W niektórych dziedzinach kolejki są krótsze, ale nieznacznie. Spadek co najmniej o 5 tys. osób w skali kraju odnotowano tylko w trzech rodzajach poradni: stomatologicznej (15 tys.), ginekologicznej (8 tys.) i rehabilitacyjnej (7 tys.). "Obserwowane spadki nie przełożyły się na skrócenie czasu oczekiwania" – czytamy w analizie na łamach "Gazety Wyborczej". Do dentysty i lekarza rehabilitacji wciąż czeka ponad 115 tys. pacjentów.

Przeważnie jednak liczba chorych w kolejkach rosła. Między innymi na wizytę u neurologa w grudniu 2015 r. czekało niecałe 125 tys. osób. W grudniu 2016 – już prawie 138 tys. Czas oczekiwania wydłużył się z 36 do 43 dni. Z 39 do 47 dni wydłużyło się czekanie na endoskopię – pacjentów tych przybyło z 82 do 98 tys. A dzieci czekających na wizytę u ortodonty – z 46 do 50 tys.

Pogarsza się dostęp do tomografii komputerowej. W grudniu 2015 r. czekało 154 tys. pacjentów; rok później – 178 tys. Jeszcze bardziej do rezonansu magnetycznego: z 292 tys. pacjentów w kolejce do 330 tys. Średni czas oczekiwania na rezonans wydłużył się do 193 dni.

Liczba czekających na rehabilitację urosła prawie o 80 tys. osób. Przekracza już milion. Czas oczekiwania dłuższy – z 95 do 113 dni. Najgorzej jest na Śląsku. W Centrum Rehabilitacji w Ustroniu pierwszy wolny termin to luty 2027 r.

Co na to resort zdrowia? Minister Konstanty Radziwiłł ostatnio kilka razy publicznie zapewniał, że niektóre kolejki właśnie znikają, bo NFZ wprowadził w tym roku kompleksowe świadczenia w kardiologii i ortopedii. Biuro prasowe ministerstwa przyznaje jednak, że nie ma na razie dowodów na potwierdzenie tych słów.

Sposobem na kolejki, przynajmniej do specjalistów i na rehabilitację, ma być zdaniem Radziwiłła wprowadzenie sieci szpitali. Po hospitalizacji szpital będzie musiał zapewnić choremu opiekę specjalisty i rehabilitację. – Nie będzie się błąkał po mieście, tylko od razu szpital mu to załatwi – twierdzi minister.