Sprawa jest o tyle dziwna, że czeski producent Atramu mota się w zeznaniach. Wszystko wyszło na jaw na początku sierpnia. O pomyłce zaalarmowała polska hurtownia, która podczas wyrywkowej kontroli odkryła, że w dwóch pudełkach są zamienione leki.

Reklama

W kartoniku z napisem Atram znalazły się blistry (listki leku) z produktem Neurol, który jest lekiem psychotropowym.

Pracownicy hurtowni zawiadomili Główny Inspektorat Farmaceutyczny, który do czasu wyjaśnienia sprawy postanowił jeszcze w sierpniu wstrzymać sprzedaż tych partii leku. Inspektorzy, aby rozwikłać zagadkę natychmiast wysłali pytania do czeskiej fabryki, z której wyszły leki oraz do swojego czeskiego partnera - Statniho Ustavu pro kontrolu Leciv (SUKL) z prośbą o wyjaśnienie sprawy.

Chcieliśmy dowiedzieć, na jakim etapie doszło do zamiany. Równie dobrze mogło dojść do wypadku w Polsce bo np. pracownik hurtowni lub ktoś z transportu omyłkowo pomieszał opakowania albo podmienił leki - tłumaczy Paweł Trzciński, rzecznik GIF. Ku ich zdziwieniu otrzymali z firmy pismo… że wszystko jest w najlepszym porządku, a sprzedaż partii nie powinna być wstrzymywana.

Reklama

Zanim inspektorzy podjęli decyzję, przyszła diametralnie inna informacja, tym razem z czeskiego SUKL-u. Czeski odpowiednik GIF wysłał list gończy tzw. międzynarodowy alert proszący o wycofanie leku z poziomu pacjenta. To sygnał nie tylko dla aptek, ale także dla wszystkich obywateli, żeby sprawdzili swoje domowe apteczki czy nie mają przypadkiem wyżej wymienionych leków i czy wszystko jest z nimi w porządku. – Na szczęście łatwo to sprawdzić, bo zamienione zostało tylko pudełko zewnętrzne, natomiast na listkach z lekami jest poprawna nazwa preparatu – tłumaczy Trzciński.

Reklama

Sytuacja jest o tyle dziwna, że w alercie pojawiła się informacja sugerująca, iż prawdopodobnie do zamiany doszło w samej fabryce, z powodu świadomego działania jednego z pracowników, który został zwolniony. Jak tłumaczy rzecznik GIF można by wnioskować, że chodziło o sabotaż.

Jednak sama czeska firma w rozmowie z DGP jest zdziwiona doniesieniami na temat ich fabryki. – Śledztwo trwa, są różne podejrzenia i spekulacje, i rzeczywiście może chodzić o działanie ludzkie, ale co się wydarzyło, nadal nie wiemy - mówi Filip Hruby, rzecznik prasowy Zentiva i Sanofi w Czechach.

Sprawy listu firmy wysłanego do polskiego GIF, w którym jego firma tłumaczy, że nie ma powodów do niepokoju, nie chce komentować. I nie wyjaśnia skąd wzięły się podejrzenia, że do błędu doszło w samej fabryce.

Tymczasem taka informacja nie tylko pojawiła się w alercie, ale także i na stronie czeskiego inspektora farmaceutycznego.

Na razie - jak twierdzi czeska firma - nie wykryto innych przypadków niż te, które zostały ujawnione w Polsce.

Dawki leku, choć nie są bardzo niebezpieczne, to dla osoby schorowanej zażycie psychotropów może stanowić zagrożenie.