Co piąty nastolatek palił marihuanę – to o 10 proc. więcej niż rok temu i najwyższy wynik, jaki zanotowano. Ponadto pomimo spadku spożycia alkoholu wzrosła liczba osób, pijących wódkę – to 41 proc. młodzieży. Popularne jest jej łączenie z paleniem konopi – wynika z najnowszych badań ESPAD, wykonanych na zlecenie Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych i Krajowego Biura ds. Przeciwdziałania Narkomanii.

Reklama

Wraz ze wzrostem popularności nielegalnej trawki, zmniejszyła się liczba młodych osób, które uważają, że jest to szkodliwe. Sądzi tak 66 proc., a jeszcze osiem lat temu konopie indyjskie za niezdrowe dla zdrowia uważało 80 proc. osób.

Po zamknięciu sklepów z dopalaczami młodzi przerzucili się na konopie – mówi Janusz Sierosławski z Instytutu Psychiatrii i Neurologii.

Same nastolatki twierdzą, że po wypaleniu blanta czują się szczęśliwe. Tylko 15 proc. uważa, że tych samych przeżyć dostarcza im alkohol. Poza tym po trawie może jest gorsza koncentracja, ale unika się takich przykrych skutków jak kac.

Ale nadal blisko połowa nastolatków przyznaje, że upiła się w ostatnim miesiącu. Eksperci są zdania, że głównym powodem tego problemu jest dostępność alkoholu. W Polsce jeden punkt jego sprzedaży przypada na 350 osób. A powinien być jeden na 1800 osób – mówi Krzysztof Brzózka, dyrektor PARPA.

W dodatku samorządy nie przestrzegają odległości – powinna wynosić minimum 100 metrów – która powinna być zachowana między punktem sprzedaży alkoholu a obiektem chronionym. Tak jest np. w Gdańsku. – Wprowadzenie takich ograniczeń uniemożliwiłoby sprzedaż alkoholu na całym rynku w Gdańsku, bo jest tam wiele kościołów – broni się Dariusz Wołodźko z biura prasowego miasta.

Eksperci wskazują, że co prawda wpływy ze sprzedaży alkoholu do budżetu są ogromne: kształtują się – jak twierdzi szef PARPA Krzysztof Brzózka – na poziomie 10 mld zł, to koszty społeczne są jeszcze większe. Chodzi nie tylko o leczenie chorób bezpośrednio spowodowanych alkoholem, ale także o wypadki spowodowane pod jego wpływem, mniejszą wydajność w pracy etc. – Jak wynika z wyliczeń robionych na zlecenie Komisji Europejskiej, są one na poziomie 1,35 proc. PKB – mówi Brzózka.