PATRYK SŁOWIK: Czy Polacy potrafią pić? Z przeprowadzonych przez panią badań wynika, że nie jest z tym najlepiej.

PROF. DOMINIKA MAISON: Uważam, że jest całkiem nieźle. Przede wszystkim nie można oceniać tego, czy jest dobrze, czy nie w oderwaniu od tego, jak było kilkanaście czy kilkadziesiąt lat temu oraz bez porównania do tego, jak zachowują się ludzie w innych krajach.

I z pani obserwacji wynika, że Polacy piją odpowiedzialnie?

Na pewno jest lepiej niż było jeszcze jakiś czas temu. Spożywanie alkoholu przez Polaków zmienia się w wielu płaszczyznach. Wystarczy zresztą spojrzeć na ulice, by dostrzec, że jest znacznie mniej pijanych osób przesiadujących na ławkach przed sklepami monopolowymi i albo pijących, albo zbierających pieniądze na kolejny trunek. Zmienia się też – co nie wynika z naszych badań, ale z wielu innych przeprowadzonych już tak – to, jakie alkohole pijamy. Przerzucamy się jako społeczeństwo na lżejsze trunki.

Dla pani profesor szklanka jest do połowy pełna. Ale dla mnie do połowy pusta. Gdy analizuję wyniki badań i wynika z nich, że co czwarty Polak w wielu od 18 do 45 lat uprawiał z kimś seks, z kim by nie poszedł do łóżka, gdyby nie wpływ alkoholu, to wydaje mi się ta liczba zaskakująco duża.

A mnie to nie zaskoczyło. Proszę bowiem zwrócić uwagę, że wśród tych 25 proc. Polaków, którzy pod wpływem alkoholu wylądowali z kimś, z kim by nie chcieli, w łóżku jest wiele osób, którym się to zdarzyło tylko raz. Raz w życiu alkohol zadziałał na nich w ten sposób. Oczywiście, że lepiej by było, gdyby ten odsetek był mniejszy, ale nie demonizujmy. Większość z czytelników zapewne była na niejednej imprezie, pamięta czasy studenckie. I czy z tej perspektywy zaskakujące jest, że czasem po kilku butelkach piwa albo kieliszkach robi się coś, czego się potem żałuje?

Dla jasności: nie bronię tych zachowań. Ale to, że co czwartemu Polakowi – w tym większości tylko raz – zdarzyło się uprawiać seks pod wpływem alkoholu z osobą, z którą by tego na trzeźwo nie zrobili – nie dziwi mnie ani nadzwyczaj nie oburza.

Mnie zaś oburza, że aż 20 proc. Polaków prowadziło pod wpływem alkoholu samochód.

Przed rozpoczęciem badań wydawało mi się, że odsetek takich osób będzie wyższy.

Jeszcze wyższy?!

Tak. Tu bowiem w grę wchodzi to, o czym wspomniałam na samym początku, czyli że nie można na aktualne badania patrzeć w oderwaniu od zdarzeń historycznych. Jeszcze 20 lat temu mało kogo dziwiło, że ktoś przyjeżdża na imprezę samochodem, wypija kilka piw i tymże samochodem wraca do domu. Wydaje się, że można też było mówić o pewnym przyzwoleniu społecznym na prowadzenie po alkoholu.

To się jednak bardzo zmieniło. Zarówno policja, media jak i sami producenci alkoholu bardzo wyraźnie wskazują od kilkunastu lat, że po alkoholu nie można prowadzić auta. I ta kampania społeczna działa. Tak więc w tym przypadku mówiłabym raczej o tylko 20 proc., a nie aż 20 proc. Pamiętamy, że większości z tych osób zdarzyło się to tylko raz i że mówimy o prowadzeniu samochodu po spożyciu alkoholu, bez określania jego ilości. To mogło być jedno piwo, czyli dawka w wielu krajach dopuszczalna.

22 proc. Polaków po alkoholu wdało się w bójkę.

I to mnie bardzo zaskoczyło na minus. Sądziłam, że odsetek wskazań w tym przypadku będzie znacznie mniejszy. I to z dwóch powodów. Po pierwsze, wdanie się w bójkę wskazuje na to, że ktoś przesadził ze spożyciem alkoholu w sposób wyraźny. Szkodzi nie tylko sobie, ale i innym. Po drugie zaś, domyślam się, że kobiety rzadziej wdają się w rękoczyny. A to by oznaczało, że nawet co trzeci mężczyzna po alkoholu jest skłonny do przepychanek czy bicia się. Rzeczywiście dużo. I niepokoi fakt, że zaledwie co trzecia osoba z tych, które wdały się w bójkę, żałuje swojego zachowania.

Na podstawie szeregu pytań i odpowiedzi podzieliła pani profesor pijących na sześć różnych grup.

Tak, przeprowadziliśmy tzw. analizę segmentacyjną opartą o zaawansowane metody statystyczne, która pozwoliła nam wyodrębnić grupy o podobnym profilu zachowań. Dzięki temu, dowiedzieliśmy się nie tylko tego, jak często po alkoholu zdarzają się Polakom ryzykowne zachowania, ale możemy ustalić przyczyny tych zachowań. Te bowiem mogą być bardzo różne.

Skupmy się na kluczowych wnioskach. Patrzę na raport z badań i widzę, że 12 proc. Polaków stanowią "zatopieni" w alkoholu. Alkoholicy?

Niekoniecznie. Nasze badanie nie jest badaniem klinicznym, więc nie analizujemy tego, czy ktoś jest chory, czy nie. Ale zapewne część osób z tej grupy może mieć problem zdrowotny związany z alkoholem.

"Zatopieni" to grupa specyficzna, gdyż w zasadzie mówiąc o niej, można wyciągnąć same przykre wnioski. Pod względem demograficznym jest to segment niżej wykształconych mężczyzn, stosunkowo często bezrobotnych, raczej niezadowolonych z życia, bez większych perspektyw, z poczuciem braku wpływu na swój los.

Smutni ludzie, którzy piją na smutno.

Tak. Piją alkohol, by zabić czas i odpędzić frustrację, która ich na co dzień dopada. Jeśli założeniem przeprowadzonych badań miałoby być znalezienie sposobu na to, by motywować Polaków do odpowiedzialnego picia - z tą grupą będzie największy problem.

16 proc. Polaków nazwała pani "balującymi". Piją dużo, ale na wesoło?

"Balujący" piją najwięcej ze wszystkich grup, ale jednocześnie nie popadają w kłopoty tak często jak choćby "zatopieni". To pokazuje ważną rzecz: że ilość wypijanego alkoholu nie idzie wcale w parze z problemami. Ważniejsza jest motywacja do picia. A "balujący" to w większości ludzie zadowoleni z siebie i z życia - alkohol jest im potrzebny do tego, by się jeszcze lepiej bawić.

A może nie jest im wcale potrzebny, tylko koncerny alkoholowe kreują w swoich reklamach obraz: jest impreza, więc musi być alkohol. Robimy grilla, więc do niego niezbędne jest piwo.

Niestety reklamy odzwierciedlają, a nawet wzmacniają pewne wzorce społecznych zachowań. Takim przykładem są reklamy, które bazują na skojarzeniach dobrej zabawy i alkoholu. Moim zdaniem jest ich w Polsce zbyt dużo.. Warto by przekaz medialny był inny. Ale zakładam, że to się właśnie powoli zmienia. I temu ma służyć między innymi zlecanie badań takich jak to, o którym rozmawiamy. W interesie samych firm jest przecież promowanie odpowiedzialnego picia. Żaden przedsiębiorca nie chce być przecież kojarzony w negatywny sposób, np. z pijanymi ludźmi, robiącymi rozróby.

Ponadto, co wydaje mi się równie istotne, biznes zaczyna dostrzegać, że niektórych rzeczy nie można robić. I tak duży nacisk warto położyć pokazanie, że picie alkoholu powinno być samodzielną decyzją każdego człowieka i że można dobrze bawić się bez alkoholu. Jeszcze niedawno modne było namawianie do picia.

„Ze mną się nie napijesz?”

No właśnie. I tego typu slogany występowały też w reklamach alkoholu. Ostatnio ich jest coraz mniej. Na szczęście. To jest właśnie jeden z elementów, który jest na pozór niedostrzegalny, ale być może dzięki niemu usiądziemy do rozmowy o tym, jak piją Polacy za 5 lat – i okaże się, że jest lepiej niż dzisiaj.