoro 95 proc. to po prostu woda, zaś 2,5 proc. azotowe produkty przemiany materii (mocznik), a pozostałe substancje to sole mineralne, barwniki, aminokwasy, glukoza.

Po co więc pić mocz, skoro nie ma dowodów na to, że działa, za to jest zagrożenie, że zaszkodzi? Zwłaszcza że na schorzenia, które rzekomo leczy mocz, są leki o potwierdzonym działaniu.