– poinformowała podczas środowej konferencji prasowej w Katowicach prof. Mizia-Stec.
– dodała.
Jak podkreślali podczas konferencji lekarze z zespołu, który przeprowadził zabieg, ciąża pacjentki wiązała im ręce - nie mogła przyjmować leków antyarytmicznych, które mają niekorzystny wpływ na płód. Zabiegi ablacji wykonuje się standardowo przy użyciu promieniowania rentgenowskiego, które ułatwia lekarzom poruszanie się po sercu i bezpieczne wprowadzenie do niego elektrod. Promieniowanie to jest jednak również szkodliwe dla płodu.
To był już drugi incydent zaburzeń rytmu serca u 32-letniej pacjentki ze Starachowic. 3 lata temu przeszła pomyślnie zabieg ablacji, czyli celowego uszkodzenia mięśnia sercowego prądem o częstotliwości radiowej w miejscu, które powoduje arytmię. - – wyjaśniał jeden z lekarzy uczestniczących w zabiegu Seweryn Nowak.
W przypadku tej pacjentki dodatkową trudnością była lokalizacja ogniska arytmii. – podkreślił dr Andrzej Hoffmann z zespołu wykonującego zabieg.
Jak podkreśliła kierownik pracowni elektrofizjologii I oddziału kardiologii GCM doc. Anna Maria Wnuk-Wojnar, lekarze byli przygotowani na sytuację, w której nie mogą dobrze zwizualizować przegrody międzyprzedsionkowej, która musiała być nakłuta. - – mówiła.
W środę pacjentka czekała już na wypis ze szpitala. – opowiadała dziennikarzom pani Karolina.
– dodała.