Zaznaczyła, że w Polsce leki te są finansowane jedynie bardzo ograniczonej grupie chorych z określonymi zmianami genetycznymi, choć z badań wynika, że poprawiają wyniki leczenia wszystkich pacjentów z oporną, nawrotową przewlekłą PBL.

Prof. Iwona Hus z Instytutu Hematologii i Transfuzjologii w Warszawie przypomniała, że przewlekła białaczka limfocytowa jest najczęstszą białaczką osób dorosłych. - W Polsce rocznie jest co najmniej 1600 nowych zachorowań na ten nowotwór – powiedziała. Dzieci nie chorują na PBL, najczęściej diagnozuje się ją u osób po 50.-60. roku życia.

W początkowym okresie rozwoju choroby brak jest typowych objawów, które mogłyby pomóc w jej rozpoznaniu. Dlatego PBL zostaje zwykle wykryta w podstawowym badaniu laboratoryjnym, jakim jest morfologia krwi. Diagnozuje się ją, gdy liczba jednego rodzaju białych krwinek we krwi obwodowej pacjenta jest wyższa, niż 5 tys. na mikrolitr. - Ponieważ obecnie morfologia jest często wykonywanym badaniem, 70-80 proc. przypadków przewlekłej białaczki limfocytowej jest wykrywanych we wczesnej, bezobjawowej fazie – zaznaczyła prof. Hus. Dodała, że u niektórych pacjentów liczba białych krwinek może wynosić powyżej 15 tys. na mikrolitr, a u niektórych nawet 600 tys. - W jednym i drugim przypadku u pacjenta zostanie rozpoznane PBL – wyjaśniła.

Do pierwszych objawów choroby zalicza się: powiększenie węzłów chłonnych, które utrzymuje się przez dłuższy czas, powiększenie wątroby, śledziony, nawracające zakażenia (wirusowe, bakteryjne), ponieważ PBL towarzyszy spadek odporności, może też wystąpić osłabienie i zmniejszenie tolerancji wysiłku związane z niedokrwistością, a także krwawienia.

- W praktyce nie leczymy pacjentów z PBL z nieznacznie zwiększoną liczba krwinek białych czy nieznacznie powiększonymi węzłami chłonnymi. Ogólnie jedna trzecia pacjentów z tą białaczką nigdy nie będzie wymagać leczenia, ponieważ choroba będzie mieć u nich bardzo powolny przebieg – wyjaśniła specjalistka. Co więcej, jest to choroba ludzi starszych, zatem jeśli na PBL zachoruje osoba w wieku 70. czy nawet 80. lat, to leczenie jej może być bardziej obciążające, niż sam nowotwór.

- Tylko jedna trzecia pacjentów wymaga leczenia w momencie rozpoznania, ponieważ choroba jest zaawansowana. A jedna trzecia zaczyna być leczona po różnie trwającym okresie obserwacji – po roku, dwóch, czy pięciu latach – jeżeli liczba białych krwinek zaczyna szybko rosnąć – tłumaczyła prof. Hus.

Przebieg choroby jest różny u poszczególnych pacjentów. - Aktualnie wiadomo, że pewne nieprawidłowości genetyczne wiążą się z agresywnym przebiegiem. Chodzi przede wszystkim o tzw. delecję 17p/ mutację TP53 – mówiła hematolog. Dodała, że delecja 17p występuje u ok. 7 proc. pacjentów, u których diagnozuje się PBL, ale wśród chorych z zaawansowaną, oporną postacią choroby odsetek ten rośnie i może dochodzić do 30 proc.

Jak wyjaśniła prof. Hus, u pacjentów z tymi zmianami genetycznymi nie działa standardowo stosowana immunochemioterapia (chemioterapia w skojarzeniu z przeciwciałem monoklonalnym anty CD20 – rytuksymabem). Czas przeżycia tych chorych wynosił do niedawna kilkanaście miesięcy. Przełom nastąpił w 2014 r., kiedy wprowadzono lek celowany o nazwie ibrutynib, który jest inhibitorem kinazy tyrozynowej Brutona. W kolejnych latach zarejestrowano drugą skuteczną terapię – lek o nazwie wenetoklaks, który blokuje białko Bcl-2 i odblokowuje proces samobójczej śmierci (tzw. apoptozy) w komórkach nowotworowych.

- Te leki działają przez inny mechanizm niż chemioterapia, w związku z tym komórki nowotworowe z delecją 17p/mutacją TP53 są wrażliwe na ich działanie – wyjaśniła hematolog. Dodała, że wyniki, które można uzyskać dzięki zastosowaniu nowych terapii są lepsze, niż wyniki uzyskiwane przy pomocy jakichkolwiek wcześniej stosowanych leków. - Przeżycie całkowite pacjentów z oporną nawrotową PBL wydłużyło się z kilkunastu do ponad 50 miesięcy. To są liczby nieporównywalne – oceniła.

Prof. Huz podkreśliła, że obecnie pacjenci z oporną nawrotową postacią PBL i delecją 17p/mutacją TP 53 mają w Polsce finansowane leczenie ibrutynibem (po immunochemioterapii), a gdy lek przestanie działać – leczenie wenetoklaksem. - Niestety nie mają do tych terapii dostępu chorzy z oporną nawrotową PBL, którzy nie posiadają tych zmian genetycznych, ale immunochemioterapia działa u nich przez bardzo krótki czas lub wcale – tłumaczyła specjalistka.

Zaznaczyła, że chorzy na PBL tolerują nowe leki znacznie lepiej niże immunochemioterapię. - W przypadku ibrutynibu mamy już sześcioletnie obserwacje, z których wynika, że to leczenie jest dobrze tolerowane i jest skuteczne również u pacjentów bez zmian genetycznych – przypomniała. Dzięki temu pacjenci mogą normalnie funkcjonować; ci, którzy pracują, mogą wrócić do aktywności zawodowej. Jest to również ważne dla pacjentów w starszym wieku, którzy mają więcej schorzeń współistniejących, a powikłania narażają ich na pobyty w szpitalu i ryzyko infekcji szpitalach. - Najważniejsze jest jednak to, że ci chorzy umrą bez dostępu do tego leczenia – oceniła prof. Hus.

Dodała, że obecnie w leczeniu PBL obserwuje się tendencję odchodzenia od chemioterapii. Zgodnie z zaleceniami międzynarodowych towarzystw nowe leki powinny być stosowane już w pierwszej linii u pacjentów z delecją 17p/mutacją TP53. Dzięki temu nie tylko wydłuża się ich przeżycie, ale też nie naraża niepotrzebnie na toksyczność immunochemioterapii, która jest u nich nieskuteczna.

W kwietniu Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji wydała pozytywną opinię odnośnie rozszerzenia stosowania ibrutynibu dla pacjentów z oporną i nawrotową PBL, którzy nie posiadają delecji 17p lub mutacji TP53. W połowie lipca prezes AOTMiT zarekomendował też objęcie refundacją wenetoklaksu w kombinacji z rytuksymabem w drugiej linii leczenia u pacjentów z PBL bez delecji 17p lub mutacji w genie TP53.