Jak poinformowało w sobotę ministerstwo, w ciągu ostatniej doby z powodu COVID-19 zmarło 100 osób, natomiast z powodu współistnienia COVID-19 z innymi schorzeniami zmarło 338 osób; łącznie - 438. W tym czasie wykonano 58 371 testów.

Reklama

Status quo

- Duża liczba zgonów świadczy o tym, że pandemia ma się niestety dobrze. Mamy do czynienia z podobną sytuacją od kilku tygodni. Można to określić jako pat z blokiem. Wirus z nami nie wygrywa, ale my z nim też nie. Jest pewne status quo - powiedział PAP dr Sutkowski.

Jego zdaniem, cały czas widać efekt zachowań społecznych z okresu świąteczno-noworocznego. - Mimo że od Wigilii minęło kilkanaście dni, te efekty dalej są widoczne, bo ludzie zakażają się stopniowo, w pewnym ciągu, a nie wszyscy w tym samym momencie - wyjaśnił dr Sutkowski.

Dalszy rozwój wypadków

Jak zaznaczył, dalszy rozwój wypadków będzie zależał od decyzji administracyjnych. - Jeżeli zwycięży model powrotu do szkół, to możemy spodziewać się wzrostu liczby zakażeń. Jeżeli zostaniemy w mniejszym lub większym lockdownie, to prawdopodobnie będziemy się utrzymywali jeszcze przez kilka tygodni na nieco spadającym, ale podobnym poziomie. Wydaje się, że skutki okresu świąteczno-noworocznego już się wtedy zakończą - ocenił.

Podkreślił jednocześnie, że wszystko dzieje się kosztem średnio ponad 300 zgonów dziennie, "i to jest koszt olbrzymi, z którym nikt nie powinien się godzić".

- Ta liczba zależy od obecności samego wirusa, również i jego nowej odmiany, ale też niestety znacznego przeciążenia systemu opieki zdrowotnej oraz późnego zgłaszania się pacjentów. Zgłaszają się do nas pacjenci zwykle w drugim tygodniu choroby, kiedy ich stan jest dużo groszy - powiedział Sutkowski. Jak dodał, docelowo wygramy z koronawirusem, ale powinniśmy wyciągnąć wnioski na przyszłość, także z tego, jakim kosztem osiągnięto to zwycięstwo.