W porównaniu z 2011 r. wartość rynku turystyki medycznej podwoiła się: wówczas szacowano go na 780 mln zł. Główne powody takiego skoku to większa liczba przyjeżdżających pacjentów oraz coraz szerszy zakres sprzedawanych usług.

Reklama

Jeszcze cztery lata temu Polskie Stowarzyszenie Turystyki Medycznej odwiedzających nasz kraj w celu poddania się prywatnemu zabiegowi szacowało na 320 tys. rocznie. Dziś, jak ocenia prezes Stowarzyszenia Artur Gosk, liczba pacjentów stanowi 6 proc. ogólnej liczby zagranicznych turystów odwiedzających Polskę. Według danych Ministerstwa Sportu i Turystyki w 2015 r. przyjechało do nas 16,7 mln gości. Oznacza to, że tych, którzy się przy okazji leczyli, było już około miliona.

Trend potwierdzają polskie prywatne kliniki. Do Dentim Europe w Katowicach w 2015 r. przyjechało o 20 proc. zagranicznych pacjentów więcej niż rok wcześniej. Jak przyznaje Arkadiusz Buziewicz, współwłaściciel placówki, która jest nastawiona głównie na cudzoziemców, ten rok może być rekordowy: tylko w dwóch pierwszych miesiącach 2016 r. łączne wydatki zagranicznych pacjentów wzrosły aż o 70 proc. – w porównaniu z takim samym okresem 2015 r. W kasie tej kliniki każdy z leczących się zostawia średnio od 40 do 75 tys. zł.

Z kolei we wrocławskim szpitalu EuroMediCare liczba zagranicznych pacjentów przyjeżdżających na operacje plastyczne zwiększyła się w ubiegłym roku o ponad 15 proc.

Kliniki zaczynają oferować już nawet pakiety medyczno-turystyczne. Polegają one na tym, że klienci mają zagwarantowane nie tylko leczenie – często coraz bardziej kompleksowe – ale także nocleg, dojazd z lotniska oraz wachlarz atrakcji turystycznych, np. wycieczkę na Wawel lub zwiedzanie Wieliczki.

Specjalistami od takich rozwiązań w Europie są Węgrzy i Czesi, którzy 10 lat temu zaczęli leczyć zagranicznych pacjentów. Od dawna prężnie działają w tym sektorze usług medycznych Tajlandia i Zjednoczone Emiraty Arabskie. – Powstają tam obiekty przeznaczone wyłącznie dla pacjentów z zagranicy, w formie dużych, wielospecjalistycznych szpitali – wyjaśnia Monika Stefańczyk, analityk z firmy badawczej PMR. I dodaje, że w Polsce rynek będzie rósł jeszcze bardziej – na razie stawiamy pierwsze kroki.

Do Polski przyjeżdżają głównie pacjenci z Wielkiej Brytanii, Niemiec oraz państw skandynawskich. Zaczynają się pojawiać turyści z Ameryki oraz Kanady.

Cudzoziemcy wydają u nas na prywatne zabiegi nawet po 75 tys. zł