Dziennik Gazeta Prawana logo

Pierwsze donosy na lekarzy w prokuraturze. Druga strona medalu to hejt prowadzący do tragedii

8 kwietnia 2020, 07:04
Ten tekst przeczytasz w 5 minut
koronawirus
<p>koronawirus</p>/PAP
Do prokuratury trafiły pierwsze zawiadomienia oskarżające lekarzy i dyrekcje szpitali o narażenie życia i zdrowia z powodu szerzenia COVID-19.

Składają je pacjenci, wskazując lekarzy jako winnych potencjalnego zakażania. Zdaniem skarżących powodem są także zaniedbania kierownictwa placówek medycznych.

– wylicza prokurator Beata Galas, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Radomiu. W pierwszym przypadku skarżącym jest rodzina pacjenta, który 21 marca został wypisany ze szpitala i tego samego dnia, po kilku godzinach zmarł w domu. Rodzina uważa, że doszło do błędu w sztuce. Śledztwo zostało wszczęte. Sprawa nie będzie jednak prosta, jak przyznaje Galas, bowiem pacjent był chory onkologicznie.

Kolejne zawiadomienia dotyczą lekarzy − ojca i syna − z Grójca. Pracowali, choć istniało podejrzenie, że są zakażeni koronawirusem. − − opowiada Galas. Drugie zawiadomienie złożył pracownik stacji benzynowej, który miał styczność z jednym z tych lekarzy w tym czasie. Obie osoby uważają, że doszło w ten sposób do narażenia ich życia i zdrowia. Trzecie zawiadomienie trafiło od współpracownika zatrudnionego w tej samej placówce medycznej. Złożył je jednak nie przeciwko lekarzom, ale szpitalowi, motywując to tym, że placówka nie zachowała należytej staranności i pozwalała osobie z podejrzeniem przychodzić do pracy, narażając tym samym pozostały personel na zachorowanie. Prokuratura już zebrała cały potrzebny materiał dowodowy. − − dodaje.

Dwa postępowania sprawdzające w podobnych sprawach prowadzą prokuratury w Olsztynie oraz w Toruniu. Oba zawiadomienia dotyczą skarg na kierownictwo placówek. Pierwsze postępowanie zostało wszczęte na podstawie anonimu. – − mówi DPG Krzysztof Stodolny, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Olsztynie. W liście, który otrzymali od jednego z uczestników spotkania, pojawia się zarzut, że dyrekcja placówki "zaniechała podjęcia stosownych działań mających na celu zapobieżenie rozprzestrzeniania się wirusa na inne osoby". Lekarze wrócili na oddziały i rzekomo dyrekcja miała odmówić im testów. Szpital zaprzecza. Jego rzecznik Przemysław Prais przekonuje, że tzw. szkolenie było instruktażem posługiwania się środkami ochrony indywidualnej (kombinezon) przeprowadzonym u pracowników bloku operacyjnego, w dużej sali z niewielką ilością osób. I zachowano przy tym wszystkie zasady bezpieczeństwa. Prokuratura sprawdza, jak było. Po tym podejmie decyzję, czy zostanie wszczęte śledztwo.

W Toruniu prokuratura sprawą zajęła się z urzędu. W miejskim szpitalu na oddziale hematologii zdiagnozowano koronawirusa u 30 osób – zarówno wśród personelu, jak i pacjentów, część z nich jest po przeszczepach, a jedna z chorych zmarła. W sobotę w internetowym wydaniu toruńskich "Nowości" ukazał się list jednego z lekarzy, który wskazywał, że doszło do zaniedbań, m.in. odmawiano sprzętu ochronnego, a także nie wykonano testów. Chociaż dyrekcja zaprzeczyła takiej wersji wydarzeń, to prokuratura postanowiła bliżej przyjrzeć się sprawie. – Zaniepokoiły nas te doniesienia, postanowiliśmy wszcząć postępowanie sprawdzające – mówi nam prokurator Andrzej Kukawski, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Toruniu.

Takich spraw zdaniem ekspertów może być więcej. Jak mówi Jolanta Budzowska, radca prawny z kancelarii Budzowska, Fiutowski i Partnerzy, to, czy danemu członkowi personelu można postawić zarzut, trzeba rozstrzygać indywidualnie. − – mówi prawniczka.

– podkreśla Budzowska. Dodaje jednak, że po drugiej stronie takiego sporu jest człowiek – nierzadko ciężko poszkodowany na zdrowiu. Może nim być i pacjent, i medyk pacjent.

Wyłączając przypadki celowego lekceważenia zasad bezpieczeństwa, ważne jest też, żeby lekarze czuli się bezpiecznie, wykonując swoje obowiązki. W USA apelują o zmianę przepisów i wprowadzenie ochrony przed potencjalnymi pozwami. Jak donosi Reuters, personel medyczny obawia się, że może ponosić konsekwencje prawne niedoborów kadrowych oraz sprzętu ochronnego.

Zdaniem Jarosława Fedorowskiego, prezesa Polskiej Federacji Szpitali, również u nas należałoby zmienić podejście, bo lekarze nie mogą teraz być sparaliżowani strachem przed pozwami. Wyjściem byłoby wprowadzenie klauzuli dobrego samarytanina. Chodzi o to, żeby personel medyczny miał ochronę prawną, gdy działając w sytuacji nadzwyczajnej, np. nie zachowuje wszystkich standardów m.in. sprzętowych. – – mówi Fedorowski.

Jest też bowiem druga strona medalu. Kilka tygodni temu media obiegła informacja o profesorze ginekologii, który przyjmował pacjentki, nie wiedząc, że jest chory. Po tym jak posypał się na niego hejt, popełnił samobójstwo. Rodzina złożyła doniesienie do prokuratury. Chce ścigania osób i mediów, które dopuściły się hejtu.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj