MARTA NOWIK: Czy wirus Zika to jakiś nowy mikroorganizm?

Reklama

Dr Andrzej Hajdusianek: Nie, zdążyliśmy go już nawet poznać. Wiemy na przykład, że należy do rodziny flawiwirusów. Po raz pierwszy został wyizolowany w 1947 roku w Ugandzie, w Zika Forest – stąd jego nazwa. W kontekście swojego występowania, pierwotnie kojarzony był przede wszystkim z regionem Afryki oraz Azji Południowo-Wschodniej, w późniejszym okresie masowo pojawił się również na terenie Ameryki Południowej. Obecnie zaś odnotowuje się sporadyczne przypadki zachorowań w Europie, ale u pacjentów, którzy zarazili się podczas podróży np. do Ameryki Południowej.

Czyli „wiele hałasu o nic”…

Niekoniecznie. Na początku odnotowywano jedynie sporadyczne zakażenia u ludzi. Obecne ostrzeżenia związane są przede wszystkim z bardzo szybkim rozpowszechnianiem się wirusa obserwowanym w ostatnim czasie.

Grozi nam epidemia?

Wirus Zika najczęściej przenoszony jest przez komary, a dokładnie określone ich gatunki, np. komary tygrysie. Natomiast według pojedynczych doniesień może też przenosić się z człowieka na człowieka m.in. poprzez kontakt płciowy czy w czasie transfuzji krwi. To przywołuje na myśl zakażenie wirusem HIV i łatwo o wzbudzenie obaw wśród ludzi. Sytuacji nie ułatwia fakt, że choć gwałtownie wzrasta liczba zachorowań, my nadal mamy ograniczoną wiedzę na temat infekcji oraz możliwości zapobieganie jej bądź leczenia. Tak naprawdę trudno określić skalę zagrożenia. Wiemy natomiast, że obecnie trwaj intensywne prace nad szczepionką.

Jak działa wirus Zika?

U zdrowych dorosłych osób infekcja może przebiegać bezobjawowo lub dawać raczej niegroźne dolegliwości, które mijają po kilku dniach. Wśród najczęstszych symptomów wymienia się gorączkę, wysypkę, bóle stawów i mięśni. Wirus Zika łączy się także z rzadkim schorzeniem zwanym zespołem Guillaina i Barrego, który może występować jako powikłanie infekcji. To alarmujące przypadki, które doprowadzić mogą nawet do śmierci.

Rzadko jednak o tym słyszymy. Dochodzą do nas jednak przerażające informacje o tym, że wirus Zika odpowiada za uszkodzenia mózgu u noworodków oraz ostrzeżenia dla kobiet w ciąży, by omijały kraje, w których występuje wirus.

Tak, to prawda. Jak wynika z doniesień, zakażenie może być najgroźniejsze dla kobiet w pierwszym okresie ciąży. Podejrzewa się bowiem, że Zika może mieć związek z mikrocefalią u noworodków. U pacjentek ciężarnych wirus może być transmitowany od matki do płodu, wywołując wady wrodzone, a nawet prowadząc do śmierci dziecka.

Media / Wojtek Jakubowski Fotokombinat

O jakich wadach wodzonych mówimy?

O mikrocefalii, czyli małogłowiu. Dzieci przychodzą na świat z nienaturalnie małą głową, co może mieć poważne konsekwencje dla przyszłego rozwoju ich mózgów. W rezultacie zaburzony jest też rozwój fizyczny i intelektualny. Choć wirus Zika jest łączony z tą patologią, mikrocefalia może mieć też wiele innych przyczyn. Wymienia się w tym kontekście czynniki genetyczne, choroby matki takie jak różyczka czy toksoplazmoza w czasie ciąży, spożywanie alkoholu lub narażenie na substancje toksyczne, cukrzycę czy niedożywienie.

Czy Polki powinny czuć się zagrożone wirusem Zika?

Na razie brakuje danych sygnalizujących zagrożenie epidemiologiczne w naszym kraju, aczkolwiek należy z pewnością zachować szczególną ostrożność. Istotne jest przede wszystkim unikanie ryzykownych sytuacji. Dlatego paniom, które planują ciążę lub już w niej są, odradzam dalekie podróże, zwłaszcza do krajów objętych zagrożeniem epidemiologicznym.

dr Andrzej Hajdusianek, ginekolog-położnik z Kliniki INVICTA w Gdańsku