Dziennik Gazeta Prawana logo

Przepraszamy, porodów nie przyjmujemy. Niż kadrowy zamyka oddziały położnicze

3 listopada 2019, 20:05
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
dzieci noworodki narodziny szpital położna położniczy
dzieci noworodki narodziny szpital położna położniczy/Shutterstock
W ciągu niespełna dwóch lat szpitale zamknęły 24 oddziały położnicze. Resort zdrowia mówi o 400 zlikwidowanych łóżkach. Przyczyną nie jest jednak niż demograficzny, lecz problemy kadrowe.

Tylko w ostatnich tygodniach zawieszone zostały porodówki w wielkopolskim Czarnkowie, w Zakopanem oraz w Mrągowie. – przyznaje Brygida Schlueter-Górska, dyrektor mazurskiej placówki.

Zdaniem ekspertów będzie coraz gorzej. Z jednej strony średnia wieku położników to ok. 60 lat, młodzi zaś nie garną się do tego zawodu. Z drugiej natomiast anestezjolodzy i ginekolodzy należą do grupy lekarzy najchętniej opuszczających Polskę.

Z najnowszych danych Naczelnej Izby Lekarskiej wynika, że w ciągu 15 lat (czyli od momentu wejścia Polski do UE) za granicę wyjechało niemal tysiąc przedstawicieli pierwszej specjalizacji i ok. 500 tej drugiej. Co gorsza, coraz trudniej znaleźć również pediatrów, którzy są niezbędni do funkcjonowania oddziałów ginekologiczno-
położniczych.

Z raportu ManPower Group wynika, że należą oni do grupy 10 specjalistów najczęściej poszukiwanych przez szpitale. Obecnie niemal co czwarta placówka chce zatrudnić pediatrę, co piąta anestezjologa, a co dziesiąta ginekologa. Jeszcze niedawno samo Ministerstwo Zdrowia miało plan likwidowania oddziałów, które przyjmują poniżej 200 porodów rocznie. Docelowo miały przetrwać tylko te, na których rodzi się powyżej 400 dzieci. W ten sposób ustawiono nawet finansowanie z NFZ, jako koronny powód podając niż demograficzny.

Prawdziwym problemem okazał się jednak niż kadrowy, przez który zamyka się także potrzebne, duże oddziały. Sytuacja jest tak zła, że czasami wystarczy ciąża czy choroba jednego z pracowników, a placówka musi odsyłać rodzące kobiety z kwitkiem. A znalezienie zastępstwa np. na czas choroby ginekologa niekiedy graniczy z cudem. Również finansowym, bo za każdą godzinę pracy trzeba zapłacić takiej osobie nawet 200 zł. Wielu szpitali po prostu na to nie stać.

Profesor Krzysztof Czajkowski, konsultant ds. ginekologii i położnictwa, uspokaja, że jeżeli rodząca kobieta ma na najbliższą porodówkę do 40 km, to może czuć się bezpieczna. Jednocześnie przyznaje, że problemem pozostaje wspomniana wysoka średnia wieku położników, a także nierównomierny dostęp do specjalistów w zależności od regionu. Jego zdaniem rozwiązaniem byłoby połączenie oddziałów tam, gdzie działa więcej placówek i są one położone blisko siebie. Taka decyzja należy jednak do samorządów. Z kolei resort zdrowia proponuje załatać braki kadrowe lekarzami z zagranicy. Głównie wschodniej.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj