Borys Budka przedstawił podczas wieczornej debaty w TVP i opublikował na Twitterze post: "Oto paragon hańby tego rządu. Ponad 2000 zł dla dziecka po przeszczepie, które rodzice muszą wydać tylko dlatego, że ten rząd zamiast dofinansować służbę zdrowia woli wydawać na nagrody dla swoich ministrów".

"Panie Pośle Budka, może Pan nie zorientował się, ale lek, o którym Pan mówił, jest objęty refundacją i dla dzieci kosztuje 3,20. Zdrowie jest zbyt poważnym tematem, żeby wprowadzać Polaków w błąd. Czekamy na przeprosiny..." - napisał na Twitterze minister.

- Ten lek kosztuje 3 złote i 20 groszy. Warto się dowiedzieć zanim zamieści się taką informację - potwierdził jeszcze potem w rozmowie z PAP Szumowski.

- Skąd taki paragon - nie mam pojęcia. Lek jest refundowany, jest na receptę, nie mam wątpliwości. W Polsce obowiązuje ustawa refundacyjna, a jeżeli lek jest na ryczałt, to niemożliwe, żeby ktoś płacił takie kwoty - dodał.

Po debacie w TVP do studia zadzwonił Samuel Pereira, twierdząc, że ma dane z apteki, według których lek Valcyte będący przedmiotem sporu jest refundowany i kosztuje 3,20 zł. Wówczas to zarówno w studio telewizyjnym, jak i w mediach społecznościowych liczni przedstawiciele prawicy zarzucili Borysowi Budce kłamstwo i kompromitację. Ale czy poseł PO rzeczywiście minął się z prawdą?

"Valcyte jest roztworem. Lek z tą samą czynną substancją, ale w formie tabletek, czyli Valhit, rzeczywiście jest refundowany i kosztuje 3,20 zł (cena regularna to 512,37 zł). Valcyte, który regularnie kosztuje 1016 zł, jest refundowany. Ale jego cena po refundacji (dane z portalu indeks.mp.pl) wynosi 924,93 zł" - podaje portal oko.press.

Valcyte zatem faktycznie kosztuje - od sierpnia - 3,20 zł, tyle że jedynie w wersji dla dzieci. I to tylko dlatego, że półtora miesiąca przed wyborami resort zdrowia zdecydował się go refundować. "Paragon, który pokazał Borys Budka, pochodzi z 30 września, co znaczy, że nie była to recepta dla dziecka, tylko dorosłego, który z jakichś powodów nie może przyjmować leków doustnie. Jest to oczywiście wyjątkowa sytuacja, ale pokazuje wybiórczość systemu" - konkluduje oko.press.

Kidawa-Błońska: Pokazany przez Budkę paragon był prawdziwy

O wykorzystanie paragonu w debacie w TVP była pytana na konferencji prasowej w Kielcach Małgorzata Kidawa-Błońska. - To jest pierwsze pytanie - dlaczego ten lek przez tyle miesięcy był objęty tak wysoką podwyżką? Dlaczego z kilku złotych jego cena wzrosłą na kilkaset złotych? Po drugie - dlaczego dano refundację miesiąc temu, przed samymi wyborami i dlaczego ten lek nie jest dostępny dla wszystkich pacjentów chorych na raka, tylko dla dzieci i tylko do 110 dni? – podkreśliła wicemarszałek Sejmu.

Jak dodała, "po 110 dniach brania tego leku rodzice muszą płacić pełną kwotę za ten lek". - Cena (refundowana) dotyczy tylko dzieci i tylko jeśli go przyjmują przez 110 dni, potem rodzice muszą zapłacić pełną kwotę – stwierdziła Kidawa-Błońska.

Zapewniła, że pokazany przez Budkę paragon "był paragonem prawdziwym". Zaznaczyła, że za ten lek "zapłacono tego dnia (30 września – PAP) tyle pieniędzy". - Rzeczywiście ten lek od miesiąca jest refundowany dla dzieci do 110 dni i to jest też prawda. Paragon z wczoraj był prawdziwy dla osoby, która potrzebowała ten lek, ale nie mieściła się w tej kategorii - dziecka i 110 dni. Borys Budka mówił prawdę – zapewniła wicemarszałek Sejmu.

Budka: To paragon wstydu, bo ten lek przez ok. 3 lata rządów PiS kosztował ok. tysiąca zł

- Jeżeli ktoś twierdzi, że ten paragon jest nieprawdziwy, niech pozwie mnie do sądu. To jest paragon wstydu, bo ten lek przez ok. trzy lata rządów PiS kosztował ok. tysiąca złotych. W 2015 r. gdy PO oddawała władzę, lek kosztował 3,20 zł, później cena doszła do ok. 1 tys. zł – powiedział Borys Budka podczas środowej konferencji prasowej w Gliwicach.

Dodał, że "to jest paragon wstydu, który pokazuje, że w czasach, kiedy ministrowie rządu PiS otrzymywali horrendalne nagrody, ludzie, rodzice musieli płacić za ten lek ok. tysiąca złotych". Budka powiedział, że "dziwnym trafem dopiero we wrześniu na finiszu kampanii wyborczej udaje się zrefundować ten lek, ale nie dla wszystkich".

Według Budki, powołującego się na opinie specjalistów, lek jest obecnie refundowany tylko przy określonych zakażeniach, tylko dla części pacjentów, do 100 dni, a w niektórych przypadkach do 200.

- Paragon jest autentyczny, ma datę wystawienia, wyraźnie wskazuje na to, że jest to odpłatność 100 proc., bo ten lek nie jest refundowany dla wszystkich – dodał. Wyjaśnił, że paragon otrzymał za pośrednictwem mediów społecznościowych. - Podesłał nam go któryś z pacjentów. To autentyczna apteka, autentyczny paragon – powiedział.

Poinformował, że w sprawie tego specyfiku było wiele monitów sejmowej komisji zdrowia, którą kierował Bartosz Arłukowicz (PO), i wiele pism do ministra zdrowia. - Minister zajmował się pigułką "dzień po", zajmował się sprawami ideologicznymi, dopiero na finiszu kampanii wyborczej, we wrześniu, ten lek jest refundowany i to tylko w części przypadków – zaznaczył.

Budka wyraził nadzieję, że decyzja o objęciu tego leku refundacją nie jest "decyzją tylko i wyłącznie na wybory". - Można się zastanowić, co stanie się po wyborach, czy znowu jego cena nie wróci do tej sprzed września 2019 r.? – dodał.

Zieliński: Nie wolno grać zdrowiem dzieci. To jest ohydne

W środę dyrektor Centrum Zdrowia Dziecka dr Marek Migdał odnosząc się do tej sprawy powiedział, że to przykre, że leczenie pacjentów jest wykorzystywane w debacie politycznej. Poinformował również, że mama wysłała do dyrekcji CZD maila, w którym wyraża oburzenie włączeniem historii jej dziecka do kampanii wyborczej.

Kwestie pokazanego przez Borysa Budkę paragonu za lek skomentował w czwartek w TVP Info wiceszef MSWiA Jarosław Zieliński. - Tego nie wolno robić. Platforma Obywatelska gra bardzo wrażliwą sferą, sferą zdrowia ludzi. Sferą, która jest dla wszystkich bardzo ważna. To jest niedopuszczalne (...). Nie wolno grać pacjentami, nie wolno grać zdrowiem ludzi, zdrowiem dzieci, a Platforma dla celów politycznych to czyni. To jest po prostu ohydne - stwierdził Zieliński.

Dodał, że zamiast najpierw sprawdzić, "zanim cokolwiek się powie, to Platforma Obywatelska, jej działacze, jej politycy, oskarżają bezpodstawnie rząd, system, ludzi, którzy pracują na danym odcinku, w tym przypadku służbę zdrowia, lekarzy" - powiedział wiceszef MSWiA.