Prof. Kuchara niepokoi niska wyszczepialność dzieci przeciwko grypie, wynosząca ok. 1 proc. W jego ocenie czynnikiem hamującym szczepienia dzieci nie powinna być cena szczepionki, bo dla dzieci od 6. miesiąca życia do 18. roku życia jest objęta refundacją w wysokości 50 proc.

Reklama

W opinii profesora strach przed zastrzykiem także nie powinien stanowić głównego powodu, dla którego nie szczepi się dzieci przeciwko grypie. Zaznaczył, że na rynku są dostępne szczepionki donosowe dla dzieci miedzy 2. a 18. rokiem życia, więc jest możliwość bezbolesnego podania szczepionki.

- Skuteczność szczepionki donosowej i tej podawanej w zastrzyku jest podobna. Szczepionka donosowa jest polecana zwłaszcza w przypadku dzieci szczególnie wrażliwych na ból. Jest to bardzo zachęcające rozwiązanie – zaznaczył specjalista.

Dodał, że szczepionkę przeciwko grypie można podać tego samego dnia co szczepionkę przeciwko COVID-19. Szczepienie przeciwko grypie i podanie MMR przeciwko odrze, śwince i różyczce również może się odbyć w tym samym dniu. W przypadku niemożliwości podania obu preparatów jednego dnia odstęp między podaniem tych dwóch różnych szczepionek "żywych" powinien wynieść minimum 4 tygodnie.

Ile dawek szczepionki na grypę dla dziecka?

Dzieci w wieku do 8 lat, które nie przyjmowały jeszcze szczepionki przeciwko grypie, powinny otrzymać dwie dawki preparatu w odstępie co najmniej 4 tygodni. Dzieci do 8. roku życia, które otrzymały w poprzednich sezonach grypowych dwie dawki szczepionki, w obecnym sezonie powinny być zaszczepione jedną dawką. Te same zalecenia dotyczą zarówno szczepionki podawanej w zastrzyku, jak i szczepionki żywej podawanej donosowo.

W opinii prof. Kuchara, problem niskiej wyszczepialności leży w braku świadomości, że coś można zrobić, by zapobiec grypie.

Reklama

- Uważam, że jako społeczeństwo mamy bardzo optymistyczne podejście do kwestii zdrowia. Zakładamy, że to nie nasze dziecko zachoruje, tylko będzie to w najgorszym przypadku dziecko sąsiadki czy koleżanki. Lubimy wierzyć, że nasze dziecko jest silne, odporne, na pewno nie zachoruje, potem okazuje się, że przebieg grypy jest tak ciężki, że dziecko trafia do szpitala – zobrazował lekarz.

Zdaniem prof. Kuchara, grypa jest wciąż bagatelizowana, często określana jako banalna, a jej przebieg porównywany do zwykłego przeziębienia. Dlatego bardzo ważna jest zmiana podejścia do szczepień przeciwko grypie.

- Porównując grypę do płatowego zapalenia płuc czy sepsy, widzimy, że to zapalenie płuc czy sepsa są obarczone znacznie wyższym ryzykiem ciężkiego przebiegu czy zgonu, ale zauważmy – grypa jest chorobą, która występuje bardzo często. Ogromna liczba zachorowań przy nawet niewielkim odsetku powikłań przekłada się na dużo większą liczbę hospitalizacji i zgonów niż wszystkie inne choroby zakaźne, z wyjątkiem covidu – wskazał prof. Kuchar. - Pamiętajmy, że grypa przez wiele lat była niekwestionowaną królową infekcji. Z jej powodu znacznie więcej osób trafiało do szpitali niż w wyniku wszystkich chorób zakaźnych razem wziętych – dodał.

W ocenie specjalisty brak przekonania do szczepień może wiązać się też z przepracowaniem lekarzy pierwszego kontaktu. Podkreślił, że cały czas lekarz jest dużym autorytetem, a pacjenci opierają się na jego wiedzy i doświadczeniu. Gdy lekarz nie ma czasu na promocję działań prozdrowotnych, w tym szczepień, ich wykonanie kuleje.

Profesor zwrócił także uwagę, że ograniczeniem do szczepień może być też zbyt długa ścieżka do zaszczepienia. - Mamy liczne przepisy, które wydłużają czy wręcz utrudniają przeprowadzenie szczepienia. W tej chwili główną barierą stały się przeszkody organizacyjne. Szczepienia przeciw grypie, niestety, zbiegają się czasowo z okresem wzmożonych zachorowań chłodną porą roku i przy obecnych wygórowanych wymogach kwalifikacji nie ma kto tego robić – powiedział profesor.

Wskazał, że w Polsce szczepionkę przeciw grypie może podać dziecku tylko lekarz lub pielęgniarka, nawet tę donosową. - Inna sytuacja była przy koronawirusie. Okazało się, że zaszczepić może także ratownik medyczny czy farmaceuta – podkreślił.

Zwrócił uwagę, że w przypadku szczepień każdorazowo konieczna jest kwalifikacja do szczepienia. Lekarz wskazał, że na Zachodzie funkcjonują zlecenia stale na szczepienia przeciwko chorobom sezonowym, w tym grypie.

- W okresie wzmożonych zachorowań trudno dostać się do przychodni po receptę na szczepionkę. Potem trafiamy na kolejkę w aptekach, następnie znowu wracamy do przychodni, gdzie też jest kolejka – mówił. - Szczepienia konkurują z chorymi, a choroba jako kwestia pilna – zawsze wygra. Przez długie kolejki ludzie rezygnują – wskazał.

Prof. Kuchar odniósł się także do obecnej sytuacji epidemicznej. Wskazał, że COVID-19 przez ostatni okres zdetronizował grypę. Teraz trend się odwrócił – grypa wróciła a covid złagodniał i jest w odwrocie.

- W naturalny sposób dochodzi do konkurencji między wirusami. W danym momencie zwykle dominuje jeden wirus. Jak było dużo zakażeń na COVID-19, to było niewiele przypadków grypy, jak teraz jest mniej zachorowań, to z kolei obserwujemy wzmożone zachorowania na grypę – mówił lekarz.

- Działania przeciwpandemiczne, które podjęto, by walczyć z COVID-19, czyli dystansowanie, mycie rąk, maseczki, lockdown, zamknięcie szkół i przedszkoli przede wszystkim bardzo skutecznie opanowały grypę, ale średnio poradziły sobie z koronawirusem – powiedział prof. Kuchar.

Zaznaczył, że łatwej przerwać drogę transmisji grypy niż covidu. - W danej chwili jedna z tych chorób dominuje i przebija się kosztem drugiej. Właśnie z tym mamy teraz do czynienia – powiedział.