Jak pisał DGP pod koniec zeszłego roku zaczęły się kłopoty ze szczepionką na gruźlicę. Producent wykrył nieprawidłowości i nie wypuścił jej na rynek. Resort zdrowia i sanepid musiał sięgnąć do rezerw.

Reklama

Po kilku nieudanych próbach wyeliminowania błędu, ostatecznie dziś Państwowy Zakład Higieny potwierdził, że firma może ruszyć z produkcją nowej partii. - Potwierdzam, szczepionka na gruźlicę produkowana przez Biomed przeszła pozytywnie teksty w laboratorium. Jest wolna od wad, co oznacza, że może zostać ponownie dopuszczona na rynek - mówi dr hab. n. med. Aleksandra Zasada z PZH, dodają, ze właśnie wyszły dokumenty w tej sprawie do producenta, dając mu tym samym zielone światło do produkcji i dostaw długo oczekiwanej szczepionki.

Aleksandra Zasada przyznaje, że sytuacja była nieco nerwowa. Wiadomo bowiem, że zapas szczepionki na gruźlicę na poziomie krajowym jest na totalnym wykończeniu. Są już miejsca w kraju, gdzie nie szczepi się noworodków. - Dlatego tak bardzo się cieszymy, że tym razem testy wypadły dobrze – dodaje.

Biomed na razie nie komentuje sprawy. Jak dowiedzieliśmy się czeka na dokumenty z PZH. Dopiero wówczas wyda oficjalne oświadczenie w sprawie.

Szczepienie przeciw gruźlicy to najbardziej "popularna szczepionka" w Polsce: otrzymuje ją niemal każdy noworodek (jeżeli nie ma przeciwskazań medycznych) jeszcze przed powrotem do domu.

System zaopatrzenia jest tak zorganizowany, że preparaty, które trafiają do szpitali, kupuje centralnie ministerstwo zdrowia. Dlaczego teraz nie może tego zrobić? W grudniu zeszłego roku pojawiło się podejrzenie, że nowa partia, którą Biomed Lublin zgodnie z umową miał przekazać ministerstwu, jest wadliwa. Dlatego firma wstrzymała jej dostawy. Firma z Lublina to jedyny dostawca bezpiecznej szczepionki. W Europie jest jeszcze jeden producent preparatu – firma z Danii. Eksperci nie zalecają jednak zamawiania stamtąd szczepionki. Jak mówią, daje ona więcej odczynów poszczepiennych.

W efekcie od początku tego roku dzieci były szczepione głównie z rezerw. Te z kolei siłą rzeczy muszą być ograniczone, m.in. ze względu na termin ważności szczepionek ale również dlatego, że zgodnie z procedurami rezerwy są robione tylko na kilka miesięcy do przodu m.in. ze względu na takie sytuacje. W połowie marca Sanepid (który odpowiada za szczepienia) szacował, że rezerwa preparatu skończy się pod koniec kwietnia, jeżeli firma nie wypuści nowej partii. Wówczas też sięgnięto po kryzysowe procedury. Przede wszystkim szpitale położnicze otrzymały polecenie, żeby szczepionkę wykorzystywać w jak najbardziej optymalny sposób: kohortowano dzieci, żeby wykorzystać wszystkie dawki preparatu. Teraz będą wskazywane punkty szczepień, do których będą kierowane dzieci po wyjściu ze szpitala, w momencie, kiedy na rynek trafi nowa partia szczepienia, po pozytywnej weryfikacji.

Być może nie będzie to duża liczba, jest bowiem szansa, że nowa szczepionka w krótkim czasie trafi na rynek. Jak dowiedział się DGP firma miała jednak dużą nadzieję na to, że wszystko zakończy się z sukcesem. Dlatego przygotowała szczepionkę nie tylko do tekstów, ale też na zapas. Chciała w ten sposób szybko dostarczyć ją na rynek.