Jak powiedział na konferencji prasowej kierownik Kliniki Kardiologii USK prof. Andrzej Mysiak, pacjenci z powikłaniami w leczeniu wad zastawkowych mają typowe objawy niewydolności serca, nie są zdolni do wysiłku i mają trudności z prostymi czynnościami życia codziennego.
- powiedział Mysiak.
Wyjaśnił, że w takim przypadku ponowna operacja na otwartym sercu może być dla pacjenta zbyt ryzykowna i alternatywą może być tylko przezskórne zamknięcie przecieku z pomocą tzw. okludera. Jak wyjaśnił dr Marcin Protasiewicz, okluder to kilkumilimetrowe urządzenie wykonane z drobnej, elastycznej plecionej siateczki metalowej. Przypomina kształtem dwa połączone ze sobą parasole.
- wyjaśnił dr Protasiewicz.
Wcześniej lekarze muszą z dużą precyzją określić wielkość przecieku i dobrać odpowiedni okluder. Jego niestabilność mogłaby bowiem doprowadzić do kolejnych powikłań, a nawet do śmierci. - - powiedział prof. Mysiak.
Pierwszy na Dolnym Śląsku zabieg tego typu wykonał 9 lutego zespół w składzie: dr Marcin Protasiewicz, dr Wiktor Kuliczkowski i dr Tomasz Witkowski. Zabieg trwał dwie godziny.
W efekcie poprawiono wydolność serca u 64-letniego pacjenta, który dwa lata wcześniej przeszedł operację wszczepienia zastawki, ale mimo to od tamtego czasu nie był w stanie nawet dłużej spacerować.
- powiedział pacjent Zbigniew Pusialski.
Jak podano, w Polsce podobnych operacji wykonuje się rocznie od kilku do kilkunastu. Lekarze USK przygotowują się do drugiego zabiegu.