Pocałunek od wieków kojarzy się z bliskością, namiętnością i budowaniem więzi między ludźmi. Jednak najnowsze badania naukowe wskazują, że nawet tak niewinny gest może nieść ze sobą pewne zagrożenia zdrowotne.
Do tej pory powszechnie uważano, że główną drogą przenoszenia tego typu chorób są kontakty seksualne - zwłaszcza bez zabezpieczenia.
Kampanie społeczne od lat podkreślają znaczenie stosowania prezerwatyw jako podstawowej metody ochrony. Tymczasem okazuje się, że ryzyko może pojawić się także w sytuacjach, które nie są bezpośrednio związane ze współżyciem.
Od pocałunku do rzeżączkI - czy to groźna choroba
Rzeżączka to jedna z najczęściej występujących chorób przenoszonych drogą płciową na świecie. Według szacunków Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) co roku zakaża się nią aż 78 milionów osób, z czego w samej Europie niemal pięć milionów. Chorobę wywołują bakterie Neisseria gonorrhoeae, zwane gonokokami.
Atakują one głównie błony śluzowe narządów płciowych i dróg moczowych, ale mogą również zakażać gardło, jamę ustną czy spojówki oczu. Pierwsze objawy pojawiają się zwykle już po jednym do trzech dni od zakażenia.
U mężczyzn rzeżączka najczęściej objawia się bolesnym zapaleniem cewki moczowej oraz charakterystyczną, ropną wydzieliną. U kobiet przebieg choroby bywa bardziej podstępny - infekcja może rozwijać się w drogach moczowych, a następnie rozprzestrzeniać się na inne narządy.
Choć sama choroba rzadko prowadzi do śmierci, jej powikłania mogą być bardzo poważne. Nieleczona rzeżączka może doprowadzić do zakażenia krwi, a nawet bezpłodności. Co więcej, zwiększa podatność organizmu na zakażenie wirusem HIV. Dodatkowym problemem jest rosnąca odporność gonokoków na antybiotyki, co znacząco utrudnia skuteczne leczenie.
Nowe zagrożenie dla zdrowia: rzeżączka w jamie ustnej
Szczególnie niepokojąca jest tzw. rzeżączka ustno-gardłowa. To forma choroby, która rozwija się w jamie ustnej i gardle.
W wielu przypadkach przebiega ona bezobjawowo, co oznacza, że osoba zakażona może nie mieć świadomości choroby.
Australijscy badacze przeanalizowali dane z ankiet wypełnionych przez blisko 3100 mężczyzn homoseksualnych i biseksualnych. Uczestników zapytano o ich zachowania w ostatnich trzech miesiącach, w tym o całowanie bez seksu, seks bez całowania oraz łączenie obu tych aktywności.
Wyniki były zaskakujące. Ponad sześć procent badanych miało rzeżączkę w gardle, podobny odsetek w okolicy odbytu, a niemal trzy procent w drogach moczowych. Analiza wykazała, że ryzyko zakażenia gardła było aż o 46 procent wyższe u osób, które całowały się z co najmniej czterema partnerami, nawet jeśli nie dochodziło do współżycia.
Chcesz się uchronić przed chorobą, całuj się tylko ze stałym partnerem
Oznacza to, że sam pocałunek - szczególnie częsty i z różnymi partnerami - może być istotnym czynnikiem ryzyka.
Co więcej, podobny mechanizm przenoszenia może dotyczyć także innych chorób, takich jak chlamydia czy kiła.
Pojawia się więc pytanie: jak ograniczyć ryzyko zakażenia? W przeciwieństwie do klasycznych kontaktów seksualnych, w przypadku pocałunków nie istnieje prosta i skuteczna metoda ochrony, taka jak prezerwatywa.
Niektórzy naukowcy sugerują, że pomocne mogłyby być antybakteryjne płyny do płukania ust. Jednak część ekspertów podchodzi do tego pomysłu sceptycznie. Zwracają oni uwagę, że gonokoki mogą rozprzestrzeniać się w całym organizmie, więc działanie płynu byłoby ograniczone.
Dodatkowo jego stosowanie może zaburzać naturalny mikrobiom jamy ustnej, co paradoksalnie może zwiększyć podatność na inne infekcje. W praktyce najważniejsze pozostają świadomość ryzyka, regularne badania oraz ograniczanie liczby partnerów, szczególnie w kontekście intensywnych kontaktów intymnych.