W szpitalu im. Kopernika w Łodzi w piątek wstrzymano przyjęcia pacjentów na oddział ortopedyczny. W ten sposób została zawieszona praca w jednym z 14 działających w kraju centrów urazowych. Stało się to dzień po zawarciu ugody między ministrem zdrowia i Porozumieniem Rezydentów, które miało zakończyć trwającą od października akcję protestacyjną, polegającą głównie na wypowiadaniu klauzuli opt-out, czyli zgody na pracę powyżej 48 godzin tygodniowo. Utrudniła ona funkcjonowanie wielu placówek, które bazowały przede wszystkim na pracy lekarzy ponad ustawową normę.
– – wylicza Julia Ścigała z biura prasowego łódzkiej placówki. To jeden z powodów wstrzymania pracy oddziału ortopedycznego i centrum urazowego. Zabrakło wystarczającej obsady dyżurowej. – – wyjaśnia Julia Ścigała.
W szpitalu im. Biziela w Bydgoszczy protestowało ok. 70 lekarzy, głównie rezydentów. Po zakończeniu akcji umowę opt-out podpisał... jeden. – – mówi Kamila Wiecińska, rzeczniczka szpitala. W dziecięcym szpitalu klinicznym w Warszawie klauzulę wypowiedziało 99 lekarzy. Od zeszłego tygodnia nikt nie wrócił do dłuższego czasu pracy. Podobnie jest w szpitalu w Krakowie Prokocimiu. – – mówi Natalia Adamska-Golińska, rzeczniczka placówki. Dyrekcja ma nadzieję, że lekarze specjaliści wrócą, bo faktycznie wiele dyżurów było realizowanych w tych godzinach, które są ponad 48-godzinowy wymiar czasu pracy.
W klinicznym szpitalu dziecięcym w Białymstoku umowy opt-out wypowiedziało ok. 90 proc. lekarzy. Na razie nikt nie wrócił do dawnych zasad pracy. Specjaliści walczą o podwyżki. Okazało się bowiem, że po podwyżkach, które zagwarantował były minister zdrowia Konstanty Radziwiłł, niektórzy zaczęli zarabiać mniej niż ich młodsi koledzy będący w trakcie zdobywania specjalizacji.
Taka sytuacja wywołała też burzę w łódzkim szpitalu im. Jonschera. – – informuje Kamil Szyszow, zastępca dyrektora ds. medycznych szpitala. Placówka nie jest w stanie przystać na taką propozycję, bo to oznaczałoby utratę płynności finansowej.
Aby rozwiązać część kłopotów z wynagrodzeniami w szpitalach, Ministerstwo Zdrowia zaproponowało, że dopłaci wszystkim specjalistom tak, aby ich podstawowa pensja wynosiła 6,7 tys. zł brutto, jeżeli zgodzą się na pracę w jednym szpitalu. Dyrektorzy szpitali mówią, że zapowiedzi ministra zdrowia nie są dla nich jasne. – – zastanawia się Jolanta Węgłowska, dyrektor ds. medycznych wrocławskiego szpitala specjalistycznego. Według niej lekarze, którzy za podwyżkę będą musieli pracować w jednym miejscu, mogą czuć się potraktowani niesprawiedliwie w porównaniu z kolegami, którzy już wcześniej zarabiali więcej. – – dodaje.
Są miejsca, gdzie sytuacja wraca do normy. W szpitalu nr 1 w Rzeszowie, w którym protestowało ponad 80 lekarzy, pracownicy zaczynają powoli podpisywać umowy o dłuższym czasie pracy. Sam minister zdrowia Łukasz Szumowski deklarował, że otrzymał wiadomości od kilku szpitali, w których lekarze wrócili do pracy, m.in. wojewódzkiego szpitala w Opolu.
W podpisanym 7 lutego porozumieniu minister zdrowia zaproponował obok wyższych wynagrodzeń dla lekarzy i rezydentów również zwiększenie nakładów na służbę zdrowia do 6 proc. PKB do 2024 r., a także odbiurokratyzowanie pracy lekarzy i wprowadzenie sekretarek medycznych.